Nekron
Wysokie Trawy - Wersja do druku

+- Nekron (https://nekron.eu)
+-- Dział: Lokacje (https://nekron.eu/forum-83.html)
+--- Dział: Wysokie Równiny (https://nekron.eu/forum-45.html)
+--- Wątek: Wysokie Trawy (/thread-89.html)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13


RE: Wysokie Trawy - MistrzGry - 06-15-2020

[Els]

Trzymając się za rączki, bądź raczej będąc trzymaną i ciągniętą za rękę przez Yahkrę przemierzałyście stałym, lecz powolnym tempem przez niezwykle gęste i wysokie trawy. Wyższe nawet od Nekrinki, a nekrini jak to w zwyczaju mieli zazwyczaj dwa metry wzrostu bądź więcej, co oznaczało że póki co idziecie ślepo przed siebie. Trzymając się za ręce tylko dlatego by się nie zgubić i przypadkiem nie rozdzielić, w końcu przez trawę która muskała twą skórę ledwo widziałaś czubek nosa, a tym bardziej dłoń Yahkry którą cię trzymała...

Zaletą tego było tylko to że jakiekolwiek podążenie waszym śladem było niemożliwe, lecz co z drapieżnikami tych traw? Co z czymś co spowodowało że raz już te trawy próbowały dosłownie cię złapać i wyłowić z rzeki? Czy nie jest to za duże ryzyko, nie lepiej było pójść mimo wszystko bezpieczniejszą drogą przez plaże? Chyba że Nekrinka z jakiegoś powodu nie obawiało się żeby jakieś zwierzę miało was zaatakować... Pytanie też czy miała ona jakiś kompas w głowie, czy doprawdy idziecie na ślepo przez siebie, bez większego celu tylko z nadzieją że w końcu opuścicie te trawy. To by z kolei oznaczało że plany Yahkry wobec ciebie ograniczały się do zgubienia tego czegoś co zmierzało do delty.


Pytanie jednak jak długo sama Yahkra wytrzyma w tej podróży, iść na ślepo przed siebie. Ani nic nie widząc, ani nie słysząc przez szelest traw jaki same wytwarzałyście, a czucie także ograniczało się do zapachu trawy oraz dosłownie ich dotyku. Jedyna boja w tym oceanie trawy pod której powierzchnią utonęłaś był dotyk Yahkry, to jak trzymała twą dłoń, jedyna rzecz która ratowała cię przed 'uduszeniem' się w tych trawach.


RE: Wysokie Trawy - Els - 06-15-2020

Dziwnie się czułam trzymana za rękę przez Yahkrę, moje palce splecione z jej... Ale moja dłoń była sztywna, bezwładna. Nie mogłam się przemóc, czułam jak drżą mi palce. Ale nie mogłam też puścić, bez królewny zgubiłabym się w morzu tego cholernego zielska. Była teraz, dosłownie, jedynym co miałam, jedyną nadzieją, na wydostanie się z tego pierdolnika do którego ona sama mnie zaciągnęła. Ale tylu rzeczy nie rozumiałam. Co nas goniło? Dlaczego musiałyśmy wleźć akurat w trawy? I po cholerę miałam się zaciąć? Ah, właśnie, ta rana wciąż krwawiła zostawiając za nami ślad... Uświadomiwszy to sobie, przycisnęłam nadgarstek do piersi, żeby nie zostawiać po sobie krwawej ścieżki. Nie wiedziałam, czy to właśnie nie było celem Yahkry, ale osobiście wolałam, żeby z tą konkretną cieczą nic styczności nie miało. Wolałam nie zainfekować przypadkiem czegoś na tym świecie. Ale ciekawa sprawa, że Nekrince akurat nic się nie stało. Była odporna? Chętnie bym zapytała, no ale cóż... Ani nie rozumiałyśmy się nawzajem, ani nie byłoby dobrym pomysłem robienie większego hałasu w tych trawach.

W końcu jednak miałam naprawdę dość tych cholernych traw, braku widoku czegokolwiek właściwie. Zatrzymałam się na chwilę ściskając po raz pierwszy dłoń Yahkry i spróbowałam podskoczyć do góry, jak najwyżej, żeby rozejrzeć się po okolicy, żeby sprawdzić, czy tamto ognisto coś podążało za nami. Skakałam tak w górę kilka razy wybijając się mocno od ziemi, po chwili, niezależnie już od efektu dałam sobie spokój i dałam się ciągnąć dalej w niewiadomym kierunku.


RE: Wysokie Trawy - MistrzGry - 06-16-2020

Jakim był w tym wszystkim cel? W ucieczce i zmuszeniu cię do pocięcia się w nadgarstku? Biec na ślepo, ciągnięta przez nią, choć czy wciąż byłaś ciągnięta? Raczej po prostu dorównałaś jej tempa trzymając się blisko niej, trzymaną przez nią. Miałaś nadzieje że ślad twojej krwi niczego nie zwabi, ani nie zarazi... Choć czy zwierzęta tego świata byłyby na tyle głupie by się zarazić od tak smugami twej krwi na trawie? Cóż, jakby ją przypadkiem zjadły, nie, lepiej o tym nawet nie myśleć, skup się na sobie, na aktualnej sytuacji. Byłaś po środku wielkiego zielonego niczego, prowadzona prawdopodobnie ku objęciom kolejnego koszmaru na jawie w uwięzieniu przez nekrinów...

Nagle w momencie gdy pomyślałaś by sama się zatrzymać, Nekrinka to zrobiła za ciebie. Korzystając z okazji próbowałaś podskoczyć parę by wyjrzeć cokolwiek, lecz nie byłaś wstanie jakkolwiek wyjrzeć ponad trawy. Te były tu zbyt wysokie, więc dałaś sobie spokój by móc ruszyć dalej... Ale Nekrinka wciąż stała, albo raczej klęczała?

Podeszłaś bliżej niej gdy ta wciąż trzymała twą dłoń, lecz słabiej niż wcześniej, mocniej już ty teraz ją trzymałaś. Okazało się że Yahkra klęczała teraz na kolanach, łapiąc się zapewne drugą ręką za swe 'serce'. Dziwne uszkodzenia znów dawały się we znaki, starała się ona milczeć, lecz będąc bliżej słyszałaś jak ta oddychała przez zęby sycząc przy tym nimi. Bałaś się tak niej, że znów cię skrzywdzi, zrani, zabierze do swoich... Ale to ona była teraz ranna, a nie ty. Ty wyzdrowiałaś, byłaś już bez ran, prawie bez śladów, u niej natomiast na odwrót. Jej rany powoli się regenerowały osłabiając ją, w dodatku nie licząc owocu którego wyrzuciła z siebie, od dawna nic nie jadła. Aktualnie to tu byłaś silniejsza, tym razem to ona nie mogła sobie poradzić bez ciebie bardziej, niż ty bez niej... Mogłaś ją spokojnie zostawić nie ryzykując niczym, uciec ku wolności ruszając w swoją stronę, najlepiej ku górom.



RE: Wysokie Trawy - Els - 06-16-2020

- Ehhh... A ten znowu swoje - mruknęłam odwracając się plecami do Nekrinki i przykucając w trawie. Schowałam twarz w dłoniach pochylając głowę, starając się zebrać do kupy - Nie będę słuchać pierdolonych głosów z mojej głowy!
Przymknęłam oczy starając się wyrównać oddech, uspokoić się, bo słowa, które właśnie usłyszałam, naprawdę wytrąciły mnie z równowagi. Zdecydowanie trafiły one w mój czuły punkt. Wszystkie te myśli, wszystkie te wątpliwości... Ponownie schowałam je do wielkiego pudełka w głowie zatytułowanego "nie myśl o tym, Els".

Powoli przeniosłam ręce z twarzy na kolana, opierając się na nich. Ze zdziwieniem zdałam sobie sprawę z tego, że po moich policzkach płynęła powoli krew. Ah, wbiłam paznokcie za mocno... O nie panowaniu nad własną siłą również postanowiłam teraz nie myśleć. Wyprostowałam się i odwróciłam z powrotem do Yahkry, spoglądając na nią z góry ze zmartwionym spojrzeniem.
- Yahkra...? - zapytałam podchodząc bliżej do kobiety i przykucając przy niej, by móc na nią spojrzeć w tym gąszczu.


RE: Wysokie Trawy - MistrzGry - 06-16-2020

Puściłaś chwilowo rękę Yahkry, oddzielając wasze dłonie schowałaś swą twarz w dłoniach mimo że nikt nie mógł jej teraz widzieć. Chciałaś się uspokoić, znów zaczynało ci odbijać, znów zaczynałaś słyszeć głosy... Głos, twój głos, był on na pewno w twojej głowie? Czy tak ciężko było ci po prostu zaprzestać dyskusja ze samą sobą? Ciężko było to stwierdzić, lecz twe wpółmartwe serce się uspokajało z każdym oddechem, tak samo drżenie rak i twe myśli walące w tak czuły punkt twej niepewności wobec wszystkiego co cię czeka...

Zabawne, od myśli że mieliby cię znów skrzywdzić, sama to sobie znów zrobiłaś. Wbiłaś swe paznokcie w skórę twarzy tam mocno aż powstały kolejne krwawiące powoli rany, mała masochistka z ciebie się rodzi... Ale zdrowiem psychicznym będzie czas się zająć gdy dotrzecie do jakiegoś bezpiecznego miejsca, nie w tych trawach które mącą twe myśli tworząc z nich wzburzone morze. Przynajmniej poczucie własnej krwi spowodowało iż powróciłaś do swych zdrowych zmysłów... By je zaraz stracić, tam samo jak straciłaś nagle Nekrinkę, swą Yahkrę która jeszcze przed chwileńką tu była. Tuż przy Tobie, a teraz nie mogłaś jej złapać, ani ujrzeć, ani usłyszeć, nie odpowiedziała też na twe ciche pytanie. Próbowałaś w tym morzu cholernie wysokich traw ją wyczuć, wymacać na ziemi myśląc że ta znów padła nieprzytomna... Ale jej nie było, nie było jej tu, nie było jej przy tobie, byłaś sama? Ale czy na pewno? Może tylko ci się wydawało? Może była gdzieś w pobliżu i zaraz wróci? Albo nawet nie zorientowała się że się od siebie oddaliłyście i za moment to zrobi tak samo jak ty... Nie, to nie możliwe, nie można tak po prostu zgubić człowieka... I kto o tym myśli, ten kto zgubił Nekrinkę, której imię dopiero co poznałaś.

Teraz, otoczona przez wysokie trawy, które zasłaniały wszystko, które uginając się pod twym ciężarem szybko wracały do swego poprzedniego ustawienia. Nie dając się wydeptać, czy stworzyć widocznego szlak którym byś mogła wrócić do punktu wyjścia, był to cholerny otwarty labirynt w którym nic nie dało się dostrzec, ani po niczym wspiąć. Tylko pierdolona zielona wielka trawa która zdawała się gorsza niż mgła... Bo mgła mija, a ten ocean trawy nie... Ocean w którym właśnie tonęłaś kompletnie sama, puszczając Nekrinke na zaledwie sekundy straciłaś ją, swoją boję w tych bezkresnych trawiastych 'wodach'.


RE: Wysokie Trawy - Els - 06-16-2020

- Yahkra? - zapytałam jeszcze raz drżącym, cichym głosem. Nie chciałam zwabić do siebie żadnych paskudztw żyjących w tych cholernych trawach, ale... Miałam problem. Ogromny problem. Moja orientacja w terenie praktycznie nie istniała. Zazwyczaj podążałam po prostu wzdłuż jakichś rzek lub wynajdywałam sobie na horyzoncie punkty nawigacyjne. Tutaj jednak kompletnie niczego nie widziałam, co gorsza, bałam się, że Yahkra gdzieś padła i coś ją jeszcze zeżre. Albo mnie. Albo że się stąd nigdy bez niej nie wydostanę. Cholera. Czułam jak ledwo odzyskany spokój znów opuszcza moje ciało pozostawiając mnie z każdą sekundą coraz bardziej rozdygotaną. Zgubienie się w takim miejscu było jednym z moich od zawsze największych koszmarów i strachów.

- Yahkra?! - zawołałam nieco głośniej, jednak nie za głośno. Czułam jak mój oddech zaczyna przyspieszać, czułam jak się duszę, mimo że przecież wcale powietrza nie potrzebowałam. Jeszcze chwila a zacznę biec gdzieś na oślep przed siebie. Albo się rozpłaczę. Kto by pomyślał, że kiedyś jeszcze zatęsknię za Nekrinką? - Yahkra, cholera, gdzie ty jesteś? - szepnęłam cicho rozglądając się dookoła i nasłuchując za swoją towarzyszką. Cholera, cholera, cholera, cholera.

- O nie... - szepnęłam cicho padając na kolana. Znajdź mnie. Proszę, znajdź mnie...


RE: Wysokie Trawy - MistrzGry - 06-17-2020

Niby otwarta przestrzeń, a czułaś się tak klaustrofobicznie, coraz ciężej było oddychać mimo że nie musiałaś tego robić, gdyż był to raczej stres połączony z niepokojem jaki właśnie odczuwałaś. Nie mogłaś przecież teraz zostać sama, sama po środku niczego, bez żadnego punktu orientacyjnego, bez dosłownie niczego... Nie poradzisz sobie w takim miejscu, nawet jak cię nic nie zabije i nie zje, to po prostu ześwirujesz już totalnie. Mając tylko trawy przed sobą będziesz gadać ze sobą coraz częściej, w końcu nawet zaczniesz się słuchać głosów w głowie... Tonące w końcu łapie się brzytwy...


Wołałaś, wpierw cicho, potem głośniej, a potem znów cicho obawiając się że coś zwabisz, ale czy na pewno bardziej obawiałaś się jakiś zwierząt od zostania tu samej? Nie, nie ma nic gorszego, rozglądając się nie widząc nic prócz traw i sporadycznie czubka swojego nosa, miałaś ochotę znów płakać, nie ze smutku ale bezsilności i strachu... W takim miejscu, gdzie pewnie nikt nigdy cię nie znajdzie, gdzie nigdy sama się nie znajdziesz, padłaś na kolana przerażona, przerażona samotnością, przerażona własnym głosem... Wpierw załamanym, powoli powracającym do swego normalnego stanu, uspokajającym się przez łzy i strach.
- ... nie, nie, nie. Nie mogła tak zniknąć, nie mogła cię zostawić... Meliso przecież nie byłaś słaba, jesteś do cholery tak silna że przypadkiem roztrzaskałaś kości w swej dłoni, a potem je zregenerowałaś w zaledwie parę dni. A Yahkra gdzieś tu cię potrzebuje, jest tutaj, czeka na twą pomoc przed czymkolwiek co ją dorwało, Meliso otrząśnij się, otrząśni... -

Nagle twój własny głos zaprzestał, słowa która sama do siebie mówiłaś czy wpadały do twych uszu same żyjąc głosem twych szeptów zamilkł, dając przestrzeń dla innego głosu. Znajomego głosu który znałaś tak krótko, jej głosu, Yahkry! Wciąż tu była, wołała ciebie, wołała do siebie, to musiała być ona, na pewno to była ona.
-Melisa!-
Wołała za tobą nie żałując w decybelach, gdzieś na lewo lekko przed ciebie, gdzieś stamtąd jej wołanie pochodziło. Nawet już nie mogłaś myśleć czemu się oddaliła, nie teraz, nie póki znów nie będziesz przy niej bezpieczna... A przynajmniej niesamotna... Choć czy na pewno powinnaś iść w jej stronę? To na pewno ona? Czy to nie głosy? Czy to nie sztuczka? Czy coś zupełnie innego? Czemu miałaby cię wołać chwilę po tym jak cię opuściła nagle? Czemu kazała ci się pociąć w nadgarstku, ona sama tego nie zrobiła? Czemu wciąż ufałaś jej głosu, jej samej, czemu Els?


RE: Wysokie Trawy - Els - 06-17-2020

Usłyszawszy swoje imię wyjątkowo nie wypowiadane przez mój własny głos, zaczęłam iść po cichu, z pewną dozą ostrożności, w stronę jego źródła. Cała ta sytuacja powoli zaczynała mi mieszać w głowie. Dlaczego kazała mi się zaciąć? Dlaczego wlazłyśmy w te cholerne trawy? I dlaczego mnie zgubiła? gdyby nie ruszała się z miejsca, gdy puściłam jej dłoń, nie byłoby przecież problemu. O co tu chodziło? Co się tu w ogóle działo? Niczego nie rozumiałam... Zresztą, czy to w ogóle miało jakieś znaczenie? Nie teraz, nie dla mnie. Chciałam po prostu znaleźć Yahkrę i opuścić to morze cholernych, przerośniętych chwastów! W trybie natychmiastowym! Nie wołałam jednak Yahkry, jej głos wystarczał mi za wskaźnik. Nie chciałam robić więcej hałasu ani... Ani nie byłam pewna, czy to na pewno ona woła. Co jeśli to tylko mój umysł bawił się ze mną? Co jeśli ten głos słyszałam tylko w głowie? Do czego to doszło, że zaczynałam kwestionować dosłownie wszystko? I nie ufałam nawet samej sobie? Ale nie miałam innego wyjścia, dosłownie, niż tylko podążyć za głosem królewny, toteż to właśnie zrobiłam, zakradając się do niej.


RE: Wysokie Trawy - MistrzGry - 06-17-2020

Podążyłaś powoli ku niej, ku jej głosie które niekoniecznie musiał być prawdziwy, a przynajmniej tak ty sama sądziłaś... Tyle że nawet nie mogłaś o tym myśleć, że jej głos był kłamstwem, przecież to ona była twoją boją na tym morzu traw, jedynym ratunkiem, a głos był sygnałem świetlnym do którego próbowałaś dotrzeć przez wzbudzone 'wody' które przysłaniały ci widok. W tym wypadku była to spokojna trawa poruszana podmuchami wiatru, szeleszcząca od najmniejszego podmuchu sprawiając wrażenie że jakieś żyjątka ciągle krążą wokół ciebie... Że już coś nie zostało zwabione przez twą krew, a może było? A może wabiło cię do siebie?

Musiałaś uciekać stąd, do Yahkry, ona była jakąś ostoją bezpieczeństwa i zdrowych zmysłów... Lecz byłaś za wolna, ta znów cię zawołała, gdzieś przed tobą lekko na lewo.
-Melisa! Mnje ńdu?!-

Była dalej niż poprzednim razem gdy wołała, dalej, a to znaczy ze się oddalała jakaś, może sama? Może próbowała w ciszy ze twojej strony cię gdzieś znaleźć przypadkiem się oddalając? Wiesz jednak że jeśli sama miałaś do niej dotrzeć skradając się, to byłaś za wolna, a przedłużając tą zabawę w chowanego berka, tylko coraz bardziej ryzykujecie... Chyba że nic z tego nie jest prawdziwe, a ty zmierzasz prosto ku paszczy jakiejś bestii.


RE: Wysokie Trawy - Els - 06-17-2020

Cholera. Naprawdę nie mogła usiedzieć na dupie w jednym miejscu? To nieco komplikowało sprawy, ale jakie miałam inne wyjście? Nabrałam powietrza do płuc czując, że popełniam właśnie okropny błąd.
- Yahkra? - zawołałam tym razem głośniej, niż poprzednio, ale wciąż niepewnym głosem. To był zły, bardzo, bardzo zły pomysł, żeby robić tu tyle hałasu. Wolałabym przemknąć niezauważona przez to pieprzone, zielone morze. Ale niestety nie dane mi to było. Zaczęłam biec w stronę Nekrinki już nie dbając o to, by przemykać po cichu przez te chwasty. Nie mogłam zgubić Nekrinki.


RE: Wysokie Trawy - MistrzGry - 06-17-2020

Nie mogłaś usiedzieć na dupie, cholerna Nekinka, nigdy nie potrafiła usiedzieć w jednym miejscu, nawet gdy się dopiero co obudziła po długim śnie w szałasie jaki jej zrobiłaś. Cholera to nie mogła być ona, zdrowy rozsądek tak ci mówił, że to nie mogła być ona, powinna stanąć w miejscu, powinna w ogóle się nie ruszać, powinna cię tak nie wołać, ty nie powinnaś tego zrobić... Ale pierdolić zdrowy rozsądek, na tym świecie nic nie jest zdrowe, nic nie jest pewne, a ty wolałaś się już łapać brzytwy niż pozostać w tych trawach sama. Więc pobiegłaś, mając gdzieś już własne bezpieczeństwo i rozsądek, pobiegłaś w stronę głosu nim jego źródło znów gdzieś ucieknie...

-Meli...-
I dobiegłaś, dobiegłaś do jej wysuniętej ręki przez trawy łapiąc ją mocno obydwiema rękoma. Była to ona, złapałaś ją, swą Nekrinkę, Yahkrę którą prawie zgubiłaś, bądź która prawie sama się zgubiła w tym morzu zielska. Całe szczęście to była ona, złapała drugą ręką cię za bark i szyję sprawdzając chyba czy to na pewno ty.
-Melisa... Rie preji mrie jir, amri?-
Powiedziała zwalniając uścisk z twojego barku i szyi. Pytała, mówiło coś, ale liczyło się że to ona i nie zostałaś sama tutaj. Kto by pomyślał że będzie aż tak biec do swego oprawcy, kogoś kto tak cię jeszcze niedawno traktował. A teraz, teraz mogła być milsza jedynie dlatego że była osłabiona, jednakże wciąż, była jedynym kogo miałaś, jedyną którą znałaś... Tą przy której sporadycznie masz chyba największe szansę na przetrwanie, jakie to głupie i prawdziwe jednocześnie.


Teraz tylko jeśli chcecie razem opuścić to morze traw, nie utonąć w nim i nie zostać pożartym przez tutejsze drapieżniki, lepiej dla waszego dobra już się nie gubcie. Bo już teraz nie wiadomo co zwabiły wasze wołania...


RE: Wysokie Trawy - Els - 06-17-2020

- Kompletnie nic nie rozumiem, Yahkra - odpowiedziałam patrząc na nią z uśmiechem i ulgą. Kto by pomyślał, że kiedyś ucieszę się na jej widok. A jednak. Wręcz przylepiłam się do jej przedramienia, obejmując je obydwoma rękami zbyt przestraszona, że znowu się zgubię w tych cholernych chwastach. Nie obchodziło mnie w tej chwili to, że teoretycznie byłyśmy wrogami, ani te wszytskie krzywdy, które ona i jej pobratymcy mi wyrządzili. Liczyło się tylko to, że nie byłam sama w tym zielsku.

- Arun, arun! - dodałam jeszcze mając ochotę jak najszybciej wyjść z tego zielonego oceanu. Na chwilę wręcz zapomniałam, że królewna była ranna, ale dość szybko to sobie uświadomiłam, zerkając na nią. Przestałam się wtedy uwieszać na jej ręce i, o ile by nie protestowała, położyłam jej przedramię na swoim barku pokazując jej, żeby się na mnie oparła.
- Yahkra, okej? - zapytałam jeszcze tylko chcąc jak najszybciej stąd iść.


RE: Wysokie Trawy - MistrzGry - 06-18-2020

Nic nie rozumiałaś, ale co z tego, to nawet dobrze! Tak po staremu nic nie rozumieć co ta zrzędliwa Nekrinka mówiła, przynajmniej coś co dobrze znałaś, nie rozumienie niczego co mówi i próby odszyfrowania tego. Za to same przyklejanie się do ręki Yahkry było czymś nowym, ale cóż, targały tobą emocje które najwyraźniej wciąż miałaś, to też dobrze...

Gdy ty się na niej wieszałaś i krzyczałaś, ta drugą ręką patała cię po głowie jak psa mówiąc.
-Jir, jir...-
Nie widziałaś jej dokładnie, ale chyba nie sprawiało jej to zbytniej przyjemność, nagłe ruchy i potrząsanie sprawiało ból, lecz ta nie dawała po sobie tego aż tak poznać, a na pewno nie po słowach i działaniach. Ta wolała trzymać twą rękę, tym razem pewniej i mocniej na nadgarstku nie dając już ci nigdzie pozostać samej... Co się tak właściwie stało? Jak Yahkra mogła cię zgubić skoro najwidoczniej raczej tego nie chciała? Co prawda łatwo było się zgubić w tych trawach, ale wystarczyło żeby się nie ruszała gdy wyrwałaś z jej chwytu swą rękę. Zresztą jak mogła się wtedy ruszyć? Padła na kolana przecież na chwilę gdy znów ją zabolało, więc chyba nie miała wtedy nawet sił by się oddalić, nie?

-Amri rmin...-
Nie wiesz czy ci odpowiedziała czy co, ale ciągnąc cię mocno ruszyła po prostu dalej przed siebie dając ci iść za sobą czy przy niej. Zbyt długo zabawiłyście w jednym miejscu robiąc tyle hałasu, musiałyście jak najszybciej wydostać. Im dłużej w tych trawach, tym niepewniejsze zdawało się wszystko, od zwykłego podmuchu po intencje Nekrinki. Znacznie lepiej się poczujesz gdy dotrzecie do normalniejszego miejsca, gdzie też będziesz miała jakiś wybór, możliwość rozstania się z nią gdy coś pójdzie nie tak, albo po prostu wyruszenia we swoim kierunku. Bo teraz, teraz żaden wybór nie istniał, pozostanie samej w tych trawach nie było żadnym wyborem.

Nagle po dłuższej chwili rozmyśleń i słuchania szelestu traw wraz z waszymi własnymi krokami, Nekrinka się odezwała, słowem które brzmiało dość ważnie w tonie z jakim wydobył się z jej ust.
-Man!- Brzmiała na zadowoloną, podekscytowaną, jakby stało się coś, od czego aż przyśpieszyła tempa mimo swego stanu. Czyżby było to to co myślałaś...?

WZW


RE: Wzgórze Liści - Els - 07-07-2020

- Taaa, pewnie nie - przytaknęłam wzdychając ciężko. Czy chociaż raz ten świat nie mógłby stać po mojej stronie? No ale z drugiej strony dobrze, że coś takiego stało się akurat w trawach, tutaj nie będzie tak łatwo nas znaleźć.

- Nie mogę się wprost doczekać - odpowiedziałam z przekąsem i prychnęłam - Już Yahkra nosiła mnie na rękach i ja ją, widzę że to jakiś standard na Nekronie. Ciekawe czy gdzieś tu jest jakaś zaawansowana technologia, czy cały ten świat jest na poziomie jakiegoś średniowiecza max. Bo skoro Nekrini są, że tak powiem, jego pierwotnymi mieszkańcami, to chyba po nich można stwierdzić, co nie? A nie wydawali się być specjalnie rozwinięci, ot broń biała, dość staroświeckie pancerze. W sumie ty też... Jakbym wiedziała, że trafię do tego pierdolnika, zabrałabym ze sobą kilka kałachów. Albo kurwa jebaną wyrzutnię rakiet, to ten zasrany infernita nie byłby problemem - rozgadałam się dywagując na ten temat, który już od jakiegoś czasu mnie dręczył. Czy też raczej interesował. Szkoda, że Sawy już nie było, ona z całego towarzystwa wydawała się być najbardziej ogarnięta.

- A jeść nie mam zamiaru, już ci mówiłam, że ja nie jem. Ani nie piję, ani nie śpię, chyba że z nudów. Robi mi się niedobrze od samego zapachu żarcia a rzyganie to średnia przyjemność, więc wiesz...


RE: Wysokie Trawy - MistrzGry - 07-07-2020

W trakcie chodu przez trawy mówiłaś do Iana o technologii, bądź raczej o tym jak bardzo czy właśnie słabo jest rozwinięty Nekron. Na którym to najbardziej zaawansowaną rzeczą jaką spotkałaś była zrujnowana osada, palisada oraz metalowa konstrukcja wbudowana w ścianie kotliny... A teraz o tym wszystkim zaczęłaś mówić Ianowi, który z wyglądu nie wyglądał jak ktoś kto był tak 'zaawansowany' jak Brutus czy chociażby ty sama.
-Czekaj, co? Jakiego średniowiecza i jakich kałachów? I co ma niby znaczyć że jestem staroświecki?-
Tak jak myślałaś, szkoda że nie było tu Sawy, ona serio wydawała się w tym wszystkim taka ogarnięta, co do tego co tu się dzieje jak i do czasów z jakich pochodziła, była dość bystra i domyślna... Mimo tego jak dziwna czasem była czy gdy nie potrafiła zbytnio zrozumieć niektórych potrzeb oraz tego jak postępować z tobą, Nekrinką czy Kassandrą, pewnie nawet nie była człowiekiem.


Gdy natomiast zaczęłaś wspominać o nie jedzeniu, nawet gdy byłaś w trakcie mówienia czegoś, ten cię pociągnął do siebie zatrzymując cię na chwilę i łapiąc lewą ręką za bark.
-Meliso, jeśli dobrze rozumiem to zanim zachorowałaś na to 'coś' to musiałaś jeść, co nie? A teraz nie musisz? Zgaduje że te kilka tygodni temu nie wyglądałaś tak jak teraz jeśli chodzi o twoją wychudzoną sylwetkę, nie sądzisz że jakbyś na prawdę nie musiała jeść, to byś nie marniała tak w oczach?-
Zadawał pytania na które chyba znał odpowiedź, a przynajmniej myślał że znał i teraz próbował cię o nich uświadomić? Inaczej po co by miał ciągnąć ten temat jedzenia, przecież mówiłaś mu że robi ci się od niego niedobrze, a to że chudniesz to tylko efekt choroby, a mimo tego jesteś obdarowana siłą której nawet spaczeni nie mają.