Nekron
Varim Vlad Doran IV Gaunniss - Wersja do druku

+- Nekron (https://nekron.eu)
+-- Dział: Nekron (https://nekron.eu/forum-6.html)
+--- Dział: POSTACIE GRACZY (https://nekron.eu/forum-32.html)
+---- Dział: Karty Postaci (https://nekron.eu/forum-23.html)
+---- Wątek: Varim Vlad Doran IV Gaunniss (/thread-230.html)



Varim Vlad Doran IV Gaunniss - Varim Gaunniss - 05-29-2020

Adnotacja po konsultacji:
Musiałem jednak wyedytować jednak część ostatnią

Rasa

Dawniej byłem człowiekiem, teraz jestem potworem. Wampirem. Trawi mnie choroba, która sprawia, że wiecznie łaknę krwi innych.

Nazwa

Nazywam się... Właściwie to powinienem mówić w formie przeszłej. Nazywałem się Varim Vlad Doran IV Gaunniss. Byłem synem Meridańskiego szlachcica i arcymistrza sztuki kowalskiej, szermierki. Po nim odziedziczyłem zacięcie do metalurgii i zachłyśnięcie się bronią białą. Potrafię docenić dzieło jeśli je oglądam... Ale do rzeczy. Otóż. Obecnie nazywam się Drake Meophisto Dorian IV Gaunniss i jestem potworem.

Płeć

Zdecydowanie jestem rodzaju męskiego, choć niektórzy mieli truność w rozpoznaniu, prawdpodobnie przez moje włosy, które w mym rodzinnym kraju są sprawą normalną...

Wygląd

Począwszy od góry w moim kraju, moja uroda nie budziła właściwie żadnych emocji, ot typowy Meridańczyk. Włosy kolorem wpadają w srebro. Nie stosuję szczotek, nie stosuję grzebieni (no chyba tylko do grzywki i to nie zawsze), wyznaję zasadę, że jak Ghal stworzył, tak będę nosić te moje fale. Staram się je mieć zadbane, najlepiej, by nie sięgały dalej jak za łopatki, dobrze przystrzyżona grzywka, której mniej więcej połowa opada na jedno oko przykrywając też część czoła, zależnie od humoru może to być prawa lub też lewa strona...
Oczy mam czerwone, jak każdy plugawiec mojej rasy, przecież rodowitym mieszkańcem Meridanu się urodziłem, a stałem się czymś więcej. Czymś gorszym i to na własne życzenie. Mimo wszystko lubię moje oczy w takiej formie w jakiej są, pod lewym mam bliznę, która to jest pamiątką po pewnej przygodzie, a o której nie zamierzam się teraz rozwodzić. Mogłem trafić gorzej, na przykład mieć Heterochromię, a wtedy to wyglądałbym jak jeszcze większa pokraka, prawda?
Wyglądam jak mieszanka krwi Zachodniej z czymś pochodzenia Inajskiego, możliwe, że Dorian I coś miał do powiedzenia na ten temat, lub jego przodkowie? Ostrzejsze rysy twarzy, dobrze zarysowane kości policzkowe, blada cera, przypadłość mojej obecnej rasy, czyli idealnie psujemy całość kolorem skóry zabijając też maskaradę. Z tym nauczyłem się radzić sobie znacznie później.
Tak więc patrząc na moją twarz (w mym własnym mniemaniu przystojną) mamy obraz, istoty może po przejściach, choć nadal zachowującej pozory, czasem jestem zmęczony moim nieżyciem, co odzwierciedli grymas, który utrzymuje się dopóki nie nałożę maski, która zaraz ukryje prawdziwe oblicze.
Całości dopełnia moja sylwetka, może nie jestem bogiem kulturystki czy innym przerośniętym rycerzem, jednak jakieś mięśnie posiadam, odruchy wyuczone latami zapewniły mi dobrą formę i kondycję.
Nie noszę się w zbyt obcisłych ubraniach. Ma być dobrze i praktycznie. Kubrak, płaszcz, tunika. Zależnie od wygody i stylu jaki w danym momencie preferuję. Jestem amatorem falbanek... Najlepiej z jakąś formą żabotu dopełniającą całość, często będzie to biała koszula. Jako ich amator staram się zmieniać je tak często, jak to możliwe. Jeśli żabot jest niedostępny, to preferuję stójkę zamiast typowego kołnierza lub / i szalik. Długi, wiązany różnie, jak mi się spodoba... Buty najczęściej na lekkim obcasie lub jeździeckie. Wygoda podczas podróży jest ważna, więc nie kończę na jednej parze.
Wcześniej już zdążyłem wspomnieć o mym pochodzeniu. Meridan to piękna kraina położona daleko za wodą, mamy swoje tradycje, swoje problemy i bardzo wiele nieumarłych, z którymi przyszło walczyć Zakonowi Aranen. Nie czuję się patriotą, właściwie to już przed przemianą nie czułem się nim, ta teraz, całkiwicie jest mi to obojętne, wstąpiłem w szeregi zupełnie innej społeczności. Zupełnie innej organizacji i "narodu".

Wiek

Mam lat... Zła konstrukcja zdania, mój wiek zatrzymał się na tych 23 latach. Udało mi się jednak przeżyć jeden wiek, widzieć więcej niż jeden pogrom na moich rodakach. Osiągając te sto lat zostałem stracony.

Waga

Za życia mój wzrost wynosił niemalże sześć stóp (ok. 175cm), a waga dorównała 60kg, co było dość dobrą proporcją.

Historia i okoliczności porwania

Moje dzieciństwo, choć sielankowe było krótkie dało mi sporo. Mieszkaliśmy w posiadłości ojca i wraz z nim szkoliliśmy się, poszerzaliśmy wiedzę, nauczyłem się liczyć, czytać i pisać. Podstawy sztuki kowalskiej opanowałem jako czeladnik Doriana. Jednakże to życie nie trwało zbyt długo jak wspomniałem, uwikłany w spiski ojciec w pewnym etapie życia nas opuścił, co miałem mu za złe latami. Razem z bratem zmuszeni byliśmy radzić sobie sami przez jakiś czas zanim nie zostaliśmy siłą wzięci do jakiegoś przytuliska, z którego oczywiście bardzo szybko uciekliśmy, a po skończeniu 17 lat zaczęlimy dbać o siebie wzajemnie i razem polować na nieumarłych, w jakiś sposób musieliśmy zarobić na utrzymanie, prawda? Lata mijały, a ja trwałem w mojej nienawiści do ojca, Doriana. Nie potrafiłem mu wybaczyć tego, że zostawił nas w taki, a nie inny sposób. Czemu to miało służyć? Nie wiem. Razem z moim bratem Valmirem wpadliśmy nie raz, nie dwa w tarapaty, z którym wychodziliśmy w miarę obronną ręką choć też bez strat nigdy się nie obyło.
Mego brata miłuję nad życie, do ojca mam dziś stosunek neutralny, polując na nieg poznałem przyczyny tego nagłego zniknęcia i bardzo mocno tego pożałowałem.
Jakby streścić mnie w kilku zdaniach to mogę wspomnieć o pięknym i beztroskim życiu w posiadłości Gaunnissów, po której została już tylko ruina. Zniknięcie Doriana było ważnym czynnikiem formującym moją świadomość, dalej samodzielność na ulicy i w przytulisku, wspólne zlecenia z bratem. Pozostaje także wejście w szeregi pewnej organizacji, która za cel postawiła sobie manipulację moim krajem zza kulis, oczywiście, jak się później dowiedziałem, Dorian był jednym z tych, którzy aktywnie im przeszkadzali. Pracowałem dla Stowarzyszenia długo, wodzili mnie za nos posyłając na zlecenia, które przybliżały ich do władzy totalnej, a mnie teoretycznie do Ojca. Pewnego feralnego wieczoru nie przygotowałem się w sposób należyty, moje życie wywróciło się do góry nogami, gdy w skutek błędu podarowany mi został Pocałunek Śmierci, stałem się potworem, jakim gardziłem z całego serca. Musiałem odnaleźć się w nowej rzeczywistości jako wampir. Krwiopijca. Wizje moich pierwszych ofiar i pierwsze dni, noce spędzone w ciągłym amoku pozostają ze mną do dziś, z przerażeniem na to patrzę i smutkiem, jak mogłem być tak głupi, jak taka marionetka. No tak, bo przecież kiedyś byłem Mistrzem Wolnej Woli, takim jak każdy pajacyk na sznurkach, laleczka, którą dysponowano sobie wedle uznania.
A tak na prawdę, to jestem wredny, cyniczny. Lubię strzykać jadem jeśli ktoś sobie zasłuży, moje poczucie humoru opiera się o sarkazm czy może też autoironię. Wyznacznikiem moich działań jest obecnie instynkt. Robię, co uważam za słuszne, balansuję na granicy Prawa, choć za pewne postaram się je obejść i wyjść czysto z sytuacji. Kiedyś może istniał pewien "Kodeks Honorowy", który niespisany pomagał mi przetrwać... Dziś uważam, że może coś z tego jest do odratowania, a reszta powinna wylądować w koszu.
Uwielbiam wyzwania, a jak ciekawość zadziała to i jestem kotem... Natarczywy do oporu. Tak długo będę dłubać, aż dostanę, co chcę. Moja osobowość jest raczej rozchwiana. Czasem coś jest "dobre" i "słuszne", a czasem nie. Z pewnością dla wielu będę nieprzewidywalny.
Czy jestem skłonny do mordu? Właściwie to jeśli mogę znaleźć inne rozwiązanie podczas konfrontacji, staram się. Czasem zdarzy się jednak, że pierwotny instynkt jest silniejszy... Jako szermierz i praktykant sztuk walki uwielbiam grę, w której stawką może być moje życie. A jako wampir... Muszę uspokoić głód, by nie oszaleć, więc tutaj nie ma balansu, granica przesuwa się w jedną lub drugą stronę.
Uwielbiam, pochodzące z mojego kraju, Szare kluski, zdecydowanie jest to jedna z niezwykłych potraw jakie zdarzyło mi się zjeść, nie przeginam z alkoholem, choć dobre wino półwytrawne, wytrawne jest idealnym dodatkiem do posiłku. Szkieletów w szafie nie chowam. Jedyne czego mógłbym się właściwie wstydzić... To tego, że byłem laleczką w rękach innych ludzi, że wodzili mnie za nos i wykorzystywali moją nienawiść do ojca, który to (wedle mojego stanu wiedzy i odczuć wówczas) mnie oraz brata porzucił. Gniew narastał, jedyne czego pragnąłem to go dopaść. Gdyż nie tyle odebrał mi dzieciństwo, co je przekreślił, odrzucił.
Co mnie przeraża? Bezsilność, niemoc. Fakt, że mogę oglądać to, co się dzieje i nie będę w stanie zareagować, zmienić nieuniknionego. Już patrzyłem na śmierć bliskiej mi osoby. Niemoc jest moją słabością, na którą nigdy sobie już nie pozwolę.
Co inni powinni o mnie wiedzieć? Właściwie to, że na moje zaufanie trzeba sobie zapracować, bardzo łatwo je stracić, a najtrudniej odzyskać, gdy już raz ktoś mi podpadł. Będę cedził każde słowo w rozmowie, oceniał każdy ruch i pilnował się, choć za pewne maska pozwoli mi nie ujawnić prawdziwych intencji.
Preferuję ciszę i spokój terenów podmiejskich lub tak na prawdę las i naturę, najłatwiej mi zebrać myśli w miejscu, które mogę uznać za ostoję wewnętrznego spokoju. Tak więc łąki, lasy, czy może jakiś brzeg nad jeziorkiem. Dobre są do odpoczynku.
Moje życie było burzliwe, nieżycie jeszcze bardziej. Dworowałem i niejednego szlachcica, lekcje dobrych manier przydały się gdy musiałem manipulować i okręcać możnych dookoła palca, a wszystko po to, by zyskać informacje, które mój klan mógłby wykorzystać. Umiejętności jakie nabyłem za życia pozwoliły mi zająć znaczną pozycję w klanie, do którego przynależałem. Jak już wspomniałem wcześniej ojciec parał się kowalstwem i tę wiedzę przekazał mi oraz bratu, tradycją w naszej rodzinie było wykucie pierwszego własnego oręża jako ostatniego testu czeladniczego. Zdolność posługiwania się mieczem szła w parze z naukami Doriana, gdyż jak każdy szanujący się sztukmistrz kowalski powinienem wiedzieć w jaki sposób działa narzędzie wytwarzane przeze mnie. Mój wampiryzm natomiast otworzył mnie na inne doznania i inne moce. Poznałem Filary Magii jaką posługiwali się moi pobratymcy, a sam wprawiłem się w Naturze, reszta dziedzin była przeze mnie doskonalona jednakże w mniejszym stopniu. Przede wszystkim dopracowywałem ciało i wampirze zdolności naturalne, a za nim dopiero magię. Ćwiczyłem zmysły, polowałem, jak każdy drapieżnik, a często też... Oddawałem kontrolę Szałowi. Nieżycie wymusiło na mnie wypracowanie pewnej dyscypliny, dzięki której udało mi się jednak zapanować nad mocami, które wcześniej działały "ad hoc", bez mojego udziału, a właściwie moimi emocjami, niekontrolowane i nieokiełznane.
Jakby nie patrzeć w czasach zorganizowanych pogromów mojej rasy nie raz nie dwa udało mi się zetrzeć ostrza z Ojcem. Stopniowo odkrywałem jak bardzo dałem się zwieść, jak mocno zawiesiłem się na tym chorym uczuciu jakim była nienawiść do niego. Żal pozostał jednakże wygasła złość. Swój błąd zrozumiałem dopiero... podczas feralnego pojedynku z Arcymistrzem Sakamaelem. Moja rzeczywistość skończyła się wraz z chwilą, w której to zostałem pojmany. Do licznych przewin doliczono mi morderstwa, wielokrotne zresztą, zagrażanie narodowi ludzkiemu i ogólnie... Wampiryzm.
Tak więc historia pełna krwi, emocji, namiętności i wojny miała zostać zwieńczona zmazaniem mojego istnienia z kart historii Świata poprzez popisowy pojedynek wielkiego mocarza jakim był Arcymistrz Zakonu Aranen, łowców wampirów. Kpił ze mnie, wytykał każdy jeden błąd, każde jedno potknięcie, właściwie posiadanie miecza w dłoni nie czyniło mnie ani trochę bardziej niebezpiecznym, gdy w kontrolowanych warunkach odbywałem ostatni pojedynek swojego życia.
Pamiętam dobrze majaczenie wewnątrz mojej duszy, ten głos, który obudził szał, ostatni cios jaki miałem zadać powinien zmieść mojego przeciwnika, tak się nie stało. Popełniłem błąd, a ostrze Arcymistrza pędziło na spotkanie z moją głową. Odruchowo zamknąłem oczy, ale nie poczułem zimnej stali, właściwie to nic nie poczułem. Obudziłem się z letargu wiedząc, że już nic mi nie zagraża. Może nieżycie zostało "oszczędzone". Ale przez kogo? Ten głos, który wołał z wnętrza mnie? Kim jesteś?
Zostałem oszczędzony w zamian za co? To drapanie z tyłu głowy było tak odległe. W tej chwili nie jestem w stanie przypomnieć sobie tego, co miało nadejść, a co pozwoliło mi uniknąć śmierci. Pamiętałem jedynie barwę głosu i uczucie jakie mi towarzyszyło. Nie był to mój bóg, Ghal nas tak bardzo nie kochał...



RE: Varim Vlad Doran IV Gaunniss - MistrzGry - 05-31-2020

AKCEPT
Stwórz w międzyczasie Informator http://nekron.eu/forumdisplay.php?fid=30 (wzór https://nekron.eu/thread-33.html)
Wprowadzenie: https://nekron.eu/thread-216-post-4079.html#pid4079