Nekron
Dziupla - Wersja do druku

+- Nekron (https://nekron.eu)
+-- Dział: Lokacje (https://nekron.eu/forum-83.html)
+--- Dział: Elyon (https://nekron.eu/forum-85.html)
+---- Dział: Lasy Caranet (https://nekron.eu/forum-103.html)
+---- Wątek: Dziupla (/thread-229.html)

Strony: 1 2 3 4 5 6


Dziupla - MistrzyniGry - 05-22-2020

[OPIS LOKACJI]




RE: Dziupla - MistrzyniGry - 05-22-2020

[BURJAN]

Obudziłeś się, mimo iż myślałeś, że nie będzie ci to już dane. Dookoła siebie nie widziałeś kompletnie nic, jedynie wszechobecną ciemność. A może tak właśnie wyglądała śmierć? Może nareszcie twoje marne życie się zakończyło i wreszcie spotkasz swoję Ruzę? Tylko co miałbyś teraz robić? I czy umarli czują ból? Bo ty zdecydowanie czułeś. Promieniujący ból od otrzymanych ran i nie do końca jeszcze sprawne ciało. Nawet gdybys chciał sie poruszyć, nie byłbyś jeszcze w stanie.

Czułeś, że leżysz na brzuchu w dość niewygodnej pozycji a w twój lewy policzek wbijają się kamienie. W oddali dało się słychać powolne kapanie i pluski wody a temperatura powietrza była dość niska, niezbyt przyjemna nawet dla ciebie. Wkrótce jednak okazało się, że nie jesteś sam, w miarę jak wracało ci powoli czucie, orientowałeś się, że twoje ręce są związane za plecami a oczy zasłonięte przepaską na tyle grubą, by nie przepuszczać żadnego światła. To albo znajdowaliście się w kompletnej ciemności. Znajdowaliscie, bo słyszałeś cichutkie kroki zblizające się w twoim kierunku. Ktoś lub coś przycupnęło obok twojej twarszy i dotknęło chłodną chyba dłonią twojego czoła odgarniając z niego włosy.

- Obudziłeś się już wreszcie? - zapytał dziewczęcy głosik tuż przy twoim uchu. Twój prawy policzek został musnięty przez jakiś dłuzszy kosmyk włosów a ty poczułeś słodki, kwiatowy zapach rozchodzący się w powietrzu. Wraz z nim jakby otrzezwiałeś. Gdzie u cholery byłeś? Co się stało z tamtymi zabójcami? I z tobą samym? Byłeś w jakimś chyba nieznanym ci miejscu związany z zasłoniętymi oczyma. Kto ci to zrobił i po co? Czyżby ta dziewczyna też została wynajęta?


RE: Dziupla - Burjan - 05-22-2020

Umrzeć i dołączyć do Ruzy? Wolne żarty, uczono mnie że w śmierci była selekcja, trzeba było zasłużyć na życie pośmiertne, moja Ruza stała by się najpiękniejszym aniołem, natomiast ja za to co zrobiłem zostałbym spętany i wrzucony w najciemniejsze zakamarki zaświatów by zgnić... Nawet by pasowało, gdyby nie to że wciąż czułem odchodzący paraliż, a wraz z nim narastający ból po wbitym sztylecie w prawe ramię co w połączeniu ze wyczerpanym po długiej walce ciele by oznaczało że wciąż do czerwicy żyje. Pewnie skurwiele chcieli się mnie przesłuchać, torturować za te 'kilka' morderstw, albo zaimponowałem im tak że postanowili sfałszować moją śmierć i zastąpić mną w tym ich zakonie człowieka którego zabiłem, tyle że tym razem jako zapłatę dostałbym własne życie a nie własny majątek... Z czego oczywiście bym chętnie skorzystał tylko po to by zdradzić tego kto postanowił mnie oszczędzić przy pierwszej lepszej okazji.

Ale wyglądało na to że i tu się myliłem, wiążąc mnie, ktoś postanowił zostawić wolne nogi i na dodatek położono mnie na jakichś kamieniach, które we swym nieprzyjemnym dotyku nie przypominały popękanej posadzki lochów, a raczej zwykłą wilgotną grotę. Póki co zamierzałem ignorować promieniujący ból z ran poturbowanego ciała czy obolałych kości, inne rzeczy mi chodziły teraz po głowię a swoimi ranami będę mógł się zająć gdy się uwolnię i gdy będę pewien że wciąż widzę na oboje mych oczu.

Nim zorientowałem się że nie jestem sam, wydałem z siebie senny półprzytomny pomruk, wiedząc że ktoś się zbliża jeśli mogłem to przewróciłem się z bólem na plecy przez lewą część ciała. Milczałem gdy ten ktoś nade mną przycupnął i wzdrygnąłem się lekko gdy dotknęło mojego czoła swą zimną dłonią, nie lubiłem dotyku innych, zawsze był on nieprzyjemnie chłodny... Czy to z faktu że oni wszyscy byli zimnymi skurwielami czy z faktu że mnie coś w środku grzało odkąd pamiętam bardziej niż innych.

Moje jednak zainteresowanie dotykiem szybko minęło gdy usłyszałem kobiecy głos i poczułem ostry zapach kwiatów w moich nozdrzach, nieprzyjemnie rozbudzający, tak bardzo że natychmiast obróciłem twarz w drugą stronę zniesmaczony dotykiem oraz zapachem... Wszystko to 'wyglądało' zbyt ładnie, brzmiało i pachniało... Zamiast odpowiedzieć bezpośrednio na pytanie powiedziałem tylko jedno słowo suchym głosem w nadziei że moje mniej, bądź bardziej żywe ciało nie znalazło się u jakiejś wiedźmy.
-Wody...-


RE: Dziupla - MistrzyniGry - 05-22-2020

- A proszę to co, tenubr zżarł? - zapytał podirytowany głosik pomagając ci przewrócić się na plecy. Potem zostałeś złapany od przodu w pasie przez dziewczynę, musiała cię praktycznie przytulić by z trudem i cichym sapnięciem podźwignąć cię do pozycji siedzącej. Zostałeś oparty o jakąś szorstką ścianę. Nieznajoma trzymała twoją głowę prosto z palcami wplecionymi we włosy przykładając ci kubek do ust i powoli przechylając. Po jej pewnym chwycie łatwo mogłeś się domyślić, że nie chodziło o twoją wygodę a raczej o upewnienie się, że nie będziesz w stanie za bardzo się ruszyć. Napojem, który ci podano nie była woda, ale coś ziołowego i słodkiego, chciało ci się jednak za bardzo pić, żeby to kwestionować.

Siedząc tak i powoli pijąc z kubka powoli czułeś, jak wraca ci władza w kończynach. Byłeś już w stanie powoli się poruszać, jednak gdy spróbowałeś to zrobić. po twoim prawym ramieniu zaczęła płynąć krew, rana po sztylecie, który najwyraźniej ktoś nierozsądnie z ciebie wyjął wciąż była świeża i otwarta.

- Ojejku, źle to wygląda. Poczekaj tu chwilę, dobrze? Nie ruszaj się, zaraz wrócę - powiedziała dziewczyna pochylając się nad twoim rannym ramieniem. Całkiem łatwo było ci śledzić jej pozycję z uwagi na roztaczający się wokół niej kwiatowy zapach przypominający ci ten dzikich róż. nieznajoma szybko poderwała się na nogi i gdzieś pobiegła, usłyszałeś otwierające się drzwi a wraz z nimi do twoich uszu zaczął docierać cichutki szum połączony ze śpiewem i ćwierkaniem ptaków. Dźwięki otoczenia tworzyły przyjemną harmonię, która jednak wcale cię nie zachwycała, brakowało ci tej artystycznej wrażliwości na piękno świata. Zresztą... W twoich oczach świat na pewno pięknym nie był, nie od siedmiu lat na pewno.

Ale z drugiej strony została ci dana szansa. Byłeś sam i odzyskałeś już prawie całkowicie władzę w swoich członkach, mógłbyś to wykorzystać... Chociaż z drugiej strony jakiekolwiek działanie mogłoby pogorszyć twój stan, twoja rana i tak krwawiła, poza tym byłeś dość wyczerpany. Jednak w twoich oślepionych teraz oczach zdawanie się na czyjąś łaskę i niełaskę na pewno nie było dobrym pomysłem. Kto wie po co ta kwiatowa wiedźma polazła i co chciała z tobą zrobić? Lepiej byłoby chyba przejąć inicjatywę? I może znaleźć resztę swoich gratów, bo czułeś, że masz na sobie jedynie ubranie i buty, nawet twój płaszcz został zabrany.


RE: Dziupla - Burjan - 05-22-2020

Wszystko nagle stało się jasne, no może nie tak do końca ale byłem już pewny jednego. Nie miałem do czynienia ze kimkolwiek z tamtej siódemki, prawdopodobnie z kimś nigdy nie widziałem na oczy, jej głos brzmiał dla mnie kompletnie, obco, jej zachowania i aura zapachów jakie roztaczała dookoła tylko mnie w tym utwierdzały. Z jednej strony pachniała jak wyperfumowana szlachcianka czy jakaś inna ważna osobistość, z drugiej strony osobiście się męczyła by postawić mnie w pozycji siedzącej i poić. Silna, niezależna, o drobnym głosie, wy pachniała kwiatami i prawdopodobnie piękna panienka... Tia, zdecydowanie wiedźmia z lasu bądź coś w tym rodzaju, ze swoich tajemniczych powodów i za pomocą dziwnych zdolności uratowała mnie od śmierci, chyba wolałbym już sczeznąć zapomniany w błocie.


W swoich przekonaniach upewniłem się tylko bardziej gdy poczułem smak tego co mi podano, słodkie o mocnym smaku ziół, idealny napitek do nieprzyjemnych dodatków, by smak zabił wszelkie podejrzenia. Nie zamierzałem jednak protestować, pragnienie najpewniej by wygrało, a poza tym byłem pewien że nie było tam żadnej trucizny, gdyby chciano mnie otruć bądź zwyczajnie w świecie zabić, stało by to się już dawno temu... Jednakże zioła były mocne, dobrze też maskowały cokolwiek poza słodkim smakiem, możliwe więc że podano mi coś na uspokojenie, osłabienie lub zwyczajne spowolnienie, najpewniej po prostu by się ubezpieczyć przed wszelkimi moimi wybrykami.

Nawet nie syknąłem gdy z rany ze której powinno coś wystawać zaczęła spływać krew, wręcz przeciwnie, zaśmiałem się wypuszczając powietrze nosem gdy wiedźma zaczęła oglądać moją ranę i przejmować się moim staniem bardziej niż ja sam. Samemu w myślał bardziej zainteresowany byłem tym co właśnie wypiłem będąc wytrącony z tego zamyślenia gdy usłyszałem ależ słodkie 'ojejku', równie słodkie co roztaczający się wszędzie zapach dzikich róż... Czy wszystko ostatecznie musi prowadzić do tych pierdolonych róż? Symbol piękna które może skrzywdzić swymi cierniami, nienawidziłem ich choć nosiłem przy sobie miecz rodowy zabrany samemu Marterze.

A właśnie, wracając do moich rzeczy, ciekawe czy były gdzieś w pobliżu, w tym samym pomieszczeniu co ja czy zabrane gdzie indziej? Wszystkie moje rozmyślania się rozwiały gdy zorientowałem się wiedźma odchodzi, mówiła chyba coś że wróci, wyszła drzwiami, są tu drzwi i to chyba otwarte skoro zacząłem nagle słyszeć odległe szumy i śpiewy ptaków. Próbując jednocześnie sprawdzić moje więzy na rękach, spróbować je poluźnić bądź nawet niewidocznie rozwiązać nie zmieniając swej pozycji wsłuchałem się w ćwierkanie ptaszyn. Nie interesowało mnie ich 'piękno' czy po prostu słuchanie z nudów, chciałem rozpoznać ich brzmienie i porównać do tego co słyszałem prawie z każdym porankiem, jak na polowaniu rozróżnić śpiew samca mirki od zawodów dzibika... Lecz z jakiegoś powodu nie byłem wstanie rozpoznać żadnego z tych ćwierkań, nic co by przypominało śpiewy pospolitów ptaków Południowych Księstw.


RE: Dziupla - MistrzyniGry - 05-22-2020

Ku twemu zdziwieniu, nie odczułeś żadnych skutków, pozytywnych czy negatywnych od wypicia ziołowego napoju, przynajmniej nie przez pierwsze kilka minut. Zobaczy się, co będzie później. Jedynie twoje pragnienie zostało częściowo zaspokojone. Nawodniwszy organizm poczułeś się nieco lepiej, ustała nieprzyjemna suchość w gardle. Przydałoby się jeszcze coś do jedzenia, ale... Nie byłeś jeszcze pewien, na ile możesz sobie pozwolić z tajemniczą nieznajomą wiedźmą. I jeszcze te róże, te cholerne róże. Wolałbyś, żeby nie przypominano ci o nich.

Testując swoje więzy poczułeś mimowolnie szacunek do osoby, która je wiązała. Były mocne, gdy próbowałeś je poluźnić te tylko zacisnęły się bardziej. Solidny sznur nie chciał puścić, bez czegoś ostrego raczej się nie uwolnisz. Wsłuchałeś się zatem w dobiegające z zewnątrz odgłosy, trele nieznanych ci ptaków i odgłosy krzątania się po domu czy czymkolwiek, w czym teraz się znajdywaliście, ktoś wchodził na górę i później zszedł z powrotem. Kroki zbliżały się w twoją stronę i gdy drzwi ponownie trzasnęły wiedziałeś, że wiedźma wróciła. Coś odłożyła na ziemię z dala od ciebie i znowu wyszła. Wróciła po jakiejś minucie i tym razem zamykając drzwi, przekręciła jeszcze klucz w nich, słyszałeś dokładnie kliknięcie zamka.

- Słuchaj, muszę to zszyć. Wytrzymasz, czy mam ci dać coś na znieczulenie? - zapytała kucając przy tobie i przemywając mokrą szmatką twoją ranę. Chwilę później polała ją jeszcze jakimś alkoholem, poznałeś po zapachu, co zaszczypało nieprzyjemnie. Nawykłeś jednak do bólu, więc nawet nie drgnąłeś gdy nieznajoma odkażała twoją ranę.

- A tak swoją drogą... Jak cię zwą? I co ci się stało? - zagaiła ponownie, przykładając chłodną dłoń do twojego czoła i wzdychając cicho. Usłyszałeś chlupot wody i po chwili na twoim czole znalazła się mokra, wyciśnięta szmatka. Dziewczyna lekko popchnęła twoją głowę do tyłu, żeby okład nie spadał ci z czoła. Chyba myślała, że masz gorączkę nie wiedząc, że podwyższona temperatura była dla ciebie normą.


RE: Dziupla - Burjan - 05-23-2020

Nie wszystkie substancje działają natychmiastowo, czasem na efekt trzeba czekać godzinami, a czasem można go nawet nie spostrzec nie wiedząc czym jest... Pod tym względem pozostało mi czekać obstawiając najgorsze i ciesząc się każdym 'lepszym' efektem. Temu też nie zawiodłem się gdy więzy którymi mnie skrępowano nie okazały się zwykłą amatorką, i też się lekko uśmiechnąłem gdy okazało się że nie zostałem wrzucony do byle ciemnej dziury w ziemi lecz zaniesiony do jakiejś bardziej zaawansowanej konstrukcji, z drzwiami, piętrami, być może do jakiegoś domu.

Chciałbym, żeby to miejsce okazało się jakąś posiadłością, małą rezydencją w której ktoś kolekcjonuje w klatkach zagraniczne gatunki ptaków, co by mogło tłumaczyć nieznajomość żadnego z tych ćwierkań. Wtedy wszystko stałoby się łatwiejsze do zrozumienia, a biorąc pod uwagę świeżość ran i zanikający dopiero paraliż, musiało minąć niewiele czasu, a to oznacza że powinienem być wciąż pobliżu miejsca gdzie mnie zaatakowano... Coś tu jednak nie pasowało, jakim cudem wciąż żyłem? Praktycznie mieli już moją głowę, głowę za którą dostaną swą nagrodę oraz zemstę za to że zabiłem jednego z nich, oszczędzenie mnie nie miałoby większego sensu. Chyba że ona mnie uratowała? Może niekoniecznie sama? Wiem w końcu że byłem w jakimś większym budynku, być może piwnicy. Równie dobrze ktoś inny też mógł tu być, lecz jeśli ona mnie uratowało to czemu by miała udawać że nie wie co się stało? Tym dłużej nad tym myślałem, tym mniej to wszystko trzymało się kupy, czy to jakaś sztuczka? Próba zmanipulowania mnie? Zabawa? Zemsta? Tworząc w głowie coraz bardziej skomplikowaną i niemającą sensu mapę myśli zacząłem stukać paznokciami lewej dłoni o chropowatą ścianę, nagle przestając gdy słyszałem schodzącą do mnie panienkę, schodzącą po schodach, a może drabinie?

Przyszła coś zostawić, pytanie czy były to narzędzia tortur, manipulacji, odurzenia, a może leki i bandaże? Chciała mnie poskładać do kupy, czułem jak moje krew płynęła po mojej ręce zatrzymując się najpewniej na linie którą związane me ręce, w końcu po co komu wykrwawiający się człowiek w piwnicy... Jednakże nie byłem pewien co do jej dalszych planów, z jakiegoś powodu zamknęła za sobą drzwi na klucz, gdy się obudziłem te nie były zamknięte w ten sposób. Prawda że teraz nie miała do czynienia ze nieprzytomną osobą, lecz wciąż ranną, spętaną i pozbawioną wszystkie prócz ubrań, osoby której jakby się obawiała to by się z nią nie zamykała. Chyba że to z drugiej strony tych drzwi ktoś był? Albo miała zamiar mi podarować nieco wolności?

Doprawdy muszę przyznać że raną zajmowała się dość... Profesjonalnie można rzec, nie marnowała nawet alkoholu gdy większości ludzi szkoda byłoby marnować nawet najgorszego trunku na obcego. Można rzec że nawet nie poczułem tego bólu będąc skupiony na analizowanie dosłownie każdego jej ruchu, próbowałem zrozumieć kim mogła faktycznie być jeśli nie było wiedźmą, a póki co właśnie na nią wszystko wskazywało... Lecz głos i sposób mówienia nie brzmiał jak ktoś kto by miał być nazywany wiedźmą, ale te też były nieprzewidywalnymi wariatkami które same kształtowały swój los.

-Nie ma co marnować znieczulenia... I dobrego alkoholu...-
Znieczulenie i alkohol, jedno oraz drugie powinny być w mojej torbie, jedno i drugie nierozłącznymi kompanami w podróżach. Znieczulenie było można na różne sposoby wykorzystać, nie tylko przy uśmierzeniu bólu, a alkohol był bazą większości płynnych produktów alchemicznych którego jakość najlepiej się testowało zmysłem smaku.

-Sam bym chciał wiedzieć... Zazwyczaj zwą mnie chłopczem, obcym, podróżnikiem, pustelnikiem czy skurczysynem, możesz sobie wybrać. Ostatnie co pamiętam to sztylet wbijany w moje oko, ale biorąc pod uwagę że wciąż jestem wstanie mówić to chyba nie zostałem ślepcem na jedno oko, zgaduje że dzięki tobie?-
Wciąż nie miałem pomysłu kimże mogła być ta kobieta, jakaś zielarka czy lekarka? Raczej rzadki zawód wybierany przez kobiety które zazwyczaj nawet nie mają prawa by sobie takowy wybrać, tak więc pozostawałem przy wiedźmie, a o wiedźmach uczono mnie tego żeby nigdy nie podawać im swojego imienia... O ile dobrze, że nawet go nie znałem, lecz swe nazwisko rodowe traktowałem praktycznie jak me imię więc...


RE: Dziupla - MistrzyniGry - 05-23-2020

O tym, co nieznajoma zostawiła na podłodze dane ci było dość szybko się przekonać. Gdy tylko potwierdziłeś, że żadnego znieczulenia nie potrzebujesz, ta przystąpiła do pracy. Usiadła właściwie tyłem do ciebie, przypierając swoim ramieniem twój prawy bok tak, żebyś się jej nie wyrywał. Odkaziwszy ponownie ranę, przetarła ją suchym, delikatnym materiałem i wnet poczułeś ukłucie igły wbijanej w twoją skórę.

- Nie przesadzaj, nie zbiednieję od takiej ilości alkoholu ani lekarstw - prychnęła zakładając pierwszy szew na ranie po sztylecie. Zakończyła go, ucięła nić - słyszałeś dźwięk przecinających coś nożyc i zabrała się za kolejny szew. Pracowała sprawnie i bez żadnych zbędnych ruchów czy pomyłek cały czas przyciskając cię prawym barkiem mocno do ściany. To też uświadomiło cię, jak duża była różnica w waszym wzroście, jej ramię było na wysokości twojego mostka. W połowie drogi wyprostowała gwałtownie głowę strzelając głośno karkiem co spowodowało, że twoja twarz została zatopiona ponownie w kwiatowym zapachu dzikich róż a loki musnęły twoją brodę i policzek. Dziewczyna zdawszy sobie sprawę z tego nietaktu szybko machnęła głową zarzucając włosy z drugie ramię.

- Chłopcem? Jeśli mam być szczera to nawet pasuje. Jednakże pytałam o twoje miano, imię, jeżeli takowe posiadasz, chłopcze - skomentowała twój wywód nieznajoma wracając do zakładania kolejnych szwów, po czym po chwili, jakby dopiero wtedy sobie o tym przypomniała, dodała
- Jak ostatnio sprawdzałam, miałeś dwoje oczu. Ich sprawności jednakowoż nie dane mi było ocenić. Dobra, skończone - powiedziała i klasnąwszy w ręce, wyprostowała się. Odeszła na chwilę, chyba po maść, bo po chwili zaczęła rozsmarowywać coś przyjemnie chłodnego, łagodzącego ból na zaszytej ranie.

- Czyli ktoś chciał cię zabić? Czym takim mu się naraziłeś? - zapytała zaciekawiona kończąc nakładanie maści. Odłożyła chyba szklany słoiczek na ziemię i schyliła się po coś innego usadawiając się tym razem przodem do twojego prawego boku, bokiem do ściany. Tak przynajmniej wnioskowałeś po odgłosach i ułożeniu jej rąk na swoim ramieniu. Popchnęła cię delikatnie, ale pewnie jedną dłonią w plecy zmuszając do przekręcenia się lekko w twoje lewo, następnie zaczęła bandażować ranę. Profesjonalna i kompleksowa opieka medyczna. Byłeś naprawdę ciekaw, z kim masz tę przyjemność (bądź nieprzyjemność), w końcu kobieta-medyk to było naprawdę niespotykane zjawisko.

Zakończywszy pracę, nieznajoma wzięła z podłogi swoje przybory i odstawiła je gdzieś na drugim końcu pomieszczenia. Potem wróciła do ciebie i, chyba, przyklękając przed tobą, pochyliła się nieco naprzód opierając dłonie na twoich barkach.
- Słuchaj, teraz zdejmę ci tę przepaskę z oczu, jeśli nie będziesz kombinować, to cię też rozwiążę, dobrze? Mam nadzieję, że rozumiesz te środki ostrożności. Nie codziennie znajduje się w końcu rannego, uzbrojonego po zęby człowieka w swoim domu.


RE: Dziupla - Burjan - 05-23-2020

Gdy wyprostowała gwałtownie głowę, a parę sekund później znów nią machając przerzucając włosy na drugie ramie, wcale nie spowodowała że mniej intensywnie czułem te dzikie róże w powietrzu... Zaczynałem mieć wrażenie że wylała na siebie całą fiolkę perfum, lub że ta kobieta wplotła sobie kwiat dzikiej róży na każdy możliwy kosmyk włosów. Ten kwiatowy zapach był tak ostry że mój nos wciąż się nie mógł do tego przyzwyczaić. A w końcu cały ten natłok uderzającego mnie zapachu dzikich róż w końcu nie mogłem się w końcu powstrzymać i kichnąłem głośno, przechylając się gwałtownie do przodu, a potem do tyłu uderzając plecami o ścianę... Możliwe też że zrzuciłem z siebie czystym przypadkiem szmatkę z mojego czoła, oraz być może przeszkodziłem w zszywaniu mojego ciała.

-Nie posiadam, więc możemy pozostać przy jakże pasującym 'chłopczem'.-
Odpowiedziałem prawie natychmiast po tym jak mój nos trochę się przyzwyczaił do uciążliwej woni. Skrępowany, zszywany przez obcą prawdopodobnie wiedźmę i jeszcze te ostre zapachy, ciężko było mi się skupić, ujednolicić moje myśli w których już sam się gubiłem. Póki co mnie nawet nie interesował jej wzrost czy wygląd, a informacje o moich oczach oraz zakończonej 'operacji' pokwitowałem mruknięciem.

Przemilczałem pytanie o to czy ktoś chciał mnie zabić czy że się komuś naraziłem, bez noża przy gardle nie czułem się zobowiązany do śpiewania wszystkiego, tym bardziej że wciąż nie wiedziałem kto pytał. Wiedziałem tylko że zna się bardzo dobrze na ranach i zajmowaniu się nimi, oraz że jakimś cudem znalazłem się w jej domu... O tyle dobrze, że to dom kogoś kto nie postanowił odkazić rany ogniem, lecz alkoholem za co byłem w głębi niezwykle wdzięczny... Wdzięczny losu, nie jej.

-Nie codziennie też człowiek budzi się ranny w jakiejś piwnicy, związany, ze zasłoniętymi oczyma i opatrywany przez obcą Panienkę z różaną aurą, która postanowiła się zamknąć ze mną klucz. Mam nadzieje, że rozumiesz moją nieufność.-
Pod opaską miałem zamknięte oczy, gdyby w końcu mi ją zdjęto, zamierzałem dopiero po chwili powoli otworzyć oczy patrząc przed siebie by móc szybko zorientować gdzie tak właściwie jestem, a następnie kierując ten wzrok na różaną Panienkę.


RE: Dziupla - MistrzyniGry - 05-23-2020

"Kwiatowa panienka" przeniosła dłonie z twoich ramion na tył głowy rozwiązując szybkim ruchem opaskę, która ograniczała ci wizję. Od razu zdjęła ją z twojej twarzy i zmięła w dłoni. Pierwszym co ujrzałeś otworzywszy oczy, była jej twarz. A właściwie na wpół dziecinna jeszcze buzia z małymi, bladymi jak i cała jej skóra ustami, perkatym noskiem i dużymi oczami w kolorze świeżej krwi wpatrującymi się w ciebie uważnie. Jej nos i policzki zdobiły pojedyncze piegi a czoło przysłaniała prosta grzywka. Dookoła tego kłębiła się burza długich, białych loków przechodzących na końcach w jasny róż. Na czubku jej głowy ujrzałeś winowajcę swojego kichania - wianek z czerwonych, rozłożystych róż. Ubrana była w białą, zwiewną sukienkę na cieniutkich ramiączkach zdobioną drobnymi, czerwonymi, różanymi wzorami. Ubranie złapane było pod biustem również czerwoną wstążką zawiązaną na kokardę za plecami, jak miałeś się później przekonać.

Nieznajoma po rozwiązaniu opaski szybko odsunęła swoją twarz od twojej, siadając przed tobą na piętach, co dało ci możliwość rozejrzenia się po wnętrzu. Pomieszczenie nie miało żadnych okien a jedynym źródłem światła był biały kamień wielkości mniej więcej oka zawieszony na srebrnym łańcuszku na szyi nieznajomej. Po swojej lewej ujrzałeś zamknięte drzwi z prowadzącymi do nich trzema schodkami, naprzeciwko ciebie pod ścianą był regał z różnymi słoiczkami na nim. Pomieszczenie miało okrągły kształt a jego podłoga wyłożona była nierównymi, kamiennymi płytami z jedną kwadratową przerwą we wzorze po twojej lewej. Tam bowiem znajdywała się drewniana klapa wzmocniona metalowym okuciem i zamknięta w tej chwili na solidną kłódkę. Czyli nie znajdywałeś się jeszcze na samym dnie tej dziury. Ściany wykonane były z chropowatego drewna, nie desek ani bali, lecz czegoś dziwnego, nie widziałeś między nimi łączeń.

- Panienka z różaną aurą? Tak to jeszcze mnie nie zwali - zaśmiała się głośno dziewczyna głośno, przechyliła głowę i spojrzała ci prosto w oczy. Zauważyłeś, że była bardzo niska a jej wzrok wyjątkowo nieadekwatny do prezencji, drapieżny. Dopiero po chwili zdałeś sobie sprawę, że zza jej gęstych loków i kwiecistego wianka wyłaniają się czubki.. rogów? Ciemnoszarych, wyrastających z boku głowy i zakręconych do góry rogów. Demon jakiś czy ki chuj? Rogata panna podeszła do regału i zdjęła z niego jakiś szklany słoik z ciemnoczerwoną zawartością, potem sięgnęła po niewielki, zamykany koszyk, który leżał pod ścianą po twojej prawej i wyjęła z niego niewielki nóż siadając na piętach przed tobą.


RE: Dziupla - Burjan - 05-23-2020

Rany opatrzone, może jak w końcu zdejmie mi tą opaskę to ta dziewoja nie będzie już mną cały czas szturchać, popychać, ustawiać czy opierać się o mnie. Nie tylko tyle że nie przepadałem za dotykiem innych, na jej dotyk 'pozwalałem' bez protestowania tylko ze względu na moją pozycje, stan oraz to co te dłonie robiły, to jeszcze powoli zaczynałem się czuć jak jakiś manekin...


... I w końcu to się stało, dane było mi odzyskać wzrok. Po paru sekunda gdy zapewne się już odsunęła mogłem ją zobaczyć. Młode dziewczę, na której wygląd prychnąłem lekko nozdrzami i bez żadnych głębszych przemyśleń skomentowałem pod nosem kilkoma słowami które zabrzmiały jak myślenie na głos, które chyba powinny być samymi myślami.
-A jednak wiedźma... Przynajmniej jedna z tych ładniejszych.-

Moje przemyślenia były jednak trafne. Wiedźma o nienaturalnych, magicznych wręcz oczach i kolorze włosów jak z bajek. Mieszkająca zapewne w jakimś lesie, nosząca zwiewne suknie, przyozdobiona kwiatami polnymi i kośćmi które tym razem były tylko zwierzęcymi rogami. Pytanie jednak czy parała się magią jak to pisano w opowiadaniach i głoszono przez wystraszonych chłopów, czy może to ta mityczna część bajek za którą stała tak naprawdę wiedza alchemiczna i zdolności które opanował mało jaki mąż, a tym bardziej kobieta.

Też się nie pomyliłem co do miejsca, jakaś piwniczka w której trzymano słoje z nie wiadomo czym. Jakby to była posiadłość jakiejś arystokracji bądź bogatego handlarza to bym uznał że są to dżemy czy marmolady, które zazwyczaj były trzymane w takich miejscach. W dodatku była też klapa w podłodze, może jakiś składzik na rzeczy które lepiej się trzyma w ciemniejszy miejscach pod ziemią... Niestety normalność tego miejsca kończyła się gdy dłużej przyjrzałem się tej klapie oraz dziwnie jednolitym ścianom. Klapa która jeśli służyła do przetrzymywania konkretnych rzeczy w określonych warunkach, nie była by wzmocniona metalowym okuciem i zamknięta na kłódkę. Czyli bezpieczniej było założyć że jest to dziura, do której być może zostanę wrzucony prędzej czy później... Być może...

Spojrzałem znów na wiedźmę, możliwie unikając jej spojrzenia. Wciąż czułem dziką różę, a widziałem przecież wianek ze zwykłych czerwonych róż. Był to chyba dobry moment by sprawdzić, czy to pachnidła czy magiczna wiedźma aura w której autentyczność ciężko będzie mi uwierzyć. Magia i wiedźmi w moich oczach zawsze były jedynie częścią bajek i opowiadań, oraz straszydłem dla chłopów.
-Ładny różany wianek, ale cały czas czuję dzikie róże, perfumy?-
Po chwili dopiero sobie uświadomiłem, że biorąc pod uwagę moją sytuację wybrałem jedno z mniej logicznych pytań jakie mogłem zadać po zdjęciu opaski z oczu. Już lepiej było mi zapytać gdzie jestem, co zamierza mi zrobić, jakiego zwierzęcia to rogi, czy czym jest dziwnie świecący kamień na zawieszony na srebrnym łańcuszku... Ale nie, zwróciłem uwagę na najzwyczajniejszy wianek i zapytałem się o perfumy, czemu to zrobiłem? Ach no tak... Róże, pierdolone róże, jestem chyba jedynym człowiekiem na Ziemi, który tak bardzo na nie zwraca uwagę z wewnętrznym obrzydzeniem jak i zafascynowaniem.

Oczywiście też wiedźma jak to wiedźma, tajemnicza w swym wyglądzie jak i zamiarach. Wzięła jeden słoik wypełniony ciemnoczerwoną zawartością o której pewnie zaraz się przekonam, no i mały nóż jak do smarowania chleba czy krojenia jedzenia na talerzu. Nawet jeśli miałem w zwyczaju zakładać zawsze najgorsze, to wiem że nie chce mojej krwi. Jeśli by chciała, to by nie męczyła się zszywaniem, odkażaniem rany jak i moim ogólnym stanem. Nie wyglądało na to żeby chciała mnie fizycznie zranić... Lecz czego chciała? I co jeśli się mylę, zajęła się ranami tylko dlatego że jest sadystką która będzie chciała się zadowolić moim torturowaniem jak najdłużej, jeśli tak to niestety dużo zacieszu ze mną nie będzie miała.


RE: Dziupla - MistrzyniGry - 05-23-2020

- Coraz ciekawsze określenia na mnie wynajdujesz... Chłopcze. Mów mi Illiria - odparła po chwili zamyślenia. Wyjęła z koszyka sporą pajdę chleba i zaczęła ją smarować zawartością słoiczka. Czyli jednak dżem? Miałeś taką szczerą nadzieję. Pokrywszy szczodrze całą powierzchnię kromki czerwoną mazią przyłożyła ci ją do ust.

- Jedz, chudy jesteś - powiedziała nieznoszącym sprzeciwu tonem. Jak na taką młodą dziewczynkę, strasznie ci "matkowała". Ugryzłszy kawałek poczułeś słodki, kwiatowy posmak. No tak, marmolada z dzikiej róży. Czego innego mógłbyś się spodziewać? Dziewczyna powoli karmiła cię chlebem jednocześnie lustrując twoją twarz krwistoczerwonym spojrzeniem. Gdy skończyłeś tę pajdę, zrobiła kolejną, którą również przystawiła ci do ust. Podczas wszystkich tych czynności wydawała się być dość zamyślona, jej oczy zdawały się patrzeć pusto w przestrzeń. Po chwili otrząsnęła się z tego letargu.

- Nie, nie perfumy... Słuchaj uważnie, jeśli chcesz, mogę wypuścić cię na zewnątrz nawet teraz, możesz też zostać do rana, ale musisz obiecać, że będziesz grzeczny. Nie kręci mnie trzymanie związanych w piwniczce ludzi ani przepychanie się. A wyglądasz na kogoś, kto potrafi być... problematyczny - powiedziała odkładając słoik z marmoladą na półkę a nóż, po oblizaniu go, chwyciła w dłoń, bawiąc się nim.

- To jak, zostajesz, czy wychodzisz?


RE: Dziupla - Burjan - 05-23-2020

Napojenie mnie słodkim ziołowym napitkiem, oczyszczanie rany alkoholem, zszycie i zabandażowanie jej, danie okładu na czoło w zapewne myśli że mam gorączkę, a teraz karmienie mnie chlebem posmarowanym marmoladą z dzikiej róży? A może jednak zdechłem... Wtedy by to tłumaczyło całą tą sytuację, wygląd i imię tej dziewczyny, czy jej zachowanie. A może wiedźma chciała mnie przekonać do siebie, jeśli tak, to nie szło jej źle, nie doznałem żadnego milszego traktowania przez kilka długich lat. Niezwykle miłego, aż za miłego, szczególnie gdy postanowiła mnie karmić, co jak co ale to już mogła sobie odpuścić. Jeśli nie obawia się że ugryzę ją w rękę, to mogła mnie rozwiązać i dać mi zjeść samemu.

Gdy ta mnie postanowiła lustrować wzrokiem przy powolnym karmieniu, ja zamknąłem swe oczy, niech se patrzy, ale nie w oczy będące znanymi jako zwierciadła duszy. Z moich pewnie wiele można było wyczytać, szczególnie jak bardzo zniszczony już przez ten świat jestem, wciąż trzymając się instynktowanie życia jak zwierzę. W przerwie między wpychaniem mi jednej a drugiej kanapeczki z marmoladą, powiedziałem do wiedźmy.
-Na prawdę miło z twej Illirio, ale uwierz że nie trzeba mnie karmić jak dziecka.-


Po chwili słysząc propozycję Illirii, z lekkim uśmiechem uniosłem głowę do tyłu z wciąż zamkniętymi oczyma, odpowiedziałem jej bez dłuższego zastanowienia, bo nie było nad czym się zastanawiać.
-Rozwiąż mnie, daj mi moje rzeczy, powiedz gdzie jestem i już mnie nie ma.-

Było tu miło, ale tak samo jak Illiria, było za miło. Słodkie jedzenie i picie przypominało mi tą godniejszą część mojego życia, wszechobecny zapach róż tak samo, przez to wszystko zbyt ciężko było mi się skupić na czymkolwiek prawdziwie ważnym. Także nie chciałem pozostawać na dłużej w jednym miejscu, w końcu w trakcie podróży zostałem wytropiony i zaatakowany, tym łatwiej będzie im bądź innej grupie to powtórzyć jak zostanę dłużej w jednym miejscu... A też nie chciałem być powodem nieproszonych gości w domu Illirii. Wiedźma czy nie, milsza dla mnie niż ktokolwiek przez kilka ostatnich lat i znacznie lepsza osoba niż jakikolwiek szlachcic, a przynajmniej z wierzchu. A jeśli miała swą gorszą stronę, to wolałem jej nie poznawać, a takowa zapewne istniała...


RE: Dziupla - MistrzyniGry - 05-23-2020

- Biorąc pod uwagę, że jesteś związany i, pewnie, głodny, raczej innego wyjścia nie mam - skomentowała twoje słowa dziewczyna.

- I widzisz, to zaczynają się schody. Jesteś na Elyonie. To, zgaduję, zupełnie inny świat, niż twój. Ale jeśli chcesz już iść, nie będę cię zatrzymywać. Możesz już chodzić? - zapytała chwytając cię delikatnie za zdrowe ramię i pomagając wstać. Gdy to ci się udało i, jeszcze chwiejnie, wyprostowałeś się na nogach, Illiria przykucnęła wyjmując coś ze swojego koszyczka, który wciąż leżał na podłodze. Różę. To była cholerna, czerwona róża. Wyglądała na świeżo ściętą. Trzymając kwiat w lewej dłoni, prawą rozcięła twoje więzy nożem, którym wcześniej smarowała ci chleb. Cóż, najwidoczniej był ostrzejszy niż na to wyglądał. Uwolniony czułeś jak powoli wraca ci krążenie w nieco ścierpniętych od ciasnych więzów dłoniach.

- Ahhhh, jeszcze jedno... Chłopcze. Zanim cię stąd wypuszczę, przyjmij tę różę - powiedziała spoglądając ci w oczy, które natychmiast odwróciłeś, ze stoickim spokojem. Wyciągnęła przed siebie wyprostowaną, lewą ręką z różą luźno trzymaną w dłoni. Kwiat wyglądał... Zwyczajnie. Zwykła, ścięta łodyga z pojedynczymi kolcami i kwiatostan o pięknej barwie, podobnej do oczu dziewczyny. A więc... Zostałeś postawiony przed trudnym wyborem. Kwiat wyglądał normalnie, ale jeśli nie miał żadnych dodatkowych "funkcji", dlaczego miałoby jej tak zależeć na tym, byś go przyjął? Z drugiej jednak strony, chciałeś stąd wyjść możliwie szybko a drzwi były zamknięte. Mogłeś co prawda spróbować ogłuszyć Illirię i potem przeszukać pomieszczenie w poszukiwaniu klucza, ale... czy to aby na pewno był dobry pomysł?


RE: Dziupla - Burjan - 05-24-2020

-Niekoniecznie głodny, innym wyjściem było zapytać...-
Skomentowałem, jej skomentowanie, decydowała sama jak się czuję, ale biorąc pod uwagę że wcale głodny nie byłem, to robiła to dość nietrafnie. Oznaczałoby to, że przynajmniej nie ma zdolności odczuwania czyiś uczuć i pragnień, nie jak w bajkach i opowieści jakie czytałem wraz z Ruzą.

Nagle otworzyłem szerzej oczy gdy usłyszałem 'Elyon', jaki Elyon? Nigdy nie słyszałem nic o podobnym brzmieniu, we wszystkich południowych księstwach jakie przemierzyłem, ani w książkach jakie przeczytałem. Illiria zaczęła pomagać mi się podnieść, gdy z zamyślonym spojrzeniem patrzyłem pusto w przestrzeń, a będąc już na nogach skierował ku niej swe spojrzenie z opuszczonymi brwiami.
-Czekaj czekaj czekaj, Elyon? Jaki Elyon? Jaki zupełnie inny świat?-
Zignorowałem ostatnie pytanie, wystarczając odpowiedzią było chyba to że byłem wstanie sam ustać na nogach. Kompletnie zresztą straciłem zainteresowanie wszystkim innym, teraz interesowało mnie tylko słowo 'Elyon', i co znaczyło że to zupełnie inny świat? Że inny kraj? Kraina? Jakaś wyspa? Czy co? Nie podobało mi się to, i mam nadzieje że prawdą to nie było. Jaki kurwa ELYON!? Powinienem przecież być teraz w Dolinie Lisit, południowej krainie, o chłodnawym klimacie zawdzięczanym przez otaczające ją góry. A co jeśli kłamała, na pewno mogła to zrobić, w końcu była ostatecznie 'zwykłą' wiedźmą o bardzo egzotycznym imieniu.


Chwilę po tym jak wstałem na nogi, chyba tylko po to żeby wzmóc moje zdenerwowanie połączone z zaniepokojeniem, Illiria wyjęła właśnie kolejną róże jaką jest mi dane tu zobaczyć. Tym razem zwykłą czerwoną różę, wraz z jej widokiem coraz bardziej przekonywałem się że był to pierdolony sen. Koszmar na którego każdym kroku będę widział lub czuł czerwicowe róże. Róże będące herbem Rozveltów, będące symbolem oznaczającym czemu nie umarłem siedemnaście lat temu, symbolem mojej zasranej przeszłości, mojego szczęścia, utraty wszystkiego i winy czemu stałem się kim jestem...

Gdy moje więzy zostały rozcięte szybko przeniosłem ręce przed siebie, zacząłem masować nadgarstki możliwie ukrywając blizny przed wzrokiem wiedźmy, chodź ta pewnie już je widziała. Jednocześnie nerwowo chodziłem od jednego końca pomieszczenia do drugiego, mając nadzieje że ta dziewczynka próbuje mnie oszukać nosząc maskę szczerości i powagi. Do cholery, chyba teraz faktycznie potrzebowałem czegoś na uspokojenie, albo czegoś co odwróci moją uwagę od słowa 'Elyon'. No i dostałem, dostałem kurwa różę, zapominając już że ona jest wiedźmą i która mogła nie wiadomo co zrobić z tym kwiatem. Wciąż miałem swoje pewne przekonania, pewne wartości. Ocierając kciukami o resztę palców na swoich dłoniach, odwróciłem się do Illirii, lekko ruszając prawą dłonią wskazywałem na różę w jej dłoni, nieumyślnie robiąc to tak że blizny po ogniu na tej ręce były dobrze widocznie widoczne.
-Słuchaj, nie raz złapałem za różę we swym marnym życiu, za każdym razem kalecząc się o jej pierdolone kolce. W życiu nie wezmę kolejnej, symbolicznie kurwa czy nie... Szczerze wolę już zostać tutaj do rana.-

No i mnie lekko poniosło... Kurwa, ale ile można było wytrzymać, za dużo tego, za dużo wspomnień, za dużo bólu. Nawet zapomniałem że jestem podobno na jakimś innym kurewskim świecie, oraz o tym że starałem się być miłym. To wszystko, to było za dużo naraz, nie wiedziałem już nawet o czym mam myśleć. O tym co się teraz stanie? O tym że jestem na jakimś Elyonie? O tych różach? O wiedźmie? Z tego wszystkiego po prostu podszedłem do ściany, oparłem się o nią plecami i nerwowo myślałem o wszystkich tupocząc prawą stopą, z założonymi na siebie dłońmi nisko przed sobą i ściskając w pięść jedną, a potem drugą.