Nekron

Pełna wersja: Wysokie Trawy
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13
-No a ja myślałem że ty tego nie zrobisz! Teraz przynajmniej jak będę miał cię zabić to nie będę miał oporów, bo wiem że ty byś to zrobiła bez żadnego problemu...- Niezbyt pocieszające, albo może wręcz odwrotnie? Przynajmniej z tego co mówił zapowiadało się że jeśli coś wymknie się spod kontroli to bez wahania cię zabije. Cóż za miła myśl, że ktoś kogo lubisz bez wahania cię zabije, normalnie yay... Nie wiesz czy na prawdę chciałaś to teraz usłyszeć, albo w ogóle wspominać o zabijaniu ciebie.- A z instynktu nas wykastrowano, zostawiono tylko zdrowy rozsądek. Po co instynkt komuś kto i tak wstanie z martwych?-


-Rozważę to przy następnym śmierci, jak wrócę następnym razem z martwych to zapytaj mnie o to...-
Zaśmiałaś się myśląc o Brutusie, wspominanie o nim było złe, tak samo jak wspominanie o czyjejkolwiek śmierci. Ian nawet zakładał że umrze w trakcie tego 'zlecenia' a wtedy będzie myślał o tym czy dalej podejmować się tego zadania, czyli żeby się nigdy nie rozmyślił wystarczyło by mu nie dać zginąć... Zaiście ciężkie zadanie, biorąc pod uwagę jak traktuje swoje połamane żebra, zaraz sam wskoczy w jakąś przepaść zastanawiając się czy na dnie jest jakiś amortyzator.

I wyżyłaś się nagle w słowach, krzyczałaś, wkurzyłaś się i posmutniałaś jednocześnie, to wszystko było bezcelowe tak samo jak twój plan, czyli jego brak. Chciałaś wrócić tam bo tam wszystko się zaczęło, ale co zrobisz gdy tam dotrzesz? Będziesz liczyć na wskazówki, na jakąś drogę do lekarstwa której równie dobrze może nie być. To na pewno się nie uda, co najwyżej sam Ian się zarazi tym samym syfem albo spotkacie tam inne zainfekowane stworzenia... W tym wydarciu się nawet nie zorientowałaś się kiedy Ian się zatrzymał a ty włócząc nogami przed siebie zatrzymałaś się uderzając swoją opuszczoną głową o jego klatkę piersiową. Poczułaś jak Umarły złapał cię za prawy bark i nieco pocieszającym głosem przemówił do ciebie.
-Dlatego masz mnie, temu mnie wynajęłaś, może ty nie wiesz co robić, ale ja wiem, nawet mam pewien plan, którego niestety póki co nie mogę ci zdradzić... Nie martw się, może nie dowiemy co się dzieje z tobą, ale wyleczymy cię to ci już obiecałem, a ja nawet pośmiertnie dotrzymuje obietnic, dosłownie.-
Potrząsnął tobą lekko gdy mówił byś się otrząsnęła ze swego stanu, stanu w którym wierzyłaś że to wszystko było bez sensu. Wcale tak nie było, byłoby za to gdyby nie było z tobą Iana, ale był tu, miał podobno jakiś plan i wierzył że uda się cię wyleczyć. Niejako jest pierwszą osobą która to mówi, brzmiąc nawet jakby wierzył w te słowa... Skąd on mógł mieć tą pewność?
- Wykastrowano?! Czyli nie masz, no wiesz... Jaj? - zapytałam z udawanym przerażeniem - Myślałam, że części ciała ci odrastają... Czy to tylko palce? - kontynuowałam nie będąc już w stanie powstrzymać złośliwego chichotu.

- To po prostu nie dam ci umrzeć. Wtedy zostaniesz ze mną na zawsze, co ty na to? - zażartowałam próbując nie myśleć o śmierci, o tym, że Ian może umrzeć, że ja mogę, że Sawa zapewne umarła... I w całych tych rozważaniach zagapiłam się i zderzyłam z czarnowłosym. Przynajmniej lepiej z nim, niż z jakimś cholernym czerwonookim przerośniętym bałwanem. Czy bałwanką. Bałwanicą? Istniały w ogóle takie słowa?

- Taaa, mam plan, mam plan, chuja masz a nie. Całe życie i nieżycie w swoim świecie obserwowałam ludzkość próbującą wynaleźć lekarstwo na splugawienie. I wiesz co? Znaleźli. Szkoda tylko, że ożywione trupy wyleczone z choroby, która je wskrzesiła, stawały się po prostu zwykłymi trupami. Nie wiem, może uda się nam znaleźć sposób, żeby pozbyć się tego srebrnego gówna, może nie. Ale nawet bez niego i tak jestem, jak to mówiłeś, pojebana. Teraz przynajmniej nie czuję głodu i wierz mi, jeśli dany mi będzie jakiś wybór, już do końca życia nie tknę żadnego mięsa, szczególnie nie tego krwistego. A teraz... Chudźmy już, serio. Zaraz zwariuję od tego zielska - zakończyłam swój przydługi wywód wymijając Iana i idąc szybkim krokiem przed siebie w losową tak naprawdę stronę, bo nie ogarniałam w kierunki. Szczególnie nie tutaj.
- Ha, ha, ha bardzo śmieszne, świetne masz ostatnio domysły, wiesz?-
Żartami cały czas nie dopuszczałaś do siebie cały czas tych poważniejszych tematów oraz myśli, uciekałaś od myśli o śmierci... Nie chciałaś się nimi przygnębiać, za dużo już myślałaś o śmierci, a za mało miałaś okazji do pokazania starej dobrej strony Melisy. Tej żartobliwej i czasami gadatliwej dziewczyny, Yahkrze nawet nie miałaś jak pokazać się z tej strony, a z Sawą nawet nie miałaś okazji normalnie pogadać. Z Kassandrą chyba nawet nie miałaś ochoty wiedząc że znajomość z nią będzie niebywale krótka, tak i było, gdy tylko Nekrinka się obudziła rozstałyście się... Ciekawe czy już ją coś pożarło bądź zabiło, pewnie tak. W końcu była jedną z tych którzy trzymali twoją stronę w pewnym sensie, więc jeśli nie zrobiła przeciw tobie niczego to na pewno czeka ją nienajlepszy los.


-Czekaj no...- Ian cię zatrzymał jak tylko próbowałaś iść dalej, gdziekolwiek byleby dalej. -... Trzeba sprawdzić kierunek, w którą stronę jest wzgórze, pozwól więc że cię...- Ian kucnął i nagle złapał cię w nogach obejmując je, by następnie powstać na proste nogi podnosząc cię ponad trawy.-... podniosę.-
Znów cię podniósł, tym razem jeszcze inaczej, ale to nieważne, jak chcecie opuścić w te trawy to lepiej byście się nie kręcili w kółko, co nie? Więc znów poklepałaś Iana wskazując kierunek w którym było płonące wzgórze, tym razem było to lewo, znów skręciliście z prostej drogi... Poza tym, wydawało się widziałaś jakiś dziwny kształt na wzgórzu, lecz nim się temu przyjrzałaś Ian cię opuścił. Pewnie znów wzrok cię myli, najpewniej drzewa zaczęły się już walić i tworzyć dziwne kształty opierając się o siebie gałęziami.
-Nie jeść mięsa? To teraz chcesz zostać pierwszą farmerką tego świata, czy jak?-

Gdy cię odstawił to od razu ruszył w przeciwnym kierunku niż do wzgórza, a ty za nim idąc w kierunku ku jakiemu prowadził łańcuch łączący waszą dwójkę. Złączenie metalowym łańcuchem, chyba nie mocniejsza więź niż to co łączyło cię z Yahkrą, i to dosłownie. A może Ian się tylko upewnia że mu nie uciekniesz? Raczej nie, łańcuch możesz w każdej chwili po prostu odwiązać, na co czasami miałaś ochotę bo ich dźwięk był na prawdę nieprzyjemny i źle kojarzący się...



Całą noc praktycznie szliście przed siebie, co jakiś czas byłaś podnoszona przez Iana by sprawdzić w gdzie był widoczny płomień wzgórza. Za każdym razem gdy to robił obawiałaś się czegoś, tego że ujrzysz kolumnę czarnego dymu, nie wiesz czemu miałaś takie odczucia, że mogła się w każdej chwili pojawić... Ale w końcu Kronia słońce tej planety zaczęło wschodzić za waszymi plecami, cały nocny marsz był aż nudnie spokojny, a to nawet dobrze. Mogliście sobie gadać, śmiać się ze swoich żartów, skojarzeń i historii jakie mieliście sobie do opowiedzenia. Z czasem jednak nawet rozmów wam się odechciało, bo ile można? Parliście po prostu naprzód, a wy wciąż nie wyszliście z tych traw ani, ani nic nie napotkaliście po drodze, cały czas wieczna gęstwina, w końcu gdy zaczęło wschodzić za waszymi plecami byłaś już niezwykle zawiedziona oraz zmęczona... Całą cholerną noc szliście i do nikąd nie dotarliście! Nie miałaś czasu by błądzić po trawach, ale co innego mogłaś zrobić?

Przynajmniej jasno zaczynało się robić, może dobry moment by zapytać Iana by ten znów cię podniósł, może tym razem zobaczysz coś więcej gdy ciemności nie przysłaniają wszystkiego. Dziwne też że odkąd słońce zaczęło tylko lekko wschodzić, ten przestał się podnosić o sprawdzenie kierunku, cały czas szliście tak że mieliście wschodzącą gwiazdę za plecami... Nagle Ian się odezwał zanim ty coś powiedziałaś, o ile miałaś taki zamiar.
-Ciekawe czy ten cały 'Bóg' mógłby nam wskazać drogę... Masz może z nim kontakt Meliso? Mogłabyś w głowię zapytać się go o kierunek?-
Byłam już mocno zmęczona wędrówką w ciemności, toteż z radością powitałam wschód słońca. Szybko jednak i ona przeminęła, gdy uświadomiłam sobie, że szliśmy całą noc a końca tych chaszczy ani widu ani słychu. Ugh, okropność. Jako, że moja orientacja w terenie była chujowa dopiero po chwili coś sobie uświadomiłam, dokładnie wtedy gdy Ian zabrał głos ja zatrzymałam się w miejscu zdezorientowana.

- Z-z-z-zaraz! - powiedziałam podchodząc do czarnowłosego i łapiąc go dość mocno za przedramię - Czekaj, czekaj. Góry nestrum są na północny wschód od tych traw! Dlaczego my w takim razie idziemy mając słońce za plecami? Co ty planujesz? Gdzie mnie prowadzisz? - zapytałam mrużąc podejrzliwie oczy i odplątując ze swojego przedramienia łańcuch Iana, trzymałam go jednak wciąż w dłoniach czekając na odpowiedz i przy okazji zaczynając zwracać większą uwagę na zachowanie Iana i to, gdzie trzymał swoją widoczną broń. Coś mi tu śmierdziało, czyżby jednak i on chciał mnie zdradzić? Ale po co, z nekrinami się w końcu nie lubił, za to... Pytał o boga. Czyżby trzymał z infernitami? Chciał mnie doprowadzić do nich? Albo jeszcze kogoś innego? Dlaczego właściwie tak szybko postanowiłam mu zaufać i uwierzyć, że zechce mi pomóc za jakąś mglistą obietnicę odwdzięczenia się w przyszłości... Cholera...
Ian nie protestując zatrzymał się i odwrócił we twą stronę, westchnąwszy przy tym zaraz ci odpowiedział na pytanie nie dając ci wiele czasu na myślenie... Czy raczej nie dając czasu by twe paranoiczne myśli zbytnio się rozwinęły. Chociaż to jak szybko ci odpowie raczej ich nie powstrzyma, a co najwyżej wzmocni, przecież nie mogłaś mieć pewności że będzie on taki sam jak inni, w końcu nic nie zapowiadało by Brutus miał ci strzelić w plecy, ale to zrobił... W przypadku Iana mogło być tak samo, z tą różnicą że był milszy i zdecydowanie ładniejszy.
-Jak to gdzie? W przeciwną stronę niż mówi nam twój 'instynkt'... Ech, myślałem że nie będziemy drążyć tego tematu, ale...-

Ciężko było dostrzec co Ian robi, przez trawy na prawdę nic nie było widać, wyrastały bowiem one z każdego centymetra ziemi. Mogłaś jedynie wyczuć co robić trzymając go za ramię, bądź słuchając, ale jako że go puściłaś pozostał ci tylko słuch i ruch łańcucha we twych dłoniach... Ale ten chyba nic nie robił, nie podnosił miecz który cały czas dzierżył, nie ciągnął za łańcuch ani nie próbował złapać ciebie.
-... chyba nie zaufasz mi gdy powiem żebyś lepiej tego planu nie znała? Po części chodzi w nim o to że go nie znasz... Nie mów mi że po tym wszystkim, co stało się tam na wzgórzu nie ufasz mi.-
Niby sama nie miałaś planu, ale Ian coś knuł, nie chciał ci mówić swego planu, czyli coś było z nim nie tak? Z jakiegoś powodu powinnaś nie chcieć go znać? A mogłoby oznaczać tylko że plan zakładał zrobienie czegoś co ci się nie podoba. Zaprowadzenie cię gdzieś, ale gdzie? Dlaczego miałabyś mu ufać? Przecież go zabiłaś, co jeśli tak na prawdę chce się na tobie zemścić w jakiś niezwykle okrutny sposób? Pozostawić na środku tych traw? Albo trzymać cię w bezcelowej nadziei byś potem zdziczała czy nie wiadomo co? Twe paranoje jednakże zostały przerwane przez kolejne słowa ze strony Iana.

-Meliso... Czuję, słyszę że jest to dla ciebie naprawdę nieprzyjemna sytuacja, jeśli tego potrzebujesz by mi zaufać to mogę ci powiedzieć na czym polegał mój plan. Jednakże wtedy pewnie już przestanie on działać...-
Brzmi to... Naciąganie? Plan który jeśli będziesz go znała to nie zadziała? Co on wtedy takiego zakładał? Że zrobisz coś co on myśli że zrobisz? Sądzi że przewidział twoje poczynania na przyszłość? A może próbuje cię oszukać? Co jeśli przedłuża tą rozmowę by coś na naprędce wymyślić. Mogłaś mu na pewno ufać? Temu co powie jeśli powiesz mu by powiedział?
- Ahhh, czyli mnie nie zdradziłeś tylko. STWIERDZIŁEŚ. ŻE. NIE. MAM. JUŻ. WŁASNEJ. WOLI?? - zapytałam starając się nie wybuchnąć, ale... Nie udało się. Przynajmniej odczułam ulgę z tej jednej przyczyny, że Ian jednak nie miał żadnych ukrytych zamiarów wobec mnie. Zamiast tego był debilem.

- Czyli teraz będziemy robić to, czego ja nie chcę i iść w przeciwnym kierunku do tego, w którym ja chcę iść, bo myślisz, że słucham podszeptów tej... Tego srebrnego gówna? Po co działać zgodnie z logiką i szukać rozwiązania problemu przy jego korzeniach, skoro można kierować się jakimiś mglistymi założeniami? - denerwowałam się dalej mówiąc podniesionym tonem, by po chwili jednak wziąć głęboki oddech i się uspokoić. Podniosłam prawą rękę kładąc ją na karku Iana i przyciskając lekko, by się pochylił. Chciałam mu spojrzeć w twarz a możliwe to było tylko z bliska w tych cholernych trawach.

- Nie ufam nikomu. Nawet sobie - wycedziłam patrząc mu prosto w oczy - Ale dobrze, pójdę gdzie mnie zaprowadzisz, nie musisz zdradzać mi swojego planu. Wiem, że w końcu i tak dokończysz to, co zaczęliśmy na wzgórzu, ale jestem wdzięczna za cały ten dodatkowy czas, który zyskałam dzięki naszej umowie. W sumie co za różnica czy umrę w górach... Czy gdzieś indziej.

Odsunęłam się od czarnowłosego na kilka kroków i owinęłam z powrotem łańcuch dookoła swojego przedramienia wkładając jego koniec pod niego, żeby mi się zbyt łatwo nie odwinął. Westchnęłam głośno i dodałam tylko krótko - Wiek przed urodą. Prowadź.
Po tym nie odzywałam się już więcej a zamiast tego skupiłam się na otoczeniu. Na otaczających mnie dźwiękach, zapachach, widoku... Cóż, widok nie był powalający, wszędzie zielona trawa. Ale nawet nią chciałam się nacieszyć, póki jeszcze żyłam. Czy coś...
Przez wszystkie twoje wyrzuty Ian milcząco patrzył na ciebie, słuchał cię nie śmiąc ci przerywać, do momentu aż się nie odsunęłaś i zaczynając z powrotem owijać łańcucha dookoła swojego przedramienia. Wywód zrobiony, byłaś 'trochę' zła na niego za to jak zamierza postępować, ale zamiast go opuścić postanowiłaś zostać... Ten wciąż mimo wszystko myśli że robi dla ciebie dobrze, chyba, i ty może też. Ciężko stwierdzić gdy nie potrafisz zaufać nawet sobie, w końcu kto wie kiedy tak na prawdę stracisz kontrole, co?
-Nie to stwierdziłem, ale uważaj jak chcesz Meliso. Dzięki jednak że postanowiłaś mi 'zaufać', nie pożałujesz tego...-

Potem bez słowa Ian się odwrócił i ruszył przed siebie, a ty zanim. Nie było tak źle, w końcu przez głowę przelatywało ci by od niego uciec, że ten chce cię zdradzić czy coś, ale okazał się zwykłym idiotą. A przynajmniej tak się wydawało, wciąż nie mogłaś być pewna jego słów ani zamiarów, ani tego jego planu... Skąd wzięły go myśli że ta choroba już przejmuje nad tobą kontrolę? No tak jakby przejmuje, ale wciąż masz wolną wolę i możesz robić co chcesz.


Idąc przez trawy ciężko było cokolwiek dostrzec prócz tej cholernej zielenie, w powietrzu czułaś tak samo tylko to zielsko mokre trochę od porannej rosy i zapach żyznej gleby pod twoimi stopami. Też nic ciekawego nie słyszałaś, jedynie szelest traw, łańcucha oraz wzmagający się wiatr z kierunku w którym zmierzaliście... Dziwie coraz głośniejszy wiatr, lecz niewyczuwalny ani nie widoczny po ruchach traw które wciąż spokojnie się gibały na lekkim wietrze nad tobą.
"Zaufać"? Uniosłam brew prychając z irytacją. Pożałuję, już żałowałam, ale co innego mi zostało, poza trzymaniem się Iana. Przysiągł, że gdy przestanę być sobą, zabije mnie, dlatego nie mogłam się od niego odłączyć. Nawet jeśli podążając za nim zmniejszałam jeszcze swoje już i tak marne szanse na wyzdrowienie. Ale bądźmy szczerzy, nawet nie miałam już nadziei na to, że się uda. Chciałam tylko nacieszyć się dodatkowym czasem.

Słysząc wzmagający się wiatr a raczej jego szum, zdziwiłam się bardzo. Trawa nie uginała się pod nim, sama na sobie również nie czułam jego siły. No ale co innego mogłoby wydawać taki dźwięk. Mogłam się założyć, że zaraz się przekonam. Nie czułam jednak potrzeby dzielenia się swoimi obawami z umarłym, w końcu już nie raz dowiódł swojej spostrzegawczości. Na pewno i z tego zdawał sobie sprawę. Stąpałam tylko ostrożniej, ciszej starając się zwracać większą uwagę na otoczenie.
[Els]

Nagle otworzyłaś oczy z kompanią bólu oraz jakże smutnej świadomości, iż znów ktoś poświęcił się dla twojego nic nie znaczącego życia... Znaczy nieżycia, które i tak miało się za niedługo skończyć, no i co z jego obietnicą? Miał dopilnować byś umarła nim zaraz w pełni opanuje twe ciało, jak zamierzał to teraz zrobić!? Jak niby miał zamiar się odrodzić teraz?

Z bólem w dolnych partiach obu części żeber podniosłaś się, jedne pęknięte a drugich brak, wspaniale. A ty sama... Kompletnie sama we wysokich na około półtora-metra trawach, to nie było ani trochę zabawne czy pocieszające. Rozejrzałaś się szybko, może znajdziesz gdzieś jakieś 'resztki' Iana bądź cokolwiek, ale był kolejny problem. Byłaś jakieś pół kilometra od wielkiej ściany, widziałaś jak w punkcie tego Wodospadu Traw gdzie była krypta, teraz widoczny był niebieski ogień Iana, który wyglądał jak wielki świetlik czy słaba lampa... Cholera, ile on ci jeszcze o sobie nie powiedział? Nie mógł wcześniej powiedzieć że tak potrafi!? I czemu byłaś już tak daleko od tego miejsca!? Jak niby teraz masz znaleźć jego ciało? Czy miecz, nóż, łańcuch... Cokolwiek co byś po nim miała...


Ale zawsze możesz tam pójść, poszukać czegoś, jakiś resztek, a może go samego? W końcu go ten płomień nie palił, chyba, w końcu ciebie on nie parzy... Myśląc o tym spojrzałaś na swe ręce, na sczerniałe wewnętrzne części dłoni oraz nadgarstków, smród spalonej skóry. Dopiero teraz go poczułaś gdy w pełni się otrząsnęłaś z upadku oraz tego co działo się na górze, nawet nie czułaś wtedy tego bólu... Ale wciąż mogłaś ruszać dłońmi, pewnie dzięki chorobie, jakbyś teraz zdrapała te kawałki spalonej skóry to byś najpewniej zobaczyło w co przeobraziły się twe zimne mięśnie, ale co cię to obchodzi... Czemu cokolwiek ma cię obchodzić? Najlepiej byłoby się powłóczyć do miejsca śmierci Umarłego, zakopać jego szczątki, a samej się położyć, czekając na cud bądź aż zatracisz się w zarazie pożerającej twe ciało oraz umysł... Chyba że twe plany zmieniły się od momentu gdy Ian jeszcze żył.

[Els zaktualizować informator pod względem stanu postaci oraz ekwipunku)
- Ja pieeerdolę - warknęłam ledwo otwierając oczy. Co tu się odkurwiło to nawet ja nie miałam pojęcia. I Ian... Co u cholery się z nim stało, w jaki niby sposób miałby przeżyć tamto... Tamten armagedon? Z bólem, sykiem i przeklinając cały ten świat wstałam ledwo na nogi czując się jakby mnie walec rozjechał. Czy coś. Już zaczęłam iść w stronę tamtego grobowca, gdy przypomniałam sobie o czymś. O prezencie od Umarłego konkretniej mówiąc. Z bardzo, ale to bardzo nieszczęśliwą miną włożyłam sobie rękę w trzewia by wyjąć to, cokolwiek to było. Po tym było nawet gorzej, gdy przyglądając się temu okrwawionemu czemuś, szłam do miejsca, gdzie zginęła za mnie kolejna przyjazna mi osoba. Jeśli rzeczywiście Ian miał jednak jakimś cudem wrócić zza grobu, byłam mu winna przynajmniej znalezienie jego gratów. Nawet jeśli wcale nie prosiłam go, by mnie ratował. Powiedziałabym nawet, że było dość przeciwnie.

W miarę jak posuwałam się utykając naprzód, przyglądałam się również pnączowej platformie czy też raczej jej resztkom. Chciałam móc jeszcze zbadać tamto dziwne miejsce i tę srebrną lawę. Czy miała ona coś wspólnego z trawiącą moje ciało chorobą? Czy konkretnie zjebałam maczając w niej palca? Obawiałam się, że odpowiedzią na oba pytania było "tak". A mimo to czułam jakąś niepohamowaną ciekawość i potrzebę wręcz, bo przyjrzeć się temu wszystkiemu z bliska. Ah, no i właśnie.

- Ej, Rezi, jesteś tam? - zapytałam czując się jak ostatni głupek. Dlaczego u licha w ogóle chciałam gadać z głosem z własnej głowy? Odpowiedz byłą całkiem prosta, bo byłam sama i czułam się z tym cholernie dziwnie. W końcu od kiedy przybyłam do tego świata jakimś cudem ani przez chwilę, pomijając oczywiście moment mojej ucieczki przed Brutusem, nie byłam sama. Jakoś tak... Nieswojo się czułam bez żadnego balastu ani nikogo, kto wyznaczałby mi kierunek albo kolejny cel. Nie musiałam ratować Nekrinki, nie musiałam przed niczym uciekać, nie było żadnego Umarłego, który ciągnąłby mnie naprzód. Cóż, ciekawie. Może wreszcie położę się i porządnie wyśpię. Zaraz po tym, jak znajdę rzeczy Iana.
Zaciskając oczy powiekami i sycząc długo z bólu, wsadziłaś dłoń do swych otwartych trzewi, prosto ku krzepnącej ranie w którą ktoś ci włożył kurwa niebieski klejnocik. Jakiś podłużny niebieski kryształ który Ian trzymał na swoim karku, był on cały ubrudzony od twej zakażonej krwi przez jakieś srebrno-czarne gówno, całkiem podobne do tej lewy w krypcie jakby nie spojrzeć... Cóż, ale ciebie nawet to już nie rusza, zrobiono ci sekcje na żywca, wyjęcie sobie czegoś z rany gołą ręką to drobnostka, czyż nie? Trochę poboli, a potem przestanie, jak wszystko...


Teraz trzeba było ruszyć z powrotem do tego miejsca, powolnym kuśtykającym krokiem do Iana, albo tego co z niego zostało. Chociażby znaleźć jego rzeczy które tobie by się niezwykle przydały, a przy okazji zbadać tamtą kryptę jeszcze raz, tym razem na spokojnie, tym razem mając czas...
Nagle się zatrzymałaś, gdy nadepnęłaś na coś zimnego, coś, metalowego wydającego dość charakterystyczny szelest. Pod swą lewą stopą miałaś metalowy łańcuch Iana, kilkaset metrów od miejsca jego śmierci, co on tutaj robił? Nieważne zresztą, może się przydać, tak samo jak oferta którą ci złożono. Niezwykle kusząca sprawa, nie dość że byłaby to forma nowego towarzysza, tyle że w twojej głowie, to jeszcze takiego który by coś wiedział... Odpowiadałby ci na pytania, na tyle pytań jakie miałaś we swej głowie, nie musiałabyś nawet wybierać, bo miałabyś chyba czas na wszystkie, trzy dni to wystarczająco by dowiedzieć się wszystkiego, co cię najbardziej korciło wiedzieć.
Kurwa, Ian, serio? Swoje klejnoty schowałeś w moim brzuszku? Pokręciłam głową z niesmakiem i wytarłam niebieski kamień o jakąś w miarę czystą część swojego ubrania. Lurian, tak? Ciekawe co takiego miałabym teraz z tym kurwa zrobić... A zresztą... Miałam w tej chwili nieco istotniejsze kwestie do rozważania, toteż schowałam po prostu kamień do kieszeni upewniając się wcześniej, że nie była dziurawa. Przy okazji sprawdziłam, czy wciąż miałam przy sobie swoje krzesiwo. Gdy chwilę później nadepnęłam na łańcuch, postanowiłam poświęcić kilka minut na rozejrzenie się dookoła za bronią Iana. gdyby to jednak mi się nie udało, planowałam sobie odpuścić i iść zgodnie z życzeniem mojego nowego przyjaciela na zachód. W końcu i tak w każdym momencie mogłabym zawrócić, a skoro oferował się odpowiedzieć na moje pytania... Jeszcze pożałuje tej propozycji - pomyślałam uśmiechając się złośliwie i owijając sobie dookoła pasa łańcuch Iana. Może kiedyś się do czegoś przyda...

- Dobra to zacznijmy od najważniejszego. Czym jest ta srebrna choroba? - zapytałam idąc wreszcie w kierunku, w którym najwidoczniej wszyscy chcieli mnie popchnąć.
- I co ma wspólnego z tą srebrną lawą z tamtej krypty? A i właśnie, powiedziałeś wcześniej, że to "wasz" grób i zostaliście pochowani żywcem? Jesteś Nekrinem? Myślałam, że Nekrini i to... Srebrne coś się raczej nie lubią, skoro ich krew to rozpuszcza. Jakie są w takim razie relacje Nekrinów, tego srebrnego czegoś i infernitów? Dlaczego wszyscy nawzajem się nie lubią? - zadawałam pytania chcąc jak najlepiej spożytkować najbliższe trzy dni.
Rozważyłaś propozycję, dość szybko się zgadzając na nią, odpowiedzi na pytania w tym świecie były czymś wartym złota. Wpierw jednak dałaś sobie czas na poszukaniu innych, nieco przydatniejszych rzeczy Iana, na przykład jakiś miecz bądź nóż... Niestety nic z tego nie znalazłaś, przynajmniej ciągle miałaś ze sobą swe krzesiwo, a kieszenie nie były dziurawe, Więc nie myśląc już zbytnio o rzeczach materialnych, wzruszyłaś ramiona, zawinęłaś na pasie łańcuch Umarłego i zawróciłaś o 180stopni, prosto na zachód za zachodzącym słońcem, no może jeszcze nie zachodzącym, ale za niedługo pewnie tak.

Zaczęłaś mówić do traw, która im dalej na zachód tym wyższe się stawały, dobrze że nikogo przy tobie teraz nie było. Samotna, podziurawiona, spalona, ze brakującymi żebrami oraz zarażana srebrnym gównem wariatka mówiąca sama do siebie... Jakby ktokolwiek był tu, widział cie i słyszał, to chyba by już dawno poszedł w przeciwnym kierunku.

Nie wiedziałam już, czy zwariowałam, czy zyskałam właśnie nowego, niematerialnego kolegę i w sumie mnie to nawet nie obchodziło. Grunt, że było się do kogo odezwać w czasie drogi. Szłam krok za krokiem w kierunku zachodzącego słońca planując na noc zatrzymać się jednak na postój. Bez jakiegoś punktu orientacyjnego jeszcze polazłabym w złym kierunku.

- No dobra, to zacznijmy od łatwego. Czy jesteś bądź byłeś Nekrinem? A jeśli nie - dlaczego powiedziałeś, że to wasz grób, że zostaliście pochowani żywcem? - zapytałam o to, co ciekawiło mnie najbardziej. Kim był w ogóle ten, który szeptał mi w głowie?
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13