Nekron

Pełna wersja: Wysokie Trawy
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13
[Nimarus]

Po kolejnych dwudziestu minutach na horyzoncie widziałeś już coś nowego, były to jakieś zagajniki. Oznaczało to że zbliżasz się do końca tych traw, chociaż tyle dobrego.

[Kriadasz]
Gdy zerwałeś się do truchtu doszedł nowy hałas który skupił twą uwagę. Na zachód od Ciebie szelest traw posuwanych przez coś większego niż dziwne zające czy kacyki, kierowało się to w twoją stronę gdyż z każdą sekundą stawał się ten szelest głośniejszy. Jeśli kierowało się w twoją stronę, a to robiło to musiał być drapieżnik mający chrapkę na coś większego niż większość stworzeń z traw...
Kriadasz postanowił porzucić już jakiekolwiek pozory tego, że porusza się cicho. Rzucił się do biegu z pełną prędkością, chcąc uciec przed tym czymś, co go goniło. Chociaż "uciec", to takie nieładne słowo... Po prostu zejść mu z drogi. Być może, jeżeli odpowiednio się oddali, to drapieżnik zwyczajnie da sobie spokój. Nie brzmiało to zbyt krasnoludzko. Ale z drugiej strony, od dawna nie czuł się tutaj jak prawdziwy krasnolud. Wiele już razy musiał podwinąć ogon. Duma niewiele miała z tym wspólnego. Tak, jak i teraz. Nie łudził się ani przez chwilę, że na dłuższą metę będzie w stanie przegonić drapieżników. Dlatego zwyczajnie pobiegł. Rzecz jasna, wciąż w kierunku (jak mu się zdawało) wzgórza. Na co niby miał czekać?
Nimarus spojrzał się na zachód chwile się zastanowiwszy nad swoim wyglądem, jeżeli to był ktoś kogo znał, to nie był pewien czy chciałby by on go teraz zobaczył. Myśląc nad tym, ostatecznie zdecydował się trochę podejść bliżej skradając się w tym kierunku. Zanim podszedł zdjął swój ekwipunek, tak by jak najmniej zwracać na siebie uwagę. Zastanawiał się czy mogli to być Ermeni... nie był pewien czy to byli oni, jednak w głębi duszy miał nadzieje która zapełniała jego umysł bardziej niż aktualne uczucie obrzydzenia wszystkim co żywe.
[Nimarus]

Nic nie widziałeś, po zostawieniu ekwipunku schyliłeś się chowając się w krzakach tracąc samemu widok na to co mogłoby być przed Tobą, lecz samemu też nie mogłeś zostać zauważony.
[Kriadasz]
Gdy tylko ty zacząłeś biec to coś także przyśpieszyło, biegłeś co sił w nogach lecz miałeś wrażenie że to coś było coraz bliżej Ciebie, bliżej i bliżej. Nadszedł w końcu moment gdy miałeś się odwrócić i stawić mu czoło temu czemuś gdyż byłeś pewien że zaraz Cię dorwę lecz...

WZW
Nimarus był ciekaw co to może być, co więcej to był jedyny punkt zaczepienia w tym całym morzu traw. Tak więc po chwili nasłuchiwania postanowił ruszyć po swoje rzeczy gdy nagle poczuł coś nowego, nadal nie do końca był przyzwyczajony do tego uczucia, ale nie uważał to za coś złego. Postanowił więc zabrać swoje rzeczy i podążać za tamtą grupą w bezpiecznej odległości. Korciło go by podejść choć odrobinę bliżej i sprawdzić czym to jest, ale póki co wolał nie ryzykować.
Trzymałeś się bezpiecznej odległości tak by twe nowe zmysły pozwoliły Ci trzymać się celu, w ten sposób ruszałeś się powoli na południe gdzie to wszystko parło...

Hmm... Zastanawiało go czy pozbycie się go było by dobrym pomysłem, jeżeli to strażnik  to jego brak mógłby wzniecić podejrzenia, jednak jeżeli to napastnik to pozbycie się go ułatwiło by mi ich dalsze śledzenie.
Wpierw chciał go zacząć obserwować i sprawdzić czy go wyczuje, tak więc wziął jedną z drewnianych włóczni powoli podchodząc do tego jegomoscia. Zachowując jak największą uwagę, podchodził stopniowo do swojego obserwowanego obiektu, w razie jakiejś reakcji na jego ruchy wycofał by się do tyłu wracając do wcześniej wspomnianej bezpiecznej odległości.
Nie mogąc czegoś zobaczyć zawsze najlepiej zakładać najgorsze, tak też uważał. Nie zamierzał atakować czegoś jeżeli nie znał tego możliwości. Zebrał więc swój ekwipunek i mając ciągle na uwadze jego obecność ominął go. Wtedy też zaczął zbliżać się powoli do grupy. Miał na uwadze stare założenia obserwowania ich z poprawką na to coś koło niego.
Nimarus nie zamierzał się zatrzymać, wręcz przeciwnie, przyspieszył, ciągle skulony w kierunku grupy. Zakładając że to coś chciało go zaatakować, Nimarus zdecydował się zaryzykować i zacząć biegnąć w kierunku grupy do czasu aż ten ktoś go sobie nie odpuści. Stawiając że potrafił go wyczuć, można było założyć że on nie jest częścią tej grupy, w innym wypadku oni również by wiedzieli o jego obecności. W tej chwili nie był pewien z czym ma do czynienia, jednak nie był pewien swoich możliwości bojowych, co więcej gdyby zaczął ścigać go to by on też cało z tego nie wyszedł.
Skulony w Wysokich Trawach biegłeś do większej grupy próbując oddalić się od żywej istoty która trzymała pewien dystans powoli krocząc ku Tobie, jakoś wiedział o twojej obecności a ty wiedziałeś o nim...

WZW

[Kriadasz, Katrel i Jaehaerys]

Wchodząc w trawy trzymaliście się blisko dając prowadzić krasnoludowi który jako jedyny z was nie ubolewał z powodu ran. Będąc między wielkimi trawami wyrastającymi ponad wasze głowy spodziewaliście się hałasu tutejszej zwierzyny albo owadów, czegokolwiek lecz ku waszemu zaskoczeniu było cały czas cicho, towarzyszył wam jedynie szum wiatru liści a od pewnego momentu odgłos fal. Nie mogliście nic widzieć co by było dalej niż parę metrów przed wami, otoczenie milczało a czucie czy węch było wypełniane przez wszędobylskie trawy.

Fakt takiej ciszy był jeszcze bardziej niepokojący, wzbudził w was niepokój a nie mogąc zająć zmysłów czymś innym ból w ranach Katreli i Jaehaerysa wydawał się narastać.
Krasnolud nic nie mówił. Żył w błogim przeświadczeniu, że nie ma u swego boku kretynów i Jaehaerys oraz Katrel będą się mieć na baczności. Cisza nigdy nie zwiastowała niczego dobrego. Mogło coś być w ich pobliżu, to wystraszyło wszystkie mniejsze stworzenia. Niemniej, Kriadasz już i tak nie mógł być bardziej czujny, niż był teraz. Szedł przez trawę w miarę szybkim co prawda krokiem, jednak wciąż nasłuchiwał i obserwował otoczenie, szukając zagrożenia. Już miał dość. Naprawdę nie chciał wdawać się w kolejną walkę, co zapewne zresztą nie skończyłoby się dobrze dla pozostałej dwójki.
Zaldriz caly czas szybkim krokiem poruszal się w strone plaży. Cisza jaka teraz zapanowala mogła oznaczać zbliżanie się robala.
Niektórzy z was zwolnili a inni przyśpieszyli kroku by się przypadkiem nie rozdzielić o chociażby metr, niepokój co niektórych dało się nawet wyczuć w powietrzu. Spodziewaliście tego że w każdej chwili może was coś zaatakować, że zaraz usłyszycie setki nóg wielkiego stawonoga zmierzającego w waszą stronę. Jednak ku waszemu zaskoczeniu przez dłuższy czas nic się nie działo, atmosfera cichej grozy wisiała w powietrzu trzymając was ciągle w napięciu i nadziei że jednak nic się nie stanie...

WZW
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13