Nekron

Pełna wersja: Wysokie Trawy
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13
Jak szalona wbiegłaś w większe trawy, byleby iść prosto na zachód, by zdążyć złapać swe życie ponownie. Wciągnąć powietrze ze smakiem, czując że znów go potrzebujesz. Nie do pomyślenia był fakt że mogłabyś nie zdążyć, pytałaś o to Reznila, ten lecz milczał przez dłuższy czas... Do cholery czy on wciąż tam był? Może cię opuścił? Albo było już za późno? Kurwa, co się stało tej nocy, nie może się to przecież przegrać w taki sposób!

... Jednakże, z wszelkich myśli nagle wyrwało cię nagłe oślepiające światło do jakiego się przebijał, wielka kula ognia na którą wprost się patrzyłaś, która nie była już przysłaniana żadnymi trawami...

[Wprowadzenie Iorlain]






Słyszysz szum wiatr, szelest traw, odgłosy nieznanych ci zwierząt oraz świerszczo-podobnego robactwa które krążą w twojej okolicy, leżysz na gołej ziemi... Otwierasz oczy, widzisz czarną glebę na której leżysz oraz zielone źdźbła traw które z niej wyrastając, w których jakimś cudem się pojawiłaś. W trawach które przewyższały by cię o dobre pół metra nawet gdybyś wstała na równe nogi... Skąd? Jak się tu znalazłaś, w tak wysokich trawach, nigdy nie byłaś w takim miejscu, a ciężko byłoby ci uwierzyć iż tak właśnie wyglądają zaświaty... Ale jeszcze ciężej uwierzyć ci jest w to że ktoś cię uratował i zostawił w tym miejscu. Czyżbyś miała jakiegoś tajemniczego przyjaciela? Oni wszyscy przecież albo umarli, albo odwrócili się od ciebie, nie miałaś nikogo już od dawna, więc czemu teraz... Kto cię uratował? Czemu cię tu zostawił... I tak właściwie to gdzie? Było tu zbyt zdecydowanie cieplej niż we twych 'rodzinnych stronach', do tego nie poznawałaś prawie żadnego dźwięku jaki docierał do twych uszu, nie licząc rzecz jasna samego wiatru oraz szelestu traw.


A gdyby tego było mało, chwilę po twym obudzeniu w powietrzu rozbrzmiał kolejny dźwięk, nienaturalna metaliczna fala... Niczym wrzask burzy której piorun były przemienione w żywy metal, którego rozbrzmienie rozciągała się na całą minutę, znacznie cichszy, lecz stalszy, nie słabnący na silę przez dobre pół minuty. A gdy zaczął słabnąć, znów uderzyła fala metaliczne hałasy, teraz niczym krzyżujące się miecze którzy rozdźwięk nieustannie ciągnął się kilometrami, aż nie minął po jakiejś minucie... Cóż to było za wycie zbliżone do monstrualnego dzwonu, lecz brzmiące zupełnie inaczej, przychodziły one od strony twych stóp gdy leżałaś na ziemi. Może mogłabyś ocenić ten kierunek konkretniej patrząc się w niebo częściowo przykrywane wysokimi trawami, ale dziwnie jasne słońce stało wysoko na niebie, a ty nie miałaś pojęcia nawet jaka była teraz pora dnia.
Leżąca w trawach sylwetka okryta zapewne zbyt grubym jak na tę krainę białym niedźwiedzim futrem przez dłuższy czas się nie ruszała. Budząc się Iorlain nie wiedziała, czego oczekiwać. Przez jedną chwilę była nawet skłonna uwierzyć, że trafiła do piekielnych czeluści, ten okropny wiatr i ciemności zdecydowanie zdawały się przemawiać za tą akurat opcją. Jednakże wybudzając się ujrzała zieloną trawę, żyzną glebę, jej uszy wyłapywały odgłosy pobliskiego robactwa.

Wszystko wskazywało na to, że była jeszcze żywa. Żywa i bardzo daleko od domu, mimo że był sam środek lata, taka pogoda była niespotykana w jej okolicach. Musiałaby spędzić tygodnie w drodze, aby znaleźć się gdzieś, gdzie byłoby aż tak zielono. A to wywoływało kolejną falę pytań, bowiem któż taki mógłby przenieść ją gdy była nieprzytomna tak daleko na południe? Po co? I jak długo spała?

Kobiecie nawet jeszcze przez myśl przeszło, że pewnie po prostu umarła i tak wygląda życie po śmierci właśnie, ale przecież czuła bicie swego serca, wciągała powietrze do płuc. Czuła się jak najbardziej żywa... Czyżby... Czyżby jej lud postanowił jednak ją uratować? Czyżby książę poszedł wreszcie po rozum do głowy? Nie... Niemożli... - rozmyślania przerwał jej nieznany odgłos dochodzący z pod ziemi. W pierwszej chwili odruchowo poderwała się na równe nogi próbując zorientować się za pomocą swojego szóstego zmysłu w otoczeniu. Czy były w pobliżu jakieś żywe stworzenia, przypuszczalnie ludzie, które mogłyby ten hałas wytworzyć? I czym on właściwie na bogów był?

Pytania tylko mnożyły się w głowie Iorlain i wiedziała, że w końcu będzie chciała poznać na nie odpowiedzi natomiast w tamtej chwili miała inny priorytet - było nim oddalenie się od miejsca swego przebudzenia. Ktokolwiek ją tu sprowadził, miał prawdopodobnie jakieś oczekiwania w stosunku do niej, oczekiwania, które prawdopodobnie miała zawieść. Nie była żywą bronią, nie miała też zamiaru poświęcać swego istnienia dla jakiegoś wyższego bytu, toteż zarzuciła sobie futro na plecy i upewniwszy się, że cały swój dobytek, który bogactwem nie zachwycał miała przy sobie, ruszyła w drogę. Północ, to ten kierunek najbardziej do niej przemawiał. Chłodna, spokojna północ. Byle tylko z dala od wschodniej granicy, nie miała ochoty toczyć więcej walk ani powodować więcej śmierci. Przynajmniej nie bez porządnego powodu. Kobieta starała się po temperaturze wyczuć "najchłodniejszy" kierunek i to ku niemu skierowała swe kroki.
Wciąż oddychałaś, twe serce biło we twej piersi, racją było że wciąż żyłaś... Choć to wcale nie ułatwiało zrozumienia tego wszystkiego, czemu tu byłaś, kto cię tu sprowadził oraz czemu? Jaki był ku temu cel, co od ciebie oczekiwano pozostawiając cię jedynie w środku tak wysokich traw, bez żadnego dobrego punktu orientacyjnego czy wytypowanej ścieżki. Pozostawiona samej sobie... W twoim przypadku to chyba najlepsze czego mogłaś się spodziewać od kogokolwiek, iż dostanie spokój i wolną rękę co do swych działań.


Upewniając się że miałaś przy sobie cały swój skromny dobytek, podniosłaś z ziemi rytualny harpun i ruszył w kierunku skąd zdawał się wiać chłodny wiatr. Poza tym nie wyczuwałaś żadnych większych zmian w temperaturze wokół siebie, wiatr wiał chyba w północy biorąc pod uwagę niebo, a to był najlepszy kierunek dla ciebie. Z drugiej strony jednak, stamtąd też pochodziły dziwne dźwięki sprzed chwili, po których to też nastąpiła dziwna cisza. Dopiero teraz się tego zorientowałaś, ale okoliczna fauna zamilkła gdy nadeszły metaliczne grzmoty i dalej milczała nawet jak te minęły. To też nie wyczuwałaś nic w okół siebie, choć byłaś pewna że gdy się zbudziłaś byłaś wstanie coś wyczuć we twoim pobliżu, tak teraz nie było przy tobie nic, prócz tych wysokich traw w których orientacja zdawała się być niemożliwa. Szłaś więc w kierunku z którego wiał wiatr... Oraz z którego znów zabrzmiały dziwne metaliczne grzmoty, rozciągnięte z wiatrem, nieustające oraz kończące się czymś co mogło przypomnieć uderzenie dzwonu. Czy to było na pewno coś co mógłby wytworzyć człowiek? Brzmiało tak, nieludzko, a jednocześnie jak coś co mógłby człowiek wywołać...




Po kilkunastu minutach marszu przez trawy nie działo się nic nagłego, prócz kolejnych nieludzkich brzmień dzwonów i metalicznych fal przebijających się przez tą trawiastą krainę. A między tymi metalicznymi skowytami, słyszałaś jedynie szum wiatr, szelest traw oraz samą siebie, wszystko inne co mogło kryć się w tym trawiastym morzu wciąż milczało. Nie mogłaś nawet wyczuć żadnego życia, żadnego ciepłą, prócz powietrza i traw jakie cię otaczały... Do pewnego momentu, źdźbła zaczynał się kurczyć, były coraz mniejsze, co mogło oznaczać że zmierzasz ku ich końcowy...

Lecz gdy te stały się niskie na tyle byś mogła ujrzeć co jest na nimi, to się nieco zawiodłaś, ale i zdziwiłaś. Wychylając swe oczy ponad źdźbła trawy ujrzałaś że wciąż byłaś w centrum jakiegoś oceanu wysokich traw, a teraz trafiłaś po prostu do prawie kilometrowej plamy, gdzie te trawy stają się niższe... A na środku tej plamy, mieściła się wieża z kamienia, bądź raczej coś między ruinami a budowlą która ledwo wciąż trzyma się całości. Krzywa kilkunastu metrowa wieża, dość wąska na nie więcej niż dziesięć metrów szara budowla, na której szczycie mieściło się chyba źródło nieludzkich metalicznych dźwięków, czyli wielki błyszczący w promieniach słońca o złotawych odcieniach płaski dysk... Miał z kilka metrów średnicy, wyglądał jak gong, który był zdecydowanie największym gongiem jaki widziałaś we swym życiu, zawieszony po walącym się dachem najwyższego piętra wieży, między siedmioma starożytnymi kolumnami. Skąd coś takiego, na środku tak wielkich traw, samych traw... Czyli dosłownie niczego...

A nawet jeśli ta wieża była dobre pół kilometra od ciebie, dostrzegałaś coś jeszcze, a mianowicie samego 'dzwonnika' tej tajemniczej wieży, a dokładniej, samą jego sylwetkę. Stał on przed swym wielkim złotawym dyskiem, robił coś przy nim zgarbiony niemiłosiernie, posiadała też posturę zdecydowanie większą od zwyczajnego człowieka... Jednak czy ty chciałaś zbliża się do tej wieży? A może obejść ją szerokim łukiem? Chociaż to właśnie tam prowadził cię szósty zmysł, z tamtego kierunku wiał chłodny wiatr, stamtąd też czułaś coś więcej prócz otaczającej cię zieleni oraz powietrza...

[Kassandra]

Krocząc wysokimi gęstymi trawami zaczynałaś czuć lekką klaustrofobię, którą dodatkowo wzmagały odgłosy kompletnie ci nie znanej okolicznej zwierzyny. Ot od różnych pisków czy cykania do dziwnych grzechotów lub klekotów, nic co by przypominało zwierzęta albo owady ze twoich stron. A tak obce dźwięki coraz bardziej utrudniały postawienie kolejne kroku, do tego kiedy miałaś wiedzieć że coś się zbliża konkretnie do ciebie? Nie mogłeś tego dostrzec, a te wszystkie odgłosy wzajemnie się zagłuszały, pewnie gdy się zorientujesz o jakimś drapieżniku lub czymkolwiek innym, będziesz miała zaledwie sekundy by się przygotować, temu też jeszcze mocniej zacisnęłaś dłoń na swoim sztylecie który podniosłaś bliżej swej szyi wsłuchując się w otoczenie. Czemuż żeś obrała tą drogę? Przecież Sawa cię ostrzegała byś z dala się trzymała od traw, a ty robiłaś tego kompletne przeciwieństwo zapuszczając się coraz głębiej w ich bezmiar...



Mogłaś jednak ciągle zawrócić, ponownie wejść i podróżować chyba bezpieczniejszą plażą, jednakże jak długo mogła by trwać ta podróż nim gdziekolwiek byś dotarła? Te wysokie trawy, prawdopodobnie znacznie bardziej niebezpieczne, mogły oznaczać znacznie szybszą drogę do otwartej bardziej przejrzystej przestrzeni, być może do jakiejś cywilizacji. Spojrzałaś ku górze, ledwo widoczne słońce które wędrowało od wschodu do zachodu, wędrowanie plażą było znacznie prostsze jak i sama orientacja. A tutaj? Między tymi trawami łatwo było się zgubić, jeśli zajdziesz zbyt głęboko to nie wiesz czy dasz radę bez żadnych problemów wrócić na starą trasę... A czułaś to wręcz w kościach, że ścieżka przez tą całą zieleń okażę się aż zabójczo ciekawsza niż podziwianie fal czy zachodów słońca na plaży...
Niech się piekło pochłonie, pomyślała, gdy nie wykonując nawet kilku kroków, usłyszała głos demona. Zawsze mogła cofnąć się w tył, zawrócić na rozgrzaną plażę, na której z łatwością dostrzegła by wroga, ale też i on dostrzegł by ją. Chociaż, czyż nie było to w tym momencie lepszą decyzją, niż tą, którą podjęła pod wpływem chwilowego uczucia gorąca? Nieco większy komfort za życie? Im dłużej o tym myślała, tym za większą głupotę uznała wchodzenie tu. Zatrzymała się, rozglądając wokół i warcząc do siebie.
- Jak to możliwe, że masz rację i jeszcze mi doradzasz? - wysyczała przez zaciśnięte zęby, odwracając się do tyłu. Pieprzyć to, pomyślała, gorąc wytrzymam, walkę z nie wiadomo czym już mniej.

Odwróciła się na pięcie i może nieco za szybko wypruła z traw, wracając z powrotem na piaszczysty teren. Kilka ptaków uniosło się po jej szaleńczym pędzie w górę. A może to nie ona była przyczyną ich lotu? Kto wie. Trzymamy się wytyczonego szlaku, pomyślała. Miała tylko nadzieje, że dotarcie do 'ludzi' skończy się dla niej szczęśliwie.
Skrytykowana przez drugą istotę zamieszkującą twe ciało i własne obawy spowodowały że im prędzej postanowiłaś zawrócić na pięcie tam skąd przyszłaś. Lekko niedogodność w formie gotowania się pod grubymi ubraniami na słońcu zdawała się znacznie przyjemniejsza niż to co oferowały ci te trawiaste gęstwiny... A gdy odwróciłaś się plecami w kierunku gdzie wcześniej szłaś, poczułaś wręcz w kościach jak puszczają cię zimne objęcia śmierci, a zimny pod który obleciał twe ciało przeradzał w gorąc spowodowany niechcianym głosem i stresem jakie wywoływały te wszystkie niepewnie odgłosy traw. Odnosiłaś dziwne wrażenie że jeszcze chwilę, a skrzyżowałabyś z czymś drogi, ale równie dobrze mogłyby to być sztuczki demona by który postanowił sam za ciebie decydować gdzie ostatecznie pójdziesz i czego będziesz unikać jak ognia... Zabawne że wcześniej dosłownie do zaatakowania samego ognia kusił cię on twe ciało i chyba wciąż zdrowy rozum.

Całe szczęście, nim cokolwiek zdążyło cię dopaść w tych trawach, ty zdołałaś się wydostać na tą samą plażę...

Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13