Nekron

Pełna wersja: Grota Ni Azgh
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Wielka, mająca kilkadziesiąt metrów średnicy grota o otwartym sklepieniu. Jej ściany porasta mech, grzyby i różnoraka roślinność z przewagą tej pnącej się. W Pnącza zaplątane są świeże i stare gałęzie tworząc dość grubą warstwę zasłaniającą kamienne ściany. W splątanej roślinności dostrzec można jednak gdzieniegdzie nieregularne otwory o średnicy około metra odsłaniające lśniącą odcieniami zieleni skałę. Mimo tak dużych rozmiarów w górnej części groty rozciąga się coś na kształt sieci ze splątanych pnączy ze zwisającymi z niej ciemnymi jakby kokonami w niektórych miejscach częściowo oplecionymi przez roślinność.

Woda w grocie jest mętna, uniemożliwiając dojrzenie dna nawet w słoneczne dni, gdy do tafli wody wody dociera więcej promieni. Sama jej powierzchnia jest w większości pokryta suchymi liśćmi i innymi kawałkami martwej roślinności i gałązkami. Dryfują w niej również gdzieniegdzie twarde, matowoczarne płaty o gładkiej powierzchni oraz... Kości. I to nie tylko zwierzęce. Woda jest bardzo słona co przekłada się na jej dużą wyporność, zanurkowanie na większą głębokość wydaje się niemal niemożliwe.
BURJAN

Podpłynąłeś przed siebie, do wnętrza groty, by móc się po niej rozejrzeć. Szybko odkryłeś, czym były dryfujące po powierzchni wody białe kształty. Kości. I to nie tylko zwierzęce. Niektóre były całe, inne połamane, jedne stare, inne nowe. Pozostawało ci jedynie modlić się, by cokolwiek obrało te kości z mięsa i skóry, było aktualnie nieobecne. Niestety gęsta roślinność i hałas wydawany przed spadający do środka deszcz w połączeniu z porywistym wiatrem skutecznie ograniczały twoje zmysły pozostawiając cię w niepewności co do tego, czy byłeś tu bezpieczny. Czy byłeś tu sam.

Oczywiście jeślibyś się na to zdecydował, mogłeś podjąć się próby wspinania się po roślinach porastających ściany groty - mimo, że wymagałoby to sporego wysiłku fizycznego, byłoby to jak najbardziej możliwe. A nawet gdybyś się poślizgnął bądź spadł, wpadłbyś po prostu do wody niczego sobie nie łamiąc. Rozwiązanie wręcz idealne, gdyby nie jedna sprawa. Całe to otoczenie, dziury w roślinności na ścianach dosyć jasno wskazywały na możliwość, że znajdywałeś się właśnie w czyimś leżu. Czy na pewno chciałeś dalej w nim przebywać? Czy może lepiej byłoby stąd uciekać, póki jeszcze mogłeś?
Nim podjąłem próbę wspinaczki wyżej rozejrzałem się jeszcze raz, liczne kości dryfujące w wodzie i szczątki martwych roślin, wszystkie bądź stare, bądź co gorsza nowa. To by wyjaśniały gorzkość te wody wypełnionej szczątkami najróżniejszego życia, resztek zwierząt, ludzi, roślin, wylądowałem kurwa w jakimś dole ofiarnym czy gdzie kurwa? Ta wyspa sobie ze stroi kurewskie żarty, tak samo Lyra czy Irelia Irylia czy jak tam jej kurwa było, wysyłać mnie w takie szambo nie oddając mi nawet moich rzeczy, chociażby noża który miałem wbite w ramię. Nie kurwa, radź sobie sam tonąc w ciemności, błądząc bo ciemnych korytarzach, a teraz pływając w toksycznej słonej wodzie w jakimś dole ofiarnym albo co gorsza leża jakiegoś przerośniętego pająka czy czegoś kurwa innego...

Spojrzałem jeszcze raz w górę, normalnie ta sieć z lian czy innych pnączy by mnie nie martwiła, ot sobie jakieś małpy czy inne istoty tej wyspy stworzyły most, jednakże obecność tych kokonów było dość jednoznaczne. To że niektóre były częściowo oplecione przez pnącza a niektóre nie oznaczało także tylko jedno, iż te nieoplecione były świeższe, na tyle by mieć pewność że cokolwiek pozostawia tutaj te szczątki, wciąż żyje i zamieszkuję tą grotę... Pięknie, tak blisko powierzchni, ale do kurwy jednocześnie tak daleko, nie ma szans żebym ryzykował tą drogą widząc szczątki istot moich rozmiarów i podobne kokony. Cofnąłem się do wejścia do tej groty którym tu wlazłem. Przypatrzyłem się jeszcze raz tej grocie, głównie jej dołowi czy nie może innych wyjść z tego miejsca, cały czas mając trzymając się ostrożności. Zerkając czy czegoś nade mną nie ma, dosłownie nade mną, na przykład na ścianie, albo na jakiejś innej ścianie czy suficie. Jeśli niczego nie odkryje niczego co by miało mnie zadowolić albo przekonać do zostania w tym miejscu, to cofam się tą samą drogą jaką tu przybyłem. Nie będę jak mucha 'wlatywać' prosto do sieci 'pająka', nie jestem idiotą. A po tym co już widziałem na tej wyspie to uwierzę nawet we wielkie pająki... Choć te małe, o ile jadowite były równie niebezpieczne w moim świecie.
Przebierając cały czas powoli kończynami, by utrzymać głowę nad powierzchnią wody rozglądałeś się uważniej po jej niższych partiach w poszukiwaniu innego wyjścia. Ze swej pozycji widziałeś kilka pogrążonych w ciemności wnęk, ciężko było jednak z tej odległości określić, czy prowadziły gdzieś dalej, szczególnie że bujna roślinność wszystko okrywała swym ciemnozielonym, grubym płaszczem. Zwracałeś też baczną uwagę na całe swoje otoczenie mimowolnie spinając się za każdym razem, gdy widziałeś ruch lub słyszałeś szelest listowia. Czy to tylko wiatr i deszcz? Czy coś nad tobą niezauważenie przemykało chowając się między roślinami? Nie byłeś w stanie określić, ale na wszelki wypadek wolałeś i tak nie zostawać tu za długo. Zacząłeś powoli cofać się do wyjścia czując gdzieś wewnątrz, że nigdy nie powinieneś był tu wchodzić.

Odwróciwszy się jednakże przodem do strony, z której przypłynąłeś zamarłeś czując przebiegający ci po plecach lodowaty dreszcz. Wyjście, gdzieś tutaj na pewno było wyjście! Przecież jakoś się przedostałeś do tej groty! A jednak twoim oczom ukazała się jednolita zasłona splecionej ze sobą roślinności. Rozglądałeś się bacznie na boki, jednakże nigdzie nie było widać otwartego wejścia do ciemnego tunelu jak to, którym płynąłeś jeszcze chwilę temu. Pływając w kółku poczułeś nagle pieczenie w swojej dłoni - był na niej widoczny, czerwonawy bąbel, jakby coś cię użarło. Pewnie jakiś robal, bo tylko wkurzającego robactwa brakowało tu do kompletu. Jeśli nie zeżre cię jakiś przerośnięty pająk, zrobią to cholerne muchy czy inne insekty. To jednak nie było w chwili obecnej twoim największym zmartwieniem.

Drzwi, czerwicowe drzwi, z którymi na tej wyspie zawsze musiało być coś nie tak. Albo nie miały klamek, albo prowadziły do jakiejś bezdennej ciemnej dziury, albo, jak w tym przypadku, tak po prostu postanawiały sobie zniknąć. W końcu nie udało ci się znaleźć wyjścia samym rozglądaniem się, musiałbyś podpłynąć do ściany i zacząć macać skałę, jednak gdy już zamierzałeś to zrobić, coś innego przyciągnęło twą uwagę. Ciemna sylwetka dryfująca w wodzie kilka metrów od ciebie. Ktokolwiek to był, jego zapewne nie widzące już niczego oczy oglądały odlegle dno, bowiem postać obrócona była plecami do góry. Od razu rzuciły ci się w oczy długie, czarne (może tylko dlatego, ze były mokre) włosy oraz kontrastująca z nimi blada skóra pełna ciemnych plam.
-Czerwica...- Wypsnąłem cicho spod nosa widząc, a raczej nie widząc tunelu którym się tu dostałem, ta wyspa miała ze mnie chyba coraz więcej ubawu. Jak były drzwi, to takie których nie mogłem otworzyć, jak było przejście, to takie które znikało samo z siebie? Do kurwicy, czy to były jakieś żarty!? Do tego bąbel na mojej dłoni, jak w kurewskiej czerwicy której na tej wyspie nie powinno być... Kurwa... Ale kiedy niby coś mnie użarło jak cały czas jestem w wodzie do czerwicy!? Niemożliwe bym się tutaj zaraził, na tej zasranej wyspie kurewską czerwicą! Nie jestem pierdolonym inkubatorem!

Pięścią uderzyłem w otwartą dłoń z bąblem, byłem coraz bardziej wkurwiony i nie obchodziło mnie czy przypadkiem bym pęknął tego bąbla czy nie. Brakowało mi do kurwy nędznej tylko tego by użarło mnie coś jadowitego, nosz kurwa wspaniale. Musiałem szybko odnaleźć wyjście, podpłynąłem więc z powrotem do ściany i go właśnie szukałem, do kurwy w ogóle mnie nie obchodził dryfujący trup. Miałem dość tego miejsca, szczerze wolałem już tamte ciemne tunele niż ten kurewski dół ofiarny pełny zgnicia i zepsucia. Tym bardziej nie chce spotykać tego co go zamieszkuje... Muszę się stąd wydostać, jak najszybciej, sprawdzić tego bąbla, jeśli jest on tym o czym myślę to najpewniej już jestem trupem. A wtedy będę całkiem pasować do tego miejsca, KUWRA! Teraz wszystko zaczęło się układać w jedną całość, muszę stąd spierdalać jak najszybciej!

Jeśli nie odnajdę wyjścia to pierdolić to, będę się wspinał na górę, lepsze to niż sczeznąć w tej wodzie na czerwice czy z innego kurewskiego powodu!
Uderzyłeś pięścią w pogryzione miejsce i stało się dokładnie nic, no może poza faktem, że zabolało. Dłoń pulsowała ciepłem, ale to tyle. Może panika i wyobrażanie sobie, jak z twojego ciała wykluwają się tysiące pajączków było nad wyrost? Przynajmniej jeszcze? W końcu nie raz, nie dwa w twoich stronach pogryzło cię jakieś robactwo i nic wielkiego się nie stało. Zresztą... I tak nic nie mógłbyś z tym zrobić, nawet gdyby było to coś poważnego.

Skupiając się na bardziej naglącym problemie podpłynąłeś z powrotem do ściany szukając wyjścia. Zanurzyłeś ręce w gęstej warstwie roślinności i wymacałeś kamienną powierzchnię pod spodem. Czyli to nie tu. Podpłynąłeś nieco w bok i powtórzyłeś poprzednie czynności a potem znowu i znowu z takim samym wynikiem. I już wreszcie miałeś się poddać i zacząć wspinać na górę, gdy twoje dłonie natrafiły na pustkę. Mogła to być co prawda tylko głębsza wnęka, ale i tak musiałeś to sprawdzić. Zacząłeś kurczowo odgarniać na boki pnącza, by dostać się na drugą stronę. Twoim oczom ukazał się upragniony widok - przejście, ciemny tunel. I gdy już przeciskałeś się na drugą stronę roślinnej zasłony, wydarzyło się kilka rzeczy jednocześnie. Gdzieś przed tobą, w ciemności zadzwoniły dzwoneczki a ich srebrzysty ton dotarł do twych uszu ponownie tego dnia. A gdzieś zza twoich pleców, z góry dobiegł syk przeradzający się w klekoczący dźwięk oraz głośny plusk wody. Coś wpadło do wody, sądząc po dźwięku jakieś kilkanaście metrów za tobą. Pytanie tylko czy miałeś czas, by rozglądać się po otoczeniu, czy powinieneś raczej uciekać w stronę dzwoneczków licząc, że ktokolwiek tym razem nimi zadzwonił, nie był nieprzyjacielem. Przynajmniej dla ciebie.
Jakże ma radość z odnalezionego wyjścia szybko minęła gdy tylko przedostałem znów znalazłem się w ciemnym zalanym korytarzu... Coś było za mną, i coś było także przede mną, zadzwoniło dzwonkami, więc zapewne była to ta sama droga którą tu przybyłem, na której końcu ktoś właśnie był do jasnej czerwicy. Ja to kurwa mam farta do komplikowania spraw, a jedyne czego do czerwicy chcę od ostatnich dni to wyjść na czerwicową powierzchnie! Jak jednak miałem to uczynić nie rzucając się ku ramionom samej śmierci!? Już jednak postanowiłem, nie wracam do tamtej groty, nie po tym co tam widział, po pnączowej pajęczynie, kokonach, szczątkach, czy ciele...

Zacząłem więc płynąć przed siebie, ku dźwiękowi dzwonków którym nie ufałem do końca, kto mógł w nie zadzwonić? Nim jeszcze zacząłem płynąc wykrzyknąłem w tamtą stronę, tak by każdy do cholery mnie usłyszał, bowiem jeśli było tu coś co chciało mnie zjeść, to na pewno już o mnie wiedziało.
-Hej! Kto tam!? Potrzebuje pomocy!-
Wołanie o pomoc, pomoc której kurwa szczerze potrzebowałem, by się stąd wydostać, by dowiedzieć się czy cokolwiek mnie użarło było czymś czym powinienem się przejmować. Cokolwiek było przede mną bądź za mną, powinno odpowiedzieć na moje wołanie jeśli było przyjazne, a jeśli nie to cóż... W każdej chwili brałem pod uwagę zawrócenie, płynąc tam gdzie ktoś mi odpowie, bądź tam skąd usłyszę mniej 'niepokojące' odgłosy...
Byłeś już blisko ucieczki z tego przeklętego miejsca, przedostałeś się za zasłonę i płynąłeś co sił w stronę dźwięku dzwoneczków, gdy coś złapało cię za kostkę i poleciałeś w powietrze kilka metrów, bo niczym puszczony po wodzie kamień wylądować z powrotem w środku otwartej groty czując obrzydliwą wodę zalewającą twoje usta i nos...