Nekron

Pełna wersja: Dziupla
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2
Mała artystka z tej driady się rodzi, szkoda że talentu jej brakowało, tak samo jak mi możliwości oceniania takich rzeczy, ale chyba wciąż byłem wstanie rozróżnić zwykłą mazaje od sztuki... Co nie? Zresztą, co się tym zadręczam, nawet nie wiem co ani kogo te malowidła miały prezentować, więc bez dłuższego myślenia o tym, po prostu wlazłem do wanny.

Woda w niej nieprzyjemnie chłodna? Mi to nie przeszkadzało, dobra do szybkie orzeźwienia się, ale co prawda lepiej się myśli w parującej i rozleniwiającej ciało wodzie... Gorąca kąpiel, coś co potrafiłem tylko ledwie wspominać, była to rzadka 'nagroda' na dworze Rozvertów, ale wtedy uwielbiam kąpiel w wielkim parującym basenie w którym pływały płatki róż. Dziś bym się skazał wieczny smród niż wlazł do tamtego basenu, podgrzewanego przez piece, w których to ogień płonął tylko dzięki pracujących w pocie czoła służącym najniższego szczebla.

Mam nadzieje że dziwnie wielkie meble dla tak małych mieszkańców nie było oznaką tego że będę musiał poznać kogoś jeszcze, pod kogo te meble zostały zrobione. Liczę raczej na to, że Illiria lubiła mieć dużo miejsca w swym łożu, w balii czy w wannie, lub że po prostu zdarza się jej korzystać z tych mebli jednocześnie z kimś innym... Tiaaa, brakuje mi tylko bym poznał 'największe' dziecko z tej zgrai, może Illiria tylko z wyglądu wyglądała dość dziecinnie, ale ta driada, jakby nigdy nie dojrzała.

Zresztą co będę się nad tym zastanawiał, co się to się stanie, nie mam na to żadnego większego wpływu. Tylko albo podniosę albo nie podniosę pierdolonej róży... Kto to w ogóle wymyślił? Może ta cała Pani tych ziem? Może okaże się że ona nie jest takim malutkim dzieckiem, tylko człowiekiem takim jak ja, może czasem odwiedza to miejsce i dlatego wszystkie te meble są takie a nie innej wielkości? Heh, myślałem że opuszczając piwnicę pozna jakieś odpowiedzi, a mam tylko więcej pytań...

Zresztą pomijając to miejsce, jak jest zbudowane i czemu jest takie a nie inne, o co chodzi z zachowaniem tych ceran czy nie-ceran? Czemu gdy temat wchodzi na te róże one się robią takie... Inne? Tak nagle, jak ta driada przed chwilą, z początku się tym nie przejmowałem, ale nic nie dzieje się z przypadku dwa razy u w przypadku dwóch zupełnie innych istot. Obie zmieniły swój ton, obie zaczęły chować swoją twarz za włosami, obie, obydwu poleciały łzy, obydwie skupiały się na tej głupiej róży... Jakby coś je opętało gdy tylko rozmowa kierowała się ku tym kwiatom, tym bardziej też mnie od tego kwiatu odstraszały. Choć szczerze byłem też niezwykle ciekaw co się stanie jak podniosę tą różę, bo miałem dziwną pewność że na pewno COŚ by się stało...



Ale to za dużo zadręczania się jak na ten dzień, miałem podobno cały tydzień, a teraz byłem w wannie na tyle dużej że mogłem wyprostować swe kończyny. Więc nic tylko się zrelaksować, skupić się na wpływającej wodzie do zbiornika, na jej chłodnym dotyku który nie tylko studziło moje ciało, ale także mój temperament, moje myśli... A na koniec, w błogiej ciszy i spokoju, zawiesić głowę do tyłu by powoli przymknąć swe oczy. Skoro na dole łóżko było zajęte przez driadę, to ja miałem dla siebie całą wannę. Nie ma co narzekać, szczególnie ze lubię takie chłodne klimaty... Szczególnie że, po tym wszystkim miałem ochotę zasnąć i chociaż w snach odejść z tego miejsca. Chociaż nie powinienem teraz zasypiać, ale nie miałem ochoty też temu się opierać... Zresztą, i tak nie miałem co ze sobą robić w tym 'więzieniu', tym bardziej więc dałem się porwać objęciom snu w towarzystwie wpadającej wody do wanny...
Czas powoli płynął dalej a ty myślałeś o tym wszystkim, co cię w ostatnim czasie spotkało, szczególnie o róży, tej cholernej róży i osobie, która ci ją podarowała. Dlaczego wszyscy wariowali, gdy temat schodził na ten kwiat? Co było z nim nie tak? No i co potencjalnie mogłoby się stać, gdybyś jednak przez te siedem dni jej nie przyjął? Zabiją cię? Tego nie wiedziałeś, ale twoja wyobraźnia zapewne kreowała kolejne możliwości w twojej głowie.

Mimo wszystko jednak miałeś jeszcze czas na podjęcie decyzji, toteż zdecydowałeś się na chwilę odprężyć i przestać o tym myśleć. Takie oczyszczenie umysłu mogło się pewnie okazać dla ciebie zbawienne, nie miałeś przecież od dłuższego czasu możliwości poleżenia w spokoju. Ciągle tylko walka o przetrwanie i ciągła przemoc... Czując przyjemny chłód kojący burzę w twojej głowie przymknąłeś oczy, przysypiając.

*  *  *

Otworzyłeś oczy będąc w zupełnie innym miejscu niż to, w którym usnąłeś. Wielkie pomieszczenie wydawało się nie mieć początku ani końca a sufit ginął gdzieś w ciemności. Rzędy wysokich kolumn oplecione jakimiś dziwnymi jakby pnączami lub żyłami pulsującymi w jednym rytmie układały się centrycznie dookoła perfekcyjnie okrągłego stawu o średnicy kilku metrów. Pnącza ze wszystkich kolumn wiły się niczym żywe węże po ziemi prowadząc po najkrótszej linii do stawu, w którym niknęły w mlecznej, lśniącej złotem wodzie. Nad samym brzegiem widziałeś jakiś ciemny kształt zanikający w głębi. Ciężko było ci określić, czym dokładnie był. Oświetlenie pomieszczenia pozostawiało wiele do życzenia, ze swojej pozycji jakieś może 50 metrów od stawu pomiędzy kolumnami nie widziałeś niczego dookoła siebie, nawet swoich butów.
-Co do...-Gdzie ja jestem!? Zacząłem natychmiast rozglądać się na boki i sprawdzać czy mam przy sobie swoje rzeczy. Co się stało, przed sekundami siedziałem trochę senny we wannie w łaźni, a teraz otwieram oczy w... A no tak.-... Sennie... Sen.-

Tak wygodnie się rozsiadłem w wannie odchodząc od wszelkich myśli związanych z dziwną rzeczywistością jaka mnie napotkała, że w końcu po prostu musiałem wpaść w objęcia snu. A jakby ktoś mnie tylko spróbowałby ruszyć to bym się chyba obudził... Chyba że, to właśnie teraz dopiero się obudziłem. Nah, od kiedy sny są realniejsze od rzeczywistości? Zapadłem w sen siedząc we wannie, w której to bez przerwy płynęła świeża chłodna woda kojąca mój umysł i relaksująca ciało... Niezwykle mi się to przyda po tym wszystkim co mnie ostatnio spotkało, co innego w końcu spanie na kamiennej posadzce w piwnicy, a co innego w dużej wygodnej wannie.

Przerwałem niepotrzebne oględziny samego siebie, wraz z rozglądaniem się natychmiast gdy zorientowałem się że jest to sen, uspokajając się z myślą że przecież był to tylko sen. Tym razem jeszcze raz, na spokojnie obejrzałem swoje ciało. Następnie ruszyłem w stronę stawu, nie przejmowałem się zbytnio kolumnami, zamiast tego przykucnąłem przy pierwszym pnączu jaki stał na mojej drodze i łapiąc za to żyłowo-wężowe pnącze przyjrzałem mu się. Czym to było i co mogło symbolizować?

Jednakże wciąż nie zapominałem o głównej atrakcji serwowanej przez sen, staw na samym środku oraz ciemny kształt nad brzegiem. Gdy skończyłem badanie dziwnej żyły, pnącza, czy czegokolwiek czym to było i nic nie miało zamiaru mnie powstrzymywać bądź zaciekawić, ruszyłem natychmiast w stronę stawu, przyglądając się mu jak i kształtowi nad brzegiem... Nie zamierzałem też od teraz spuszczać wzroku od samego stawu jak i ciemnego czegoś, nawet nie pozwolić sobie mrugnąć. Był to sen, a w śnie wszystko może zmienić się wciągu jednego mrugnięcia...

Przykucnąłeś sięgając do pnącza wijącego się na ziemi i złapałeś je. A właściwie spróbowałeś, bo twoja dłoń przez nie przeleciała i niczego nie dotknąłeś. Patrząc w dół jednak nie widziałeś swojej dłoni. Ani kolan, ani stóp. Jeśli to był sen, to musiałeś pogratulować swojej wyobraźni za stworzenie czegoś tak chorego. Nie będąc w stanie wejść z interakcję z dziwnym pnączem, tylko mu się zatem przyjrzałeś z bliska. Miało ono ciemny, chyba czarny kolor i lśniło lekkim światłem, w którym widać było pojedyncze, malutkie, złote drobinki. Kurczyło się ono i rozkurczało niczym serce emanując czymś przytłaczającym, czego nie do końca rozumiałeś. Uczucie podobne do palącego gorąca a zarazem mrożącego chłodu. Inne. Dziwne. Wszechogarniające.

Idąc (a może płynąc?) dalej przed siebie widziałeś, jak wszystkie pnącza pulsują we wspólnym rytmie wywołując na powierzchni stawu, w którym znikały, miarowe falowanie. Niestety woda, czy czymkolwiek była ta ciecz, nie była na tyle przezroczysta, byś mógł dojrzeć jej dno. Tym zaś, co rzuciło ci się w oczy były te dziwne, złote drobinki, unoszące się nad powierzchnią stawu. Wirowały one w niewidzialnych, miniaturowych wirach by później znikać w mlecznobiałych odmętach.

Podchodząc jeszcze bliżej widziałeś jak ten złoty pyłek wiruje dookoła ciemnego kształtu. Kształtu sięgającego ci może do pasa, wyglądającego niczym bardzo stromy, mały pagórek, niknącego w mlecznej mgle uchodzącej z wody i tych dziwnych, żywych splotach. Jako, że ten dziwny kształt znajdywał się po twojej stronie stawu i był przez niego oświetlany od tyłu, żeby zbadać go dokładniej, musiałbyś podejść bliżej i spojrzeć na niego z drugiej strony, gdyż z twojej pozycji widziałeś jedynie czerń.
Hmmm... Jeden z tych snów, gdzie jestem jedynie obserwatorem? Nie byłem wstanie chyba niczego tu dotknąć, ba, chyba nawet nie miałem czym. Nie było więc co dłużej siedzieć przy tych dziwnych żyłach, ciekawe czego żyłach, złote drobiny w nich płynące mogły znaczyć wiele i byle nie znaczyły tego co siedzi mi w głowie.

Idąc, płynąc czy lecąc przed siebie, nieważne co to zamierzałem się zbliżać do tego dziwnego stawu skupiając się jednoczenie na tym co czuję. Co czuję moje ciało, czy w ogóle coś czuło, czy w ogóle było, jakikolwiek dotyk, podmuch wiatru czy uczucie zanurzenia, czy chociażby uczucie oddechu... Skoro nie widziałem własnych rąk ani nóg, ani niczego to chociaż mogłem w drodze spróbować złapać sam siebie, przejechać dłońmi po przedramionach czy szyi, cokolwiek.

Staw, staw mógł być bez dna, mlecznym złotem wypełniającą nieskończony wir, czy te żyły z niego wysysały to coś? Czy może dostarczały? Będąc już blisko stawu jeszcze raz spojrzałem na kolumny, do jakiego punktu widziałem te dziwne żyło-pnącza owijające się w nich, wypompowywały czy może wpompowywały one te dziwne drobiny... Czy to miejsce było czymś żywym? Wyglądało ono jak opisywana w księgach alchemicznych tak zwana 'sadzawka życia', czy to ją mój umysł próbuje mi z wizualizować? Żyły które się kurczyły i rozkurczały, niosąc w sobie jednocześnie gorąc i mróz, złote cegiełki życia, a wszystko to prowadziło do sadzawki będącej miejscem narodzin wszelkiego życia... Ale czemu bym miał teraz o tym śnić?

I czym było coś, lub ktoś przed sadzawką, pagórek by nie miał sensu, prędzej coś, ktoś w czarnych szatach klęczący na brzegu stawu. W dodatku ten pył wirował w okół tego kształtu, w okół czegoś co by mogło być... Nie! Nie myśl o tym Burjanie, to jest sadzawka życia, dla żywych, nie dla martwych. Idź przed siebie, po prostu idź bez wyciągania pochopnych wniosków. Nad samym brzegiem przekonam się co jest czym, przekonam się co jest tym kształtem, oraz czym jest ta sadzawka, i pamiętaj to jest... Tylko... Sen...
Próbując skupić się na sobie, na swoim ciele czułeś krew płynącą w swoich żyłach, ale kompletnie siebie nie widziałeś, nie byłeś w stanie na siebie spojrzeć ani spróbować niczym ruszyć, jakby w sennym paraliżu. Wyjątkowo dziwnym, sennym paraliżu, jednak nie czułeś strachu ani paniki. Miałeś wrażenie, jakby twoje nieistniejące ciało i umysł zgrały się z całym otoczeniem a ciemność przyjemnie koiła twój wzrok, uspokajała i otulała niczym chłodna pierzyna w upalną noc dając ulgę. Ulgę szczególnie od emocji, od wspomnień.

Zastanawiając się, jak dokładnie działały te żywe pnącza, czy coś transportowały a jeśli tak - skąd dokąd, powoli przybliżałeś się do tamtego ciemnego kształtu. W głębi serca już wiedziałeś, albo przynajmniej domyślałeś się, co to mogło być. W twojej głowie na dosłownie setną sekundy pojawiła się nadzieja, nadzieja na ujrzenie tej jedynej, najważniejszej istoty na całym świecie dla ciebie. Szybko jednak wyparł ją zdrowy rozsądek. Sam sobie zabroniłeś chociażby myśleć o tym. O niej.

Gdy tylko byłeś w stanie spojrzeć na tamten ciemny kształt z innej perspektywy, zamarłeś. To nie mogło być to, to nie mogła być ona... I nie była. Mimo, że skóra nieznajomej była podobnie blada i nieskazitelna a jej włosy czarne, przykrywające niczym bardzo długi płaszcz jej plecy i dużą część ciała z przodu wijąc się po tym ciemnymi wstęgami po ziemi, jej ciało było widocznie kobiece, bardziej zarysowane niż na poły dziecinna jeszcze sylwetka R... Sylwetka tej, którą straciłeś. Jej twarz również była inna, bardzo gładka z bladymi policzkami i czerwonymi jak krew ustami a oczy zamknięte, o długich ciemnych rzęsach. Nieznajoma miała ręce złożone jakby do modlitwy, na podołku a jej nogi niknęły w mglistej wodzie i jej oparach. Wydawała się być podtrzymywana w pozycji siedzącej na brzegu stawu jedynie poprzez żywe pnącza oplatające jej ciało, bowiem jej głowa pozbawiona jakiegokolwiek oparcia zwisała wręcz z przodu, bezwładnie.

Kolejną falę bolesnych wspomnień wywołał strój kobiety, ubrana była bowiem w czarną, bardzo prostą suknię zawiązaną na szyi. Wisiała ona tak właściwie w uścisku tych pnączy bez ruchu, oddychając jedynie bardzo niemrawie w rytmie tych cholernych żył. Miałeś wrażenie że całe to pomieszczenie łącznie z nią żyje w jednym rytmie, ba, z lekkim przerażeniem mogłeś stwierdzić, że w jakiś pokrętny sposób i twoje nieobecne ciało dostosowuje się do tego rytmu.
Zamknąłem mimowolnie oczy i spojrzałem w bok... To była ona, czemu to do niej moje sny tak czesto prowadziły, strata do jakiej samemu doprowadziłem... A przynajmniej tak mogłaby by wyglądać gdyby wciąż żyła, gdyby nie spłonęła przeze mnie we swym domu. Oj Ruzo, to był tylko sen...

Ale nawet jeśli był to tylko sen, mogłem poczuć pojedynczą łzę. Moja Ruza w sadzawce życia, będąca centrum wszystkiego, paliwem mojego życia. Lecz wciąż jedynie niewielką sadzawką, bo ile mogło zostać z tej miłości i szczęścia we mnie, gdy czarna nienawiść wypełniła prawie wszystko. Ona mnie zawsze uspokajała, przywracała do zmysłów, przy niej zawsze moje tętno zwalniało, jakby wyrównywało się z jej, tak i było teraz. Nawet jak była zastygnięta w tej sennej modlitwie, jakby nawet po swojej śmierci wciąż się modliła za moją duszę... Nawet po tym co zrobiłem i o czym nigdy jej nie powiedziałem, na co nie miałem nawet siły gdy pożerały ją płomienie. Przed martwymi już nie da się mieć żadnych tajemnic, a mimo to ona wciąż przy mnie była, nawet w snach... Nawet na tym całym Elyonie, wciąż mnie prześladowała dając mi siły i chęci by żyć do następnego snu.


To był tylko sen, pamiętaj... Znaczy, jest... A może nie? Już sam o tym zapominam, już sam nie wiem czym bym chciał by to był sen, widząc najpiękniejszą Różę mojego życia. Chciałbym żeby była to pokręcona rzeczywistość, bym mógł uklęknąć przed nią i wpatrzony w jej urodę błagać o wybaczenie za wszystkie grzechy... Błagać o kolejną rozmowę, błagać o przebaczenie i zrozumienie, błagać by została, ale był to tylko sen. Masochistyczny sen który na celu ma dać mi sił oraz motywacji, nawet we śnie gdy ona nie żyła już od dobrych siedmiu lat, wciąż była moją żałosną słabością oraz siłą.

Ale nawet gdy nie była prawdziwa, dla własnego ukojenia, mogłem błagać ją i swój umysł o jej przebaczenie. Tak też musiałem zrobić, pójść na drugi koniec tego stawu i usiąść na jego brzegu, tak samo jak ona. Siedząc na brzegu z nogami w wodzie jeśli było to możliwe, patrzyłem na nią...
-Wybacz mi Różyczko...-
Wszystko tu żyło razem, z tej sadzawki życia, a sama sadzawka miała swe serce w niej, ona była centrum wszystkiego, ona była życiem, ona była złotym światłem które trzymało wszystko przy życiu, w całości... Mnie... Co, ja, kurwa, wygaduje... Przecież to nie była Ruza, tak mogłaby wyglądać Ruza, ale nie była, nie nie nie! Jakbym chciał zobaczyć Ruzę, to bym ją zobaczył taką samą jak w naszą ostatnią noc, a to? To była jedynie wizja, wizja niemożliwej przyszłości, wizja niemożliwego piękna które nigdy nie będzie realnością. Tylko gasnącym promykiem nadziei, jak ten niewielki staw otoczony ciemnością, jak moje serce, czarne z niewielkim stawem chęci do życia.

Pokrętny sen, sen z którego się chce już obudzić. Spuściłem z niej wzrok, spojrzałem wgłąb sadzawki, złotej wody i drobin których być może dna nie było. Po prostu się tam osunę, osunę spadając czy topiąc się w sadzawce życia póki się nie obudzę, jeśli nic się nie stanie... To tak zrobię, utopię się by móc się zbudzić i wrócić do porąbanej rzeczywistości, w której i tak nic na mnie nie czeka. Prócz oczywiście wymyślenia sposobu by wydostać się z czerwicowej wieży, bez nawet dotykania żadnej pierdolonej róży, ale o tym mogę myśleć nawet we śnie... Pytanie jednak co sobie wymyśle dalej, gdy wyjdę z tej wieży. W końcu jeśli to inny świat, to straciłem swój cel, mój sens do dalszego życia... Będzie trzeba wymyślić coś nowego, może coś, co nie będzie oparte na kłamstwie.
Chciałeś usiąść na brzegu stawu, naprzeciwko swojej Ruzy, ale nie byłeś w stanie. Czym chciałbyś usiąść? Co zanurzyć w wodzie? Nie miałeś przecież rąk, nóg ani czegokolwiek, byłeś tylko myślą, wizją, uczuciem. Duszą, jeśli wierzyłbyś kiedykolwiek w boga czy dusze. Nie wiedząc co robić dalej, zanurzyłeś się zatem w mlecznej wodzie lśniącej złotymi drobinami. Uczucie to było bardzo ciepłe i elektryzujące, pochłonęło cię do reszty a ty poczułeś, jak twoja świadomość odpływa...

* * *

Pierwszym, co poczułeś, był brak tlenu, twoje płuca paliły, dusiłeś się pod wodą ściskając jednak nos ręką, by nic się do niego nie wlewało. Chciałeś się podnieść, wynurzyć, ale nie byłeś w stanie. Twoje ciało w ogóle cię nie słuchało, jakbyś był tylko pasażerem na gapę, jakby ktoś odciął nerwy prowadzące z głowy do mięśni. Myślałeś już, że umrzesz, że się tam udusisz, w tej cholernej wannie, niezdolny do chociażby otworzenia oczu, gdy nagle twoje ciało samo się podniosło nabierając soczysty, głęboki łyk powietrza. Ręka przetarła oczy, które powoli się otworzyły i spojrzały w bok. Przy wannie stała Illiria, ubrana w kolejną długą do ziemi sukienkę, całą białą haftowaną w stokrotki z wiankiem z prawdziwych kwiatów na głowie. Ceranka miała założone ręce na piersi i patrzyła na ciebie z uniesiona jedną brwią, jak na jakieś niesforne dziecko.

- A ty znowu tu się chowasz? Myślisz, ze utopienie się rozwiąże twoje problemy? - zapytała podirytowanym tonem spoglądając na ciebie z góry. Nawet gdybyś chciał wstać, okryć się, twoje ciało miało inne plany. Rozsiadłeś się wygodniej w wannie opierając prawy łokieć na jej brzegu i głowę na prawym ramieniu, patrząc na Illirię z dołu.
Do czerwicy, a już myślałem że się nie obudzę, albo chociaż obudzę się sam... Ale w końcu trzeba było się wynurzyć z tej wody, czy symbolicznie we śnie, czy na jawie. Przecież jeszcze chwila a się uduszę, a jak to się stanie to usnę, tyle że bez snu w którym bym mógł spotkać Ruzę... Ale, ale coś było nie tak.

Czemu nie mogłem tego zrobić, czy był to jakiś paraliż senny? Nie, takowe nie występuję, nie w takiej chwili, organizm ludzki inaczej reaguje w chwili zagrożenia... Lecz kiedy to ja sam zatkałem sobie nos? Czemu nie mogłem ruszać swoim ciałem? KTO NIM RUSZAŁ ZA MNIE!? Nikt nie wmówi mi że paraliżem mogło być zastygnięcie własnej ręki na nosie, a potem nawet wynurzenie się z tej wody i to nie moim ruchem, siedząc w tej wannie jak nie ja... Ktooo... Ktooo ważył się mnie kontrolować?

A no tak, ceranka, ona mogła wiedzieć coś, szczególnie biorąc pod uwagę że już wróciła. Więc ten sen trwał nieco, raczej znacznie dłużej niż normalny sen w chłodnej wodzie mógłby trwać.
-Jakie znowu? Nie widzisz że tylko dbam o mą cudną cerę i czysty umysł? A tak poza tym, to wyjaśnisz mi czemu nie czuję swoje ciała?-
Powiedziałem dość sarkastycznie, o ile mogłem cokolwiek mówić... Musiałem skupić się na swoim ciele, na swoich mięśniach, na swej skórze, a tym by coś do cholery czuć. W końcu nie jest to wciąż sen gdzie byłem tylko pierdolonym obserwatorem... A może? Wciąż był to sen? Do cholery, mam dość wszelkiej magii, wiedź i tego kurewskiego miejsca. Co tu się do kurwy nędznej działo i kto miał moje ciało? Kto siedział w nim, kto je kontrolował, kto tu był jeszcze oprócz mnie! Halo skurwielu czy kolejna wiedźmo! Nie sądzisz że od tak opętywanie kogoś świadczy o skurwiałym poziomie kultury!? Oj radzę ci uważać, bo potrafię się bezmyślnie odegrać...

- Część na pewno. Ktoś się pytał o mnie? - próbowałeś się odezwać, ale z twoich ust wyszły inne słowa. Nie twoje słowa i zdecydowanie nie wypowiedziane twoim głosem. Co do kurwy nędzy się działo? Twoje ciało ruszało się bez pozwolenia. Mówiło bez pozwolenia. Co jeszcze? Długo czekać nie musiałeś.

Westchnąłeś przeciągle wstając z wanny. Illiria w międzyczasie zdjęła ze stojącego z boku parawanu szlafrok. Długi, jedwabny, kobiecy szlafrok w kolorze głębokiej czerwieni. Co u licha?! Rozłożyła go trzymając nad głową w dwóch rękach a ty, a raczej twoje ciało, obróciło się tyłem do niej, zakładając go na siebie. Czułeś coś dziwnego, mokrego i ciężkiego przylegającego do całej twojej skóry pleców i pośladków, kończącego się na udach, jednak nie to w tej chwili cię najbardziej zajmowało. Ujrzałeś bowiem swoje dłonie, blade, gładkie i smukłe dłonie bez żadnych ran ni blizn a kątek oka dojrzałeś w dole coś, czego nie powinno być. Piersi, kobiece piersi na twojej wiotkiej, gładkiej klatce piersiowej. Co do czerwicy?! Wiedziałeś już przynajmniej dlaczego to wszystko się tak bardzo nie zgadzało. To nie było twoje ciało. Nie mogło być, chyba że nagle jakimś cudem zamieniłem się w, nie ukrywając, całkiem ładną, zgrabną kobietę. Dobrze, że w pobliżu nie było żadnego lustra, bo byś chyba zszedł na zawał. Przynajmniej wzrost się zgadzał, wciąż spoglądałeś na cerankę z góry z podobnej wysokości. Ta jednak nie patrzyła na ciebie tak jak wcześniej. Ugh. Nie an ciebie. Na to ciało. Przeciwnie, jej wzrok był pełen szacunku i czegoś w rodzaju... Ciepła, troskliwości? Tych wszystkich rzeczy, których nie dane ci było doświadczyć.

- Wiem, że to boli kochanie, ale musisz się zebrać do kupy, albo ofiar będzie więcej. No, już, już, chodź - powiedziała do ciebie troskliwym głosem Illiria łapiąc cię za dłoń. Nagle widok ci się urwał, przestałeś słyszeć, przestałeś czuć. Znalazłeś się w nieprzeniknionej bieli. Oślepłeś?

Hah! A jednak, to był wciąż pierdolony sen! ... Sen?


Nawet ja bym sobie takiego snu nie zaserwował, oczywiście kilka rzeczy było tu kojarzących mi się, sama Illiria oraz to miejsce... Ale wcielenie się w jakąś kobietę? Czyżby tą znad stawu? Wyglądająca jak dorosła Ruza, dorosła ma piękna której tak na prawdę nigdy nie istniała, gdyż spłonęła tak młodo... To co widziałem to było kłamstwo, fałsz serwowany mi już nawet nie wiem przez co... Ale skoro nie był to sen, to co?

Wizja? Wizja od wiedźm? Lecz kim wtedy była ta kobieta, a może wspomnienie? Wizja czy wspomnienie... Wtedy wszystko by tłumaczyły te meble, istnienie trzeciej z ich wszystkich. Jednej ceranki, jednej driady i jednej... Kogo? Człowieka? Jej skóra była blada, była wysoka jak ja, więc była człowiekiem, czy kimś innym? I czym do czerwicy było to wszystko co ja widziałem, oraz czemu!? Skoro nie był to sen, to było to co? W tym mętliku jaki rodził mi się w głowię wcale nie pomogła mi to nagłe urwanie...

Urwanie jakby wspomnienie się skończyło, w końcu była tu Illiria, było to to samo pomieszczenie... Więc tak, musiało to byś wspomnienie, kolejne magiczne sztuczki tych wiedźm, jeśli ich mrocznymi słowami nie dałem się przekonać do podniesienia róży. To musiały w końcu spróbować czegoś nowego, muszę przyznać że dałem się nabrać na 'sen'... Ale jeśli to było tylko wspomnienie to wciąż, nic mi tu nie grozi. A przynajmniej taką miałem nadzieję, bo zamierzałem też wykorzystać okazję by dowiedzieć się czegoś więcej. Skoro mnie uwięzili w tej drzewnej wieży, to chociaż wyjdę z niej nie swoim ciałem, a umysłem. Użyjmy tej waszej magii przeciwko wam, zobaczmy co się stanie... Zobaczmy kto tego pożałuje, być może to będę ja, a być może nie, co w końcu mam do stracenia? Wolność? Nieee, życie mi tylko zostało, a póki co nikt tutaj nie wykazał chęci z jego odbieraniem.
We wszechobecnej bieli zaczęły wirować złote drobinki sięgając ku tobie, tworząc wstęgi oplatające się dookoła całego twojego ciała i nagle zostałeś jakby zassany do góry z siłą tak dużą, że potoczyłeś się jeszcze kilka kroków od sadzawki. Znów byłeś w tamtym ciemnym pokoju z kolumnami, ale tym razem sytuacja nieco się zmieniła. Potoczyłeś się po ziemi... No tak... Tym razem miałeś swoje ciało, obie ręce, obie nogi a co więcej, mogłeś nawet nim ruszać! Ale wyglądało na to, że nie tylko ty się ruszyłeś. Czarnowłosa kobieta nie wisiała już bezwładnie nad brzegiem stawu ani nie była w dalszym ciągu opleciona przez te żywe pnącza. Przeciwnie, stała na krawędzi, tuż nad mleczną wodą z założonymi rękoma na piersi. Ze swojej pozycji za jej plecami praktycznie wiele nie widziałeś, gdyż skryta była pod ciemnym płaszczem swoich własnych włosów, ciągnącym się dalej za nią lekko po ziemi.

Czy to naprawdę była Ruza? Czy to mogła być ona? Tutaj, teraz, żywa, tak blisko. Mógłbyś do niej podejść, spojrzeć jej w twarz, może powiedzieć to wszystko, czego za życia się nie odważyłeś... Ale... Biło od niej coś dziwnego. W pierwszej chwili się nie zorientowałeś, jako, że twój umysł się zaczynał powoli do tego przyzwyczajać, jednak teraz zdałeś sobie sprawę. Czułeś się przygniatany, przytłoczony, jakbyś stał nie przed młodą kobietą a jakimś wielgachnym, wyszczerzonym... eee? Smokiem? Czy czymś innym, co byłoby tak przerażająco, jak to uczucie, które wkradało ci się teraz do głowy. Czułeś się jak mały robak, jak ziarnko piasku przed oceanem a twój umysł błagał cię, byś uciekał. Tylko po co uciekać we śnie?
Okej, co tu do cholery się dzieje, to nie był zwykły sen, nie odkąd wpadłem w czyjeś ciało, w czyjeś wspomnienie... Chyba nikt nie powie mi że wanna w której się myłem była jakaś zaczarowana? Jak chyba wszystko, nawet drzwi w tej pierdolonej wieży. Potrzebuje jakiś odpowiedzi, odpowiedzi po co to wszystko, po co tu ja, po co mam podnieść różę, dlaczego jestem gdzie jestem.

I wiem także że nie była to Ruza, mogła być tym czym Ruza nigdy się nie stała, ale wciąż nią nie była. Wstałem powoli z ziemi, by móc czuć własne nogi które podtrzymują mój ciężar, nacisk podeszew moich stóp na podłoże tego miejsca. Tego sennego miejsca, które było czymś więcej niż zwykłym snem, jeszcze raz szybko obejrzałem się po otoczeniu ruchem głowy w lewo i w prawo. Czy nic się nie zmieniło, czy kolumny były na swoich miejscach, żyły je oplatające też, oraz tym bardziej czy te żyły nic się nie zmieniły w swoim wyglądzie czy 'zachowaniu'. Także szybko spojrzałem na siebie, by wiedzieć czy tam właściwie teraz byłem...

Lecz nie otoczenie było teraz tym co mnie najbardziej interesowała, nie też sam dziwny staw który raczej nie był tym co myślałem, lecz kobieta stojąca na krawędzi mlecznej złotawej wody. To nie była Ona, a dopóki nie byłem przynajmniej tego pewien, to była zwykłym kłamstwem, kłamstwem które ukrywa jakąś prawdę, prawdę kim ona jest... A coś czułem, że żeby rozwiązać tą całą porąbaną zagadkę, tego co się ze mną stało, tego gdzie jestem i co tu się odkurwia, to ona była kluczem. Jej osoba, wiedza kim jest, wiedza ta była kluczem do następnym drzwi, brakującym elementem układanki, która rozwiązana zaprowadzi mnie do kolejnych drzwi... A nagrodą będzie wolność, świadomość prawdy nie spowitej tajemnicą ani kłamstwami, wtedy dopiero, będę mógł na nowo odkryć swój następny cel, by nadać znów sobie sens.


Zwrócony w stronę tej kobiety przysłoniętej płaszczem czarnych włosów, znałem już swój cel na teraz. Dowiedzieć się kim ona jest, w końcu chyba wszyscy tego chcą, inaczej by mnie tu nie było. Nie przejmowałem się groźną mityczną aurą jaka miałaby spowijać tą kobietę, zamiast strachu wzbudzało to we mnie gniew i odrazę... Kiedyś już byłem w podobnej sytuacji, w samym leżu podstępnej hydry, mitycznego stwora o wielu głowach, wtedy! Wtedy byłem przerażony, ale też pchnięty przez dopiero co zrodzony ogień nienawiści w mym sercu, wyrwałem się z objęć zdrowego rozsądku zapominając o strachu. Spaliłem całe ciało, każdy łeb by nowe nie miały nawet z czego wyrosnąć... Pewną znacząca różnicą między wtedy a teraz, było to że już nic nie miałem do stracenia prócz życia którego i tak nikt nie będzie pamiętał.

Bez namysłu ruszyłem przed siebie, poznać trzecią osobę, trzecią kobietę na tym całym pojebanym Elyonie. Gdy już do niej podszedłem, złapałem ją gwałtownie prawą ręką za ramię próbując wymusić na niej obrót w swoją stronę, nie zmuszając jej do tego obrotu siłą, miała to zrobić sama. Ja tylko chciałem jej w tym pomóc i puścić ją natychmiast gdy zacznie się obracać, wciąż w końcu wyglądała jak Ona, chyba. Z wbitym w nią spojrzeniem, niezależnie też od bólu czy czegokolwiek co stanie mi na drodze, na moich ustach malowały się słowa nim ta w pełni się do mnie obróciła... O ile w ogóle się obróciła.
-Kimże jesteś, i cóż próbujesz osiągnąć sprowadzając mnie 'tutaj'?-


Dotąd chyba prowadził ten 'sen', czyż nie? Poznać tą która ciągnie za sznurki, tą która tak na prawdę chciała bym podniósł tą cholerną różę. Pewnie chcesz żebym to w końcu zrobił? Powiedz mi to tym razem osobiście, powiedz że są to 'tylko kwiaty', powiedz mi, no powiedz czemu...
Byłeś nieco zdezorientowany ostatnimi wydarzeniami, sytuacja raz po raz diametralnie się zmieniała i, co gorsza, odbywało się to kompletnie bez twojej woli i wiedzy. Przynajmniej to ciemne pomieszczenie wciąż pozostawało takie samo, jedynym, co się zmieniło, była pozycja czarnowłosej. Chociaż, to właśnie ten "element" wnętrza budził w tobie największe emocje. Jedyne emocje. Stwierdziwszy, że jest to jedynie sen, nie przejmowałeś się aż tak bardzo sobą, chociaż niewątpliwie możliwość stanięcia na własnych stopach, poczucia wreszcie własnego (chyba!) ciała była niejako uspokajająca. Spojrzawszy na swoje ciało, ujrzałeś te same blizny i oparzenia, co zwykle, opatrunek na zranionym ramieniu i bieliznę, w której wlazłeś do wody zanim... Zanim usnąłeś.

Bez myślenia, bez zachowania żadnej ostrożności, bo w sumie jakie były ku temu przesłanki, złapałeś znajomą nieznajomą za ramię, chcąc wymusić na niej obrót w twoją stronę. Gdy tylko to zrobiłeś, poczułeś... Że to nie był najlepszy pomysł. Uczucie było elektryzujące, przeszywające, jakbyś złapał za drut pod wysokim napięciem. Twoje kończyny zwiotczały, ale nie mogłeś rozluźnić dłoni, nie mogłeś jej puścić. Padłeś przed czarnowłosą bezwładnie na kolana z uniesionym prawym ramieniem, z dłonią na jej bladej, gładkiej skórze tak podobnej do innej dziewczyny... Jednak na skórze Ruzy nigdy nie osiadał złoty pył, nie była także tak gorąca...

Kobieta, zgodnie właściwie z twoim zamiarem, obróciła się do ciebie przodem i złapała twoją twarz w swoje delikatne dłonie, unosząc ją ku sobie. Nie mogłeś odwrócić wzroku, gdy ta patrzyła ci w oczy, czułeś jakby zaglądała do twojego środka, jakby patrzyła bezpośrednio w twoją duszę, ale to w tej chwili nie było ważne, bowiem pochłaniało cię złoto jej spojrzenia. Płynne, mieniące się złoto prawie jak to we wzroku Illiri, tyle że o wiele intensywniejsze, o wiele żywsze. Nie mogłeś się ruszyć, nie mogłeś oddychać, nie mogłeś nie patrzeć. Krwistoczerwone usta wygięły się w lekkim, smutnym uśmiechu.

- A więc zamiast przyjąć mą różę, wolałeś sam do mnie przyjść? - zapytała przykucając przed tobą z twoją twarzą wciąż w jej dłoniach. Niby chwyt miała taki delikatny a i tak nie byłeś w stanie się wyrwać. Ba ledwo byłeś w stanie ruszyć innymi częściami ciała, bowiem prawe przedramię i dłoń wciąż pozostawały sparaliżowane, zaciśnięte na ramieniu nieznajomej.
Czerwww... Nie tego się spodziewałem, że jej skóra jest pokryta jakąś paraliżującą trucizną, jak u trującej żaby. Zapomniałem by od wiedźm spodziewać się niespodziewanego, wciąganie mnie w ich senne wspomnienia to ich zabawa, nie moja, na ich zasadach, nie mogę o tym zapominać... Lecz nie mogłem zaprzepaścić lekkiego zadziornego uśmieszku gdy widziałem że mimo wszystko poszło wszystko tak ja zamierzałem, no może nie kolejnego częściowego paraliżu i klęczenie. Ale wciąż, zwracając jej uwagę na siebie, osiągnąłem swój cel, dowiedziałem się kim jesteś moja piękna Ruzo, jesteś Panią tych ziem, tą od której pochodził dar róży.


Teraz gdy wiem kim jest, zostały dowiedzieć się czego chce, czemu to wszystko się dzieję, czemu ty mi to robisz moja Ruzo... Czyżbyś nie spłonęła tamtej nocy? Czyżbyś przybyła tutaj odnowić swój ród? Nie... W tych pięknych złotach oczach nie było mojej Ruzy, to coś zaglądało we mnie, nie znało mnie. Próbowało mnie nabrać, złagodzić swym wyglądem, w końcu nikt nie mógł mieć tych pięknych złotych oczu co Ruza, ani jej czarnych długich włosów czy bladej cery. Nie w tak nierealnym miejscu, nie wtedy gdy wszystko traci sens będąc częścią magicznych sztuczek... Sztuczki który stworzyła przede mną obraz kobiety idealnej, której widok mógł być nagrodą samą w sobie, nagrodą dzięki której zapominałem o wszelkim bólu fizycznym... I wzmacniając ten drzemiący w mojej 'duszy', nie zamierzałem nawet walczyć z jej spojrzeniem, niech se podziwia wrak człowieka.
-Więc... Wybacz za najście...-
W trakcie mych z początku nieprecyzyjnych słów, walcząc z tym dziwnym paraliżem starałem się podnieść moje lewe kolano i ułożyć na nim swą drugą rękę, można powiedzieć że tak było mi 'wygodniej'. Czas teraz przejść do sedna, chciałaś bym przyjął twą różę posługując się swymi poddanymi, chcesz czegoś ode mnie, powiedz mi to osobiście, a nie krzywdząc swe sługi traktując ich jak żywe gołębie pocztowe.
-...oj piękna Panienko tych ziem, ale chyba się zgubiłem. Skoro jednak już tu jestem, to muszę pozwolić sobie zapytać, jaki ból cię dręczy?-

Z 'Panami' trzeba ostrożnie, uważać na słowa, szczególnie gdy to nie ty dyktujesz warunki. W końcu wciąż chciałem wyjść na wolność, żywy... A jej spojrzenie nie było zwykłe, nie było oczywiste w swych zamirach. Nie mogłem też oczekiwać że odpowie mi na to, co nie odpowiedziała mi przed chwilą, nie jeśli znów zadam te same pytania. Nie jeśli będzie widziała we mnie robaka któremu nie musi nic odpowiadać, gdyż tym razem mierzyłem się z prawdziwym smokiem, nie marnym porównaniem swej fatalnej sytuacji do walki z mitycznym stworem, tym razem to było na prawdę. Postawiony przed potężnym bytem, który mógł być taki na prawdę, bądź tylko w tym dziwnym śnie. Nie mogłem też pytać o źródło jej problemu, gdyż oczywistym było że mi nie odpowie, mogłem jednak chyba zapytać, co takiego czuje... Nawet jeśli nie odpowie, to się czegoś o niej dowiem.
Mimo, iż czułeś jakbyś poruszał się w jakiejś galarecie, udało ci się z trudem zmienić pozycję. Mogłeś z trudnością ruszać resztą swoich kończyn, jedynie ręka i głowa pozostawały w mocy nieznajomej.
- Nie... Nie zgubiłeś się. To twój senny umysł cię tu przywiódł - odpowiedziała z zamyśleniem, lewą ręką zdejmując twoją prawą dłoń ze swojego ramienia i delikatnie "odkładając" ją tak, by wisiała luźno przy twoim boku. Powoli odzyskiwałeś w niej czucie. Czarnowłosa przeniosła dłoń z powrotem na twoją twarz i wyprostowała się, ciągnąc cię za sobą. Czułeś wyraźnie, że nie była zbyt silna, nie fizycznie, gdyby nie to elektryzujące uczucie bez problemu wyrwałbyś się z jej uścisku. Czy jednak tego chciałeś? Co mogłeś zyskać szarpiąc się z nią? Szczególnie, że jak dotąd wszystko szło po twojej myśli.

- Może kiedyś ci opowiem, jeśli zasłużysz sobie na moje zaufanie. Tymczasem zdradź mi swoje imię, jako że moje już jak mniemam znasz - odpowiedziała ci cicho, nawet nie specjalnie rozkazującym tonem. Było to po prostu stwierdzenie, bez wyrazu. Krótko też po zamilknięciu puściła cię, uwalniając cię całkowicie i odwróciła się z powrotem tyłem do ciebie siadając na krawędzi stawu. Nie zanurzyła jednak nóg z powrotem w mlecznej wodzie, zamiast tego położyła je razem na ziemi siadając bokiem z ciężarem ciała przeniesionym na lewą stronę, oparta na lewej ręce. Na tę też stronę odgarnęła czarne, o wiele za długie włosy, odsłaniając w połowie nagie przez krój sukienki plecy. Prawą dłonią zaczęła delikatnie mieszać w nieprzezroczystej wodzie wpatrując się w nią bez reszty pochłonięta. Po chwili, jakby coś sobie uświadomiła, odwróciła się z powrotem do ciebie.

- Jeśli kiedyś znowu tu przyjdziesz, nie wskakuj tam ponownie, o ile życie ci miłe - zwróciła się do ciebie czarnowłosa wyciągając w twą stronę prawą dłoń w niewiadomym celu.
Jeśli zasłużę na zaufanie? Więc niestety jak zgaduję, mój pobyt tutaj oraz ta 'relacja' będzie trwać nieco dłużej niż my się wydaję... I chyba powinienem sobie odpuścić myśli że wrócę do swoich stron w najbliższym czasie, bądź kiedykolwiek za tego życia. Cóż, to nie tak że wiele mnie tam trzymało, lecz zawsze tam był świat który już znałem i wiedziałem czego mogę się po nim spodziewać. Tutaj, czuję się jakbym był znowu szczylem który nic nie wie o świecie w jakim żyje, nie podobało mi się to, żyć w takiej niewiedzy. Nie wiedząc dosłownie o niczym, nawet jak otworzyć pierdolone drzwi, a co dopiero wiedzieć jak mój umysł mógł mnie 'tu' przywlec...
-Mój umysł? Chyba nie do końca rozumiem...-

Umysłowe, duchowe, ponadmaterialne tematy to chyba nie moja specjalność, nie jestem mnichem by wierzyć w takie rzeczy... A przynajmniej by sądzić do niedawna że są to tylko jakieś bujdy na resorach... Tak samo jak dziwny 'elektryczny' paraliż spowodowany samym dotykiem jej osoby, nie uwierzyłbym dopóki by to się nie stało. Przynajmniej nie obejmował całego ciała i wciąż mogłem się ruszać w ograniczonym stopniu, zawsze to pewne poczucie jakiejś kontroli i nie kompletnej bezbronności.


-Więc się nie mylę, Panienka Rossphan, z rodu Phervis jak miewam? Wciąż nie jestem pewien, czy to koszmar żerujący na mych wspomnieniach, czy coś prawdziwego... Niestety swe imię zapomniałem jakieś siedemnaście wiosen temu, mów mi Burjan, bądź jakkolwiek chcesz...-
Koszmar, czy pokręcona 'rzeczywistość', dobrze było rozmawiać z kimś, kto tak bardzo ją przypominał, nawet jeśli była to jakaś sztuczka... To taka której ciężko było się oprzeć, żeby być móc ją zaatakować musiałbym sobie chyba zawiązać oczy. Gdyż wspomnienia nie pozwoliłyby mi po raz kolejny skazać Ruzę na cierpienia czy to w ogniu, czy w jakkolwiek inny sposób... Co za bezsilność, nawet kajdany nie były tym razem potrzebne ani żadna inna forma uwięzienia, tym razem wspomnienia same w sobie były tymi kajdanami... Żałosne...


Gdy ten dziwny paraliż zanikał, odruchowo złapałem nadgarstek prawej ręki kręcąc dłonią by pobudzić ją do szybszej otrzęsienia się z tego paraliżu. Głową tak samo przechyliłem raz mocno na jeden bok, a potem na drugi możliwie strzelając karkiem, jeśli było to możliwe w tymże miejscu. Wciąż jednak nie odrywałem zbytnio spojrzenia od tej kobiety, wciąż była tu jedyną tak niepowtarzalnie interesującą 'rzeczą'... W której to przynajmniej w końcu zacząłem dostrzegać różnice, Ruza nigdy tak nie wyrosła, jej suknia tamtej nocy była czarna, ale pełna bez odsłoniętych pleców o licznych ciemno-niebieskich wzorach róż. Wtedy była, tak dawno temu... Tak boleśnie dawno...

Gdy w pełni odzyskałem da sobą kontrolę, jeszcze nim kobieta wypowiedziała następne słowa podszedłem do niej, czy do stawu stając około pół metra, może mniej od niej z jej prawej strony. Wtedy też skierowałem swój wzrok z powrotem na staw, obserwując dziwną wodę z bliska, zastanawiając się czym dokładniej to jest, jeśli nie sadzawką życia z ksiąg alchemicznych.
-Gdyby życie było mi miłe, nie było by mnie tutaj.-

Wciąż byłem wpatrzony w dziwny staw, nie ruszając się z miejsca byłem w praktyce na wyciągnięcie ręki dla Rosphan, ona i ten staw, były jakoś połączone ze sobą. Miały coś wspólnego, jakoś powiązane, choć nie mam pojęcia jak. Próba znalezienia sensu i działania 'magii' tego wszystkiego, samemu we własnej głowie była dosyć męcząca oraz mało owocna... To wszystko było dla czymś nowym, o czym nie miało się pojęcia że w ogóle istnieje.
-Czym... Czym jest ta sadzawka?- Zapytałem się, o ile nic się nie stało, o ile nic mnie nagle dosłownie nie chwyciło.
Przez dłuższą chwilę czarnowłosa milczała, w tym czasie zauważyłeś, jak te żywe pnącza na ziemi zaczynają drgać i wić się gwałtowniej, szybciej. Złote drobinki zaczęły wokół nich wirować. Wkrótce złotego pyłu zrobiło się w powietrzu o wiele więcej, nawet i twoją osłoniętą skórę muskały raz po raz te niematerialne cząsteczki wywołując przy tym to samo, elektryzujące uczucie, co dotyk nieznajomej, tyle że o wiele słabsze. Już zaczynałeś myśleć, że chyba się jednak nie doczekasz odpowiedzi, gdy czarnowłosa przemówiła, jednak nieporównywalnie słabszym, ledwo słyszalnym głosem. Jakby z oddali.

- Prawa i siły rządzące Elyonem to nie jest coś, co da się zrozumieć w jeden dzień... Burjanie - odrzekła i zaśmiała się cicho - Ahhh... Dawno już mnie nikt tak nie nazywał... Jednak ty masz śmiałość, mimo że w twych oczach jestem koszmarem? Interesujące... - szepnęła ruszając lekko palcami wyciągniętej w twą stronę dłoni. Czułeś jak złote drobiny zaczynają dookoła ciebie wirować muskając twą skórę raz po raz. Uczucie tym razem nie było nieprzyjemne, wywoływało przyjemne, nawet dla ciebie, ciepło i spokój. Widok zaczął ci się zamazywać, ale zamiast niego pod twymi powiekami pojawiały się miłe, uspokajające obrazy, nie mające w sobie nic z przemocy i bólu. Nieliczne wspomnienia i, o dziwo, nie powiązane z Ruzą. Ale miało to sens, myśli o niej były raczej bolesne a ty w tej chwili nie czułeś bólu, nie czułeś gniewu, nienawiści, cierpienia. Dryfowałeś gdzieś w morzu ciemności poprzetykanym złotymi błyskami czując się bardzo senny, ociężały.

- Żegnaj, Burjanie... - dotarł do ciebie cichy szept, nie wybudził cię jednak z tego marazmu, którym się obecnie znajdywałeś.

* * *

Sekundy a może i godziny później twój zamglony, senny umysł zaczął się rozbudzać, początkowo dość powolnie wracałeś do pełnej świadomości, później gwałtownie. Gwałtownie, bo uświadomiłeś sobie, że krztusisz się i nie możesz oddychać. Czułeś, że leżysz z powrotem w wannie w domu Illiri, jednak woda nie była już taka chłodna, przeciwnie wręcz, otulało cię ciepło.
Natychmiastowo się podniosłem gdy tylko otworzyłem oczy, no ja pierdole, taki sen przerwany przez to że zacząłem się topić w wannie. Wyłaniając się z wody otarłem dłonią twarz z wody biorąc głęboki oddech, a następnie wydychając go z głośnymi słowami ulgi połączonej z fascynacją.
-Co za sen!-

Tak, fascynacji, jakimś cudem ten dziwny sen, czy nie sen był niezwykle fascynującym, że nawet nie przejąłem się z początku tym że woda w której byłem stała się ciepła. Ten sen, te wydarzenia, wspomnienia, rozmowa z Panią... Heh, per Panienką Rossphan tych ziem, była fascynująca. 'Prawa i siły rządzące Elyonem to nie jest coś, co da się zrozumieć w jeden dzień' tak? Na pewno też ich nie poznam siedząc zamknięty w tej drzewnej wieży. A poznawanie tego miejsca wydaje się że na tyle zajmie mój umysł że nie będę myślał o swej przeszłości... Ba! Jeśli to co się przed chwilą działo było tylko próbką możliwości tego miejsca, to może istniała nadzieja że będę mógł narodzić się na nowo, że ktoś będzie mógł spowodować iż zapomnę wszystkiego sprzed ostatnich, co będę się ograniczał, całego życia! Niech zapomnę o wszystkim, o każdym płomieniu który raz po raz okradał mnie z wszystkiego, bym zapomniał o ostatnim ogniu w mym sercu który to sam rozpaliłem.


Huh... Chyba się trochę, zbytnio podekscytowałem, zobaczyłem ją, tak przypominającą Ruzę, a potem wymusiła pokazanie wszystkich mych najlepszych wspomnień. Co za... Koszmar... Uśmiech szybko znikł z mojej twarzy, te wspomnienia nie przyszły do mnie same. Zostały przez nią we mnie wepchnięte, ukoić mnie chciała magiczną siłą i jej się udało. Jak ona śmie... No tak, w końcu wciąż jestem jej więźniem, w złotej klatce, czas więc wrócić do rzeczywistości.


Woda stała się ciepła, czemu? Rozejrzałem się dookoła siedząc wyprostowany na środku wanny, czyżby coś się zmieniło? Czyżby ktoś tu wszedł? Czy moje ubrania wciąż były na miejscu? Jak długo spałem? Sprawdziłem swe ręce, jeśli długo byłem w wodzie to te powinny być pomarszczone jak u starca. Też zamierzałem się przyjrzeć wodzie, w końcu tak nagle się zmieniła, stała się tak przyjemnie ciepła, wszystko ostatnio stało się dziwne przyjemne po tym jak mnie opuścił ten paraliż we śnie... Pierdolona magia...
Rozejrzenie się dookoła, zdanie sobie sprawy z tego, jak wyglądało twoje otoczenie było niczym istny koszmar, rozbudziło cię nawet szybciej niż woda zalewająca twoje płuca. Wszędzie dookoła były cholerne czerwone płatki róż, po ścianach wiły się ich kolczaste pnącza z kwitnącymi kwiatami. Dla większości ludzi byłaby to zapewne scena jak z bajki, dla ciebie zaś - czysty horror. Nie będąc w stanie zapanować nad sobą, wyskoczyłeś z wanny i chwytając w biegu swoje ubrania z ziemi, szybko opuściłeś łazienkę, zamykając jej drzwi. Co to były za gierki? Zaczynałeś mieć ich, już nawet nie powoli, dość. Dlaczego wszystko na tym cholernym Elyonie musiało ci przypominać Ruzę?!

Starałeś się skupić na czymś realnym, czymś przyziemnym, aby nie oszaleć. Spojrzałeś na opuszki swoich palców, chcąc poprzez ich stan określić, jak długo leżałeś w wodzie. Cóż, wyglądało na to, że chwilę ci to zajęło,. bo były całe pomarszczone, jednak nie to przykuło twoją uwagę najbardziej. Wnętrze twojej prawej dłoni mieniło się złotymi drobinami, drobnym pyłkiem, którego nie dało się strzepnąć, jak gdyby wniknął ci pod skórę. Czy aby na pewno to, co się niedawno wydarzyło, było jedynie snem? Dlaczego w takim razie sen miałby aż tak oddziaływać na rzeczywistość? Dlaczego w tej cholernej łazience zakwitły róże a twoja dłoń nagle zwiększyła swoją wartość kilkuset krotnie? Chciałeś wreszcie dostać jakieś odpowiedzi, jakieś konkrety, ale na to się chyba nie zapowiadało. No bo kto miałby ci odpowiedzieć? Driada o umyśle niemowlaka? Czy nieobecna Illiria? A może ta oszustka podająca się za Ruzę, z twoich snów? Żadne jakoś nie wydawało się być godną zaufania osobą. Każdy kręcił. No, może nie driada. Ona wydawała się być za prosta na to.

Nagle z zamyślenia wyrwały cię ciche kroki piętro niżej, to różowowłosa postanowiła sprawdzić pewnie, czy jeszcze żyłeś. Uświadomiłeś sobie przy tym, ze nawet nie poznałeś jej imienia... Chociaż... Czy to w ogóle miało jakieś znaczenie?
- Ej, ty, żyjesz? Bo jeśli się utopisz, to cię zamorduję, zaraz po tym, jak Illiria zamorduje mnie - krzyknęła w górę driada stając pod otworem na górę najwidoczniej zbyt leniwa, żeby pofatygować się na górę. Może to i lepiej, nie zdążyłeś się w końcu cały ubrać.
Kurwa, jestem już zdecydowanie czysty, na tyle że nie będę musiał wchodzić do tej łaźni to końca pierdolonego tygodnia. Scena jak z bajki dla innego człowieka? No nie wiem kurwa, kto by się na widok tysiąca róż które wyrosły ze ścian i sufitu łaźni gdy zasypiasz zaledwie na parę godzin oraz budzisz się pod wodą. Pierdolenie, żaden normalny człowiek by się nie ucieszył z takiej pobudki, nie po tym jakby nie przyjął tej czerwicowej róży wiedźm, to są kurwa jakieś jaja. Nie samemu wziąć tej róży to co? Zaczniecie je hodować na każdej powierzchni bym najlepiej 'przypadkiem' jakąś przyjął? Walcie się, walcie się wszystkie i te wasze kwiaty z waszej pierdolonej krwi.


Przynajmniej... Przynajmniej w przedpokoju było wciąż tak jak to pamiętałem... Szkoda że ze mną tak nie było, ten sen nie był zwykłym snem, nie biorąc pod uwagę samą łaźnie i mnie ze złotymi drobinami pod moją skóra które wyglądały jak kwiatowy pyłek mieniący się złotem. Dajcie mi kurwa jakiś nóż, a z chęcią wytnę cokolwiek mi się zaległo tam. I tak ślady po ogniu nie przebiją się żadne inne blizny, kurwa, róbcie sobie co chcecie ale zostawcie moje blizny w spokoju. Jeszcze kilka razy próbowałem wręcz wydrapać to coś pod skóra prawej dłoni, lecz odpuściłem sobie gdy skóra była mocno podrażniona i się trzęsła. Od tego gówna oderwał mnie głos tej małej driady, czas się ubrać i stąd spierdalać, a przynajmniej z tego piętra.
-Niestety, coś wam kurwa wyrosło w łaźni, dużo cosiów.-

Odpowiedziałem jej, nie wiem czy jest świadoma co tu się odpierdala, czy czegokolwiek jest świadoma, ale muszę przyznać że jest kurewsko dobra w pilnowaniu kogoś. Nawet nie chce się jej sprawdzić samej stanu więźnia, zamiast tego zawoła i poczeka aż odpowie. Gdy w końcu z powrotem ubrałem, zszedłem z łaźniowego piętra do driady. W miarę możliwości wchodząc od razu do pomieszczenia, do kogokolwiek ono należało... No tak, przecież wiem do kogo należało, za duże meble dla osoby bliżej mego wzrostu, dla tej całej Rosphan, ta to dopiero była 'różaną' wiedźmą Panną i to tak dosłownie. Ona chyba najbardziej w tym bajzlu miała obsesje na punkcie pierdolonych róż, jakby robiła mi na złość normalnie.

Wkurwiała mnie ta sytuacja, wkurwiało mnie to że coś miałem pod skórą czego nie mogłem przestać drapać z głupią myślą że mógłbym to wydrapać chodząc po pomieszczeniu w tą i we w tą stronę. Rzuciłem nawet coś na ten temat do driady, o ile ta wciąż była w pobliżu.
-O co wam chodzi z tymi czerwicowymi kwiatami? I co mi się dostało pod skórę? Nawet sięumyć w spokoju w ferelnym miejscu nie można?!-
I jak ja znów będę miał tu zasnąć, czy cokolwiek, jak już nawet ściany i sufit są przeciwko mnie... A pomyśleć że źle się czułem gdy nie potrafiłem tylko odtworzyć drzwi, mam już dość tego miejsca, kurwa dość.
Gdy tylko się odezwałeś, driada podreptała z powrotem do "sypialni", poznałeś to po jej niezbyt eleganckim człapaniu i trzaśnięciu drzwiami, które od razu po tym się otworzyły. Najwidoczniej nie tylko ty byłeś tu nie w humorze.Zszedłszy na dół, do pokoju prawdopodobnie tej różanej wiedźmy, zobaczyłeś różowowłosą leżącą w wanie a właśnie, by być precyzyjnym, jej nogi majtające nad oparciem. Cóż, przynajmniej łóżko miałeś dla siebie. Przez dłuższy czas mała istota cię ignorowała, obrażona czy co? Ale ta sytuacja miała i swoje zalety, mogłeś zająć całe łóżko i się wyciszyc. Przynajmniej do czasu.

- Myślisz że będzie zła? - zapytała cię cicho driada nie wyłażąc wciąż ze swojej balii. Cóż, była na tyle mała, że równie dobrze mogłaby w niej zamieszkać i starczyłoby jeszcze miejsca na drugą taką - Ty byś się gniewał? Gdyby ktoś, kogo lubisz cię zostawił? Ale potem wrócił? Wybaczyłbyś jej? - kontynuowała swoje pytania smutnym, cienkim głosikiem. Teraz przynajmniej wiedziałeś, czemu zawdzięczałeś tamte chwile spokoju - najwyraźniej driada była zbyt pogrążona w myślach o swojej towarzyszce, by cię porządnie pilnować. To mogłaby być nawet okazja dla ciebie. Byłeś w końcu, jakby nie było, zamknięty, prawie jak w więzieniu, a twój strażnik był rozproszony. Na domiar złego wszędzie w tym domu pojawiało się coraz więcej róż a jakaś wiedźma przybierająca kształty łudząco podobne do Ruzy mąciła ci w głowie. Zostać? Czy próbować uciekać? Oto było pytanie. Chociaż nasuwało ci się również kolejne. Jak dużo czasu spędziłeś w tamtej mrocznej sali z jaśniejącą sadzawką? Ile czasu ci zostało? Może warto by było wykorzystać driadę i wypytać ją o ten świat, by w razie ucieczki wiedzieć o nim coś więcej?

Tak wiele pytań, tak mało odpowiedzi. Co gorsza twoja dłoń z tym cholernym złotym paskudztwem cały czas dziwnie mrowiła i wydawała się być cieplejsza od reszty. A przecież i tak byłeś już ciepły... Co, do czerwicy jasnej, zrobiła ci ta różana wiedźma? I czego od ciebie chciała? Co takiego mogłeś mieć jej do zaoferowania, że postanowiła pofatygować się do ciebie osobiście? I dlaczego twierdziła, że to ty sam do niej przyszedłeś? Może warto by było poświęcić nieco czasu na rozważania na ten temat, w końcu i tak nie miałeś nic lepszego do roboty...
Nie miałem zamiaru kłaść się na JEJ łóżko, tak, Jej, wszyscy w tym nawet ja sam już wiem czyje to było łóżko i czemu było takie a nie inne. Siedząc we wannie w której ona sama kiedyś się 'taplała', zostałem wyrwany nie wiadomo gdzie, do jakiegoś umysłowego gówna, doznając do tego jednego z Jej wspomnień gdy siedziała w tej wannie... Wolę nie wiedzieć co się stanie jak położę się na Jej łóżku, wolę nie dostawać czyjejś wizji w łóżkowych sprawach, wolałem teraz nie doznawać żadnej więcej magii na swej skórze... Szczególnie że już od zwykłej kąpieli wciąż pozostawały skutki na mojej ręce.

Usiadłem więc sobie przy stoliku, kładąc na nim swoją rękę i obserwując złote drobiny pod skóra, czym do kurwy to było? I co najważniejsze jaki efekt to wytwarzało na mnie? Nagle jednak oczywiście odezwała się driada, z pytaniami wziętymi znikąd, widać ktoś tu miał problem z podejmowaniem decyzji.
-Bym się cieszył jak kundel na widok swojego Pana... Dlaczego miałaby być zła, skoro cię lubi to raczej by się cieszyła na twój widok. A tak przynajmniej to powinno działać.

Nie miałem ochoty jej teraz wypytywać o świat, też nie miało to sensu. Była zbyt zadręczona, gdyby była wstanie mi na cokolwiek odpowiedzieć zrobiłaby to gdy przed momentem zadałem trzy nurtujące mnie pytania, a w odpowiedzi dostałe m 'myślisz że będzie zła?'. Driada była zbyt rozkojarzona w moich oczach by rozmawiać o czymkolwiek innym, ucieczka natomiast wciąż nie miała żadnego sensu, nie miałem gdzie uciekać, jak otworzyć drzwi, ani nie wiedziałem gdzie są moje rzeczy.

Cóż, gdy ona była skupiona na swoich problemach, ja byłem skupiony na swoim problemie. Na świecących złotych gówienkach w mojej ręce, tym jak czułem mrowienie i ciepło w niej. Jaki był cel tego, jaki był cel wobec mnie? Wciąż niczego nie rozumiałem, wciąż nikt nie chciał odpowiadać na moje pytania, jedynie zadając mi kurwa pytania. Co ja kurwa jestem, kapłan? Że mnie się o wszystko tak pytają, jak ja kurwa nic nie wiem i próbuję COKOLWIEK zrozumieć, zaczynając od samego siebie i co się ze mną dzieje. Jeśli niczego nowego się nie zorientowałem ani nie spostrzegłem w tych złotym pyle w mojej ręce, zamierzałem zająć się tym w inny sposób... Odwinąć bandaż z ramienia bo wbitym sztylecie i zawinąć sobie go w miejscu gdzie jest cholerny pył pod moją skórą. Jednocześnie będę mógł skupić swe oczy na czymś inny oraz po stanie rany będę mógł ocenić jak dużo czasu minęło.
- Uh, mam nadzieję, że ona też tak myśli... Wiesz, już nie mogę się doczekać, żeby wreszcie stąd wyjść i się z nią zobaczyć. Ale do tego musi wrócić Illiria. A nie ma jej już strasznie długo... W sumie... Ty też długo siedziałeś w wannie. Co tam robiłeś? - zapytała driada machając nogami wystającymi znad krawędzi balii. Fajną sobie miejscówkę znalazła do siedzenia. A ty nie miałeś się za bardzo gdzie podziać od kiedy łazienka została "zainfekowana" różami a leżenie w łóżku prawdopodobnie należącym kiedyś do Rosphan wydawało ci się być złym pomysłem. Postanowiłeś zatem ocenić stan swojego rannego ramienia, po rozwinięciu bandaża ujrzałeś czystą, gojącą się ranę. Wciąż była dość głęboka, ale szwy dobrze trzymały, tak samo tamta maść, dzięki której nic się nie zapaskudziło ani nie spuchło. W sumie ciężko ci było ocenić ile dokładnie minęło, od kiedy wbito ci sztylet w ciało - ramię zbytnio nie pobolewało, musiałeś się skupić na nim, by poczuć, że nie jest w pełni sprawne. Oczywiście gdybyś za bardzo napinał mięśnie, cały dobroczynny efekt by zanikł a szwy mogłyby puścić. Należało zatem postępować ostrożnie.

Bandażem z ramienia zasłoniłeś ten dziwny złoty pyłek, który osiadł ci pod skórą czując od razu ulgę pozbawiony jego widoku. W końcu jednak skończyły ci się pomysły na to, co robić dalej. Driada wciąż medytowała w balii nad tym, czy jej towarzyszka jednak jej wybaczy, czy nie, ty zaś nie miałeś już kompletnie nic do roboty. Czyżby tak właśnie chcieli wymusić na tobie przyjęcie róży? Nudząc cię na śmierć?
-Hmmm? Długo? Tylko się myłem... Jak długo mnie nie było?-
Zapytałem lekko zdezorientowany podnosząc wzrok na driadę. Jak długo spałem tak na prawdę skoro porównywała ona moją nieobecność do wyjścia Illiri? Uch, serdecznie dość mam tego miejsca, zresztą z tego co słyszę to mała driada też chciałaby już z stąd zniknąć... Tyle że żadne z nas nie wiedziało jak stąd wyjść, ani nie wyrąbiemy sobie drogi, ani nie spalimy ścian bo sami spłoniemy.
-Czemu w ogóle mnie pilnujesz?-
Zapytałem ją patrząc na swą ranę, ranę która wyglądała dość... Dziwnie, rana miała się dziwnie dobrze mimo tego jak wyglądała, do tego to że wciąż nie czułem prawie nic w związku z nią. Maść jakkolwiek przeciwbólowa by nie była, powinna już puszczać a ja powinienem zacząć czuć ból, chociażby przy ruszaniu ręką. Chyba że w grę wchodziła 'magia', może materiały z jakich wykonano maść były z czegoś niepodobnego do niczego z mojej świata. Ale najważniejsze że rana wygląda dość normalnie, nie wyrastają mi z niej żadne kwiaty ani złote pyłki, mogłem też przysłonić bandażem to co mi siedziało pod skórą ręki.


Nie chciałem węszyć po czyimś pokoju, a na pewno nie gdy w tym samym pomieszczeniu siedział 'strażnik', nawet jeśli była rozkojarzona to wciąż. Za to mogłem się dokładnie przyjrzeć pomieszczeniu, może zauważyć coś czego wcześniej nie dostrzegłem. Może było tu jakieś ukryte przejście, skrytki, czy cokolwiek. Illiria w końcu wciąż nie wraca, a ja bym chciał się stąd łaskawie wydostać, albo porozmawiać z kimś kto nie ma aktualnie problemów egzystencjalnych...
- Nie mam pojęcia... Z pół dnia? Czy coś... Ciężko powiedzieć nie widząc nieba - odpowiedziała ci driada z zamyśleniem wyłażąc z balii i siadając po turecku na jej krawędzi. Musiała być naprawdę bardzo, bardzo leciutka, skoro mebel nie przechylał się pod jej ciężarem.

- Ktoś przecież musi, co nie? Bo na przyyyykład, o! Gdybyś zaczął umierać, albo podpalił drzewo, ktoś musiałby cię uratować! I wtedy wkraczam ja, cała na biało! - zaśmiała się różowowłosa przekładając na jedno ramię swoją burzę niesfornych loków i bawiąc się nimi, chyba z nudów - No i... Pewnie mnie też chcieli mieć na oku, sporo widziałam na zewnątrz, tam są takie dziwne rzeczy, że nawet sobie nie wyobrażasz... um... Jak właściwie mam do ciebie mówić? Ja jestem Eiyu.

Rozglądając się po pomieszczeniu nie dostrzegłeś wiele więcej, niż poprzednim razem, żeby znaleźć coś, musiałbyś chyba pozaglądać za meble, a tego wolałeś teraz nie robić. Wszystko było na swoim miejscu, wszystko, za wyjątkiem róży. Nigdzie w pokoju nie widziałeś tego cholernego kwiatu, chociaż... Może to i lepiej? W końcu i tak nie chciałeś go oglądać. Zastanawiałeś się, kiedy wreszcie wróci Illiria, kiedy wreszcie będziesz mógł opuścić te cholerne dwa pomieszczenia, w których zostałeś zamknięty. Bo miałeś wrażenie, że jeśli cię stąd nie wypuszczą w najbliższym czasie, chyba oszalejesz.
-Pół dnia spałem? Hmmm... Faktycznie dobrze by było zobaczyć niebo.-
Zamknięcie bez żadnych okien nigdy nic dobrego nie robiło z człowiekiem, szczególnie gdy był zamknięty w wielkim kotle... Ale moje warunki nie były aż tak złe, gdyby tylko pominąć te psychodele z kwiatami wyrastającymi zewsząd. No i co prawda miałem towarzyszkę w tym więzieniu, lepsza tak niż żadna, a też nawet nie postrzegałem jej powoli jaki strażnika, bardziej jak współwięźnia. Szczególnie po odsłuchaniu jej słów, zresztą co to za strażnik który jest praktycznie uwięziony z więźniem, co?

-Akurat podpalenie czegokolwiek tutaj, gdy samemu to jestem, jest ostatnią rzeczą jaką bym miał chcieć zrobić. Zresztą, jakbyś mnie uratowała wtedy?-
Nie widząc nic ciekawe w pomieszczeniu, po prostu skupiłem się na rozmowie, nic się nie działo, nic nie do roboty i aktualnie wolałem o wszystkim innym zapomnieć. A taka nic nie znacząca rozmowa jest zawsze lepsza niż próba odcięcia reki drewnianym nożykiem.
-Więc, można powiedzieć że też jesteś więźniem?- Wziąłem głęboki oddech i wypuściłem z siebie powietrze. -Burjan, mów mi Burjan.-
Co mi zresztą szkodzi, najpewniej nikt na tym Elyonie nawet nie znał takiego słowa, a tym bardziej nie kojarzył żadnych istot posługujących się takim mianem... Więc co mi szkodzi, wolę by mnie jednak nazywano Burjanem, a nie chłopcem.
- Coś bym wymyśliła, nie martw się. Ale nie, nie jestem więźniem. Gdybym chciała, wyszłabym stąd. Ale siedzę tu grzecznie i czekam coraz mniej cierpliwie, aż Ilia wróci. Jesteś strasznie nudny. I mrukliwy. Nie to co Sawa, wiesz? - odpowiedziała ci opryskliwie rozprostowując nogi i odchylając się z powrotem do tyłu, wpadając do balii. Cholerna, nadpobudliwa, mała driada zaczęła machać łydkami wystającymi znad drewnianej krawędzi stukając niecierpliwie piętami o jej brzeg.
- A poza tym... - zaczęła mówić różowowłosa, ale szybko urwała. Usłyszeliście szuranie i kroki dochodzące z góry, chwilę później w drzwiach pojawiła się twoja ulubiona, białowłosa wiedźma, ze sztyletami w pochwach i biczem zawiązanym dookoła talii, jakby był jakimś paskiem, stała z rękoma opartymi na biodrach i uśmieszkiem w wejściu przyglądając się waszej dwójce.

- Mam nadzieję, że byliście grzeczni - powiedziała a ty zauważyłeś, że nie miała już na sobie bandaży. Skóra na jej brzuchu była gładka, bez żadnych widocznych ran czy blizn. Dziwna sprawa - To jak chłopcze, masz ochotę stąd wyjść? - zwróciła się do ciebie i podeszła bliżej, przyglądając się z zadowoleniem ranie na twym ramieniu. Widocznie i ją radowało, że goiła się dość ładnie i szybko, zbyt szybko...
- Słyszałam, że podczas mojej nieobecności wędrowałeś gdzieś... Myślami. Zobaczyłeś coś ciekawego?
Rozmowę przerwała nam jakże wyczekiwany powrót Illiri, co by oznaczało ze spałem nieco dłużej niż pół dnia, albo znacznie dłużej... Cóż, ale biorąc pod uwagę że ta cała Eiyu sama nie była pewna ile czasu minęło, to raczej nie będzie mi dane samemu poznać jakiś to był czas. Zresztą może nawet dobrze, driada wciąż sprawiała wrażenie rozwydrzonego dziecka z którym to coraz mniej miałem ochotę spędzać czas, nie mając nawet zbytnio innego wyboru.


Gdy tylko ta ceranka pojawiła się w wejściu, skierowałem ku niej swe spojrzenie z lekkim zadziornym uśmiechem. Wróciła moja mała wiedźma która mnie opatrzyła i zaprezentowała ten świat, bez bandaży i nieco bardziej zadowolona. Ciekawe gdzie była i co wie o tym co się działo gdy spałem, bo najwyraźniej coś o tym wie, gdy driada raczej nie okazywała żadnych znaków by wiedziała coś na temat mojego dziwnego 'snu'...

-Przez większość czasu spałem na górze we wannie z wstrzymanym oddechem... Oj chętnie stąd wyjdę nim ściany oraz sufit i w tym pomieszczeniu zaczną obrastać tymi czerwww... Nim wszędzie urosną kwiaty, często to się tu zdarza?- Powiedziałem kończąc swój zadziorny uśmieszek, jakże miałem dość tego miejsca... Oraz braku jakiejkolwiek wolności, zamknięty w dwóch pomieszczeniach nie wiedząc kompletnie nic.

Czyżby była Illiria u tej całej Rossphan? Skąd wiedziała o moim śnie, skoro jej tu nie było... Ale wyglądało na to że wiedziała tylko o tym że go miałem, a nie co konkretnie w nim się działo, bo inaczej po co by pytała?
-Raczej bym to nazwał snami, bądź wspomnieniami, chyba że sama wiedz o tym coś więcej... Ale bardziej ciekawi mnie, od kogo słyszałaś o tym że 'wędrowałem myślami'?-

Ceranka wbiła tutaj dziwne zadowolona, pytaniami które były nieco dziwne biorąc pod uwagę sytuacji. Dobrze było jednak pogadać z kimś kto ma coś interesującego do powiedzenia i nie myśli tylko o jednym... Kurde, ile ja spałem? Coraz mniej pewny jestem tego co się działo gdy spałem, co się działo w moich 'snach'.
- No nareszcie - mruknęła Eiyu przechodząc obok ceranki w drzwiach i tuptając na wyższe piętro. I tak oto zostaliście sami, ty i kobieta, która się opatrzyła, możliwe też, że uratowała. ta sama, którą widziałeś we wspomnieniach Rosphan. Ostatnie wydarzenia namnożyły w twojej głowie tyle pytań, z jednej strony chciałeś je zadać, ale z drugiej... Miałeś dziwne wrażenie, że mógłbyś nie otrzymać odpowiedzi na większość z nich.

- Jak zapewne zauważyłeś, jest tu całkiem sporo kwiatów. Lubię, je, hoduję je, jestem z nimi związana. A ty z jakiegoś powodu nie możesz ich znieść, czyż nie? - zapytała cię Illiria rozpuszczając włosy z kucyka. Ceranka wyjęła spod stoliczka swoją szczotkę i siadając na łóżku, zaczęła się czesać przyglądając ci się bacznie.
- I myślę, że doskonale wiesz od kogo... Burjanie. To miejsce, ono jest pełne emocji z przeszłości, nasycone bólem wspomnień. Może kiedyś poznasz powód. Tymczasem zjedz coś, blado wyglądasz. A potem pokażę ci coś... ciekawego.
Nawet nie spojrzałem na Eiyu gdy ta wychodziła, nie zaznajomiłem się z nią zbytnio, już bliżej byłem Illirii niż niej. Czy nawet jakiekolwiek strażnika jaki mnie pilnował w mym życiu niż tej driady która najwyraźniej po całej dobie dopiero postanowiła zawołać mnie sprawdzając czy jeszcze żyje... Zabawne i żałosne w pewien sposób, ale cóż, ja nie jestem wcale gorszy, w końcu prawie utonąłem w wannie zasypiając w niej... We wannie...



Hmmm... Jedzenie, po tym jak zjadłem ziemniaka zasnąłem, miałem dziwny sen i obudziłem się otoczony kwiatami i ich płatkami, o nie. Zdecydowanie wciąż nie miałem apetytu po tej pobudce która mimo wszystko była tak nie niedawno.
-Tyle że wcześniej nie mówiłaś nic o tym, że te będą wyrastać ze ścian nawet podczas twej nieobecności... Ani że zobaczę Ru...-
Złapałem się za bandaż który owinąłem wokół swej ręki gdy ceranka przechodziła obok mnie sięgając po szczotkę pod stolikiem. Wciąż od niego się nie odsuwałem, ale za to obróciłem się w jej stronę, pierwszy raz chyba naprawdę miałem ochotę z nią porozmawiać, zadać jakieś pytanie, otworzyć się... Na temat tego co się działo podczas jej nieobecności, gdyż nikt inny nie będzie mi wstanie na nie odpowiedzieć niż ci którzy byli przy tym.
-...Rossphan oraz ciebie. Zamiast spokojnej kąpieli, doznałem tej waszej przeszłości prawie się przy tym topiąc. Ale po co mi to pokazujecie? Po jakiego przedstawiacie mi kolejne pytania bez odpowiedzi, co takiego się stało na tej waszej wyspie co wywoływało u tej waszej Pani ból. I czemu, czemu mi to wiedzieć? Co mi się stało przez ten sen?-
Wstałem znad stołu spoglądając na swoją zabandażowaną rękę którą wciąż trzymałem drugą dłonią, a potem przerzucając wzrok na Illirie. Nie potrzebowałem jedzenia, potrzebowałem kurewskich odpowiedzi bo zaraz oszaleje w tym zamknięciu.
-Doprawdy, jedzenie jest jedną z ostatnich rzeczy o jakich teraz myślę. Jeśli to co zamierzasz mi pokazać jest odpowiedzią na cokolwiek co mnie teraz dręczy, to prowadź.-

Do kurewskiej zarazy czerwicowej, mam dość tych zagadek i niewiadomych. Nie mogę sobie dłużej tego wszystkiego tłumaczyć po prostu 'magią', potrzebuje odpowiedzi albo wolności... Wolności na której sam odnajdę prawdę na pytania które mnie dręczą, a potem, potem obiorę ster na prawdziwy cel.
- Zdarza się - odpowiedziała ci Illiria wzruszając ramionami i spoglądając ze zmrużonymi oczyma na twoją obandażowaną dłoń.
- Gdzie dokładnie widziałeś mnie i Rosy? Nie wiem co dokładnie zobaczyłeś, mój drogi, nie siedzę ci w głowie przecież - stwierdziła ze spokojem, zupełne przeciwieństwo ciebie w tamtej chwili i odłożywszy szczotkę na pościel powoli wstała. Jeslibyś nie miał zamiaru się wyrywać, złapała delikatnie w obie dłonie twoją obandażowaną dłoń i spojrzała w górę, na twoją twarz.

- A jeśli chcesz wiedzieć, co ją boli, powinieneś zapytać ją o to osobiście. To nie są sprawy, o których ktokolwiek ma ochotę rozmawiać. Ty też... Nie masz ochoty rozmawiać o różach, czyż nie? Chodź - powiedziała ceranka puszczając twoją dłoń i obracając się do ciebie tyłem. Wtedy niczym olśnienie coś do ciebie, a właściwie twoich oczu, dotarło. Tym co Illiria miała owinięte dookoła talii nie był jej bicz, jak ci się wcześniej wydawało. Nie, to był wychodzący ze spodni biczowaty, ciemny ogon z kolczastą końcówką, która teraz znajdywała się na plecach dziewczyny. Czyli jednak Eiyu mówiła prawdę. Aż kusiło, żeby sprawdzić, czy naprawdę ceranie nie znosili ciągnięcia za ogon.

- Wiesz, zadajesz mi cały czas takie pytania, jakbyś myślał, że jestem jasnowidzem. Nie wiem, co dokładnie widziałeś, co ci się stało ani co cię dręczy, chłopcze, dopóki mi o tym opowiesz. Jak już wspominałam, nie jestem na szczęście wszechwiedząca - dodała po jakimś czasie Illiria prowadząc cię w dół, z powrotem do piwniczki. Klapa w podłodze sama się przed nią otwarła, tak samo drzwi i tak oto staliście w ciemnościach zakłócanych jedynie przez światło padające z zewnątrz. Illiria przykucnęła przy klapie w piwniczce i bez słowa wyjęła z kieszeni klucz, którym otworzyła kłódkę. Otwarła właz jednym szybkim ruchem ukazując ci pod spodem jedynie ciemność. Ciemność zakłócaną lśniący w ciemności, tak dobrze ci już znany złoty pył. Ceranka spojrzała na ciebie, w mroku nie byłeś w stanie dojrzeć jej twarzy, zresztą prawie niczego nie byłeś w stanie dojrzeć. Dziewczyna wydawała się czekać na twoją reakcję kucając pochylona nad pustką pod wami. Więc teraz wszystko zależało od ciebie, postanowisz z powrotem zanurzyć się w tej nieznanej ci ciemności ryzykując utratą własnej woli i wspomnień? Czy może odwrócisz się na pięcie wybierając ścieżkę rozsądku?
Zaśmiałem się lekko na jej odpowiedź powtarzając ją samemu.
-Zdarza się... Gdzie? W twojej łaźni, jej oczami widziałem ciebie, a potem ją w dziwnym sennym miejscu. -

Nie zamierzałem się wyrywać, choć wzdrygnąłem rękoma gdy ta złapał mą dłoń. Miałem ochotę ją wyrwać i rzucić się na nią, zmusić do odpowiedzi na me pytania, na temat tego po co ta cała szopka. Nienawidzę gdy ktoś się tak ze mną bawi, zmyślnymi sztuczkami, pokazami i manipulacjami, a póki co to właśnie tylko to dostrzegałem w tym zamknięciu.
-Zapytałem, i jak zwykle nie odpowiedziano mi. Mam ochotę poznać jakieś odpowiedzi... Konkretne odpowiedzi.-

Czyli jednak miała ogon, długi ogon owinięty wokół pasa... I nie, nie miałem ochoty ciągnąć za ten ogon ani spoglądać tak nisko by go widzieć. Wolałem się na swojej skórze nie dowiadywać do czego ten 'biczowaty' ogon jest zdolny. Zresztą wciąż jestem na łasce tej wiedźmy i jej zdolności otwierania tych drzwio-ścian czy klap w podłodze, przynajmniej dopóki sam nie będę do tego zdolny.
-Dziwne, bo cały czas miałem wrażenie że to ktoś z waszej trójki cały czas mi zadaje pytania... Myślałem też że wiesz co się działo, skoro wiedziałaś o tym że to się stało. Że zasnąłem we twej wannie, że obudziłem się w dziwnym śnie, ciemnym miejscu przez które przeplatały się wielkie pnącza od kolumn kierując się ku dziwnej złotej sadzawki. Nad którą to była ta wasza Pani przybierająca postać z moich odległych wspomnień. Nic z tego nie rozumiem, tak samo jak to czemu tu jestem.-


Zaprowadziła mnie z powrotem do swojej piwnicy, jak się spodziewałem, by pokazać mi co jest pod tą słynną klapą zapieczętowaną przez metalową kłódkę. Otwarła ją ukazując mi... Ciemność, super, przez tą ciemność widzę wszystko kurwa, co ja nietoperz? Miałem tam zejść? Nie widzę nawet żadnej drabiny, tylko cholerny złoty pyłek zbytnio kojarzący mi się z moim snem oraz tym co mam na ręce... Ale jeśli tam mają być moje odpowiedzi...
-Wybacz, ale nie widzę w ciemnościach. Jeśli mam tam zejść to potrzebuje światła.-

O ile Illiria nie miała żadnych wątów, to ruszyłem po dziwny świecący kamyk na rzemyku który powinien być przy drabinie na górę. Następnie z nim wróciłem i kucając przyjrzałem się nieco oświetlonym ciemnością. O ile nie było tam nic niepokojącego i była jakaś drabina bądź inny pewnik że nie spadnę zabijając się, to miałem zamiar tam zejść... Jeśli jednak dostrzegłem coś niepokojącego, bądź usłyszałem coś takiego to zamierzałem się jeszcze chwilę zastanowić. Nie mogłem poddać się moim chęciom dowiedzenia się czegoś ryzykując własnym życiem...
Illiria długo nie trzymała twojej dłoni, po chwili ją puściła nawet nie patrząc na ciebie.
- Chcesz konkretnych odpowiedzi? To słuchaj. Nie wszystko na Elyonie jest pięknie zaplanowane i poukładane. Wierz mi nikt, a już najmniej Rosphan, nie chciałby, żebyś oglądał jej wspomnienia z przeszłości. To samo się tyczy wizyty w tamtym miejscu. Jednak coś cię tam przyciągnęło, tam samo jak przyciągnęło cię do mnie. Pojawiłeś się w końcu w moim domu i to nie mógł być przypadek, chłopcze. Tylko jeszcze nie wiem dokładnie, co to dla nas wszystkich oznacza. I nie wiem co ci się stało przez sen, ty mi powiedz - odpowiedziała ci ceranka nieco podirytowana twoimi ciągłymi pytaniami. Tak jakby to ona miała być wyrocznią, wszechwiedzącą istotą. Najwyraźniej nie, najwyraźniej i ona nie wiedziała i widziała wszystkiego. I, najwyraźniej, twoje pytania jak denerwowały. W sumie to nawet dobrze, wreszcie udało ci się przebić przez tą kamienną maskę chłodnej uprzejmości, pozorów gościnności.

- I, słuchaj chłopcze, jesteś tylko gościem, to taki uprzejmy zamiennik na nieznajomego, potencjalnie niebezpiecznego intruza. Nie sądzisz iż oczekiwanie, że zdradzone zostaną ci wszystkie sekrety tej krainy, jest nieco... Nierozsądne? - zapytała cię Illiria wpatrując się w ciemność pod wami tam, gdzie wcześniej byłą zasłaniająca ją klapa. Nie ruszyła się z miejsca, gdy poszedłeś po kamień, trwała znieruchomiała w tej samej pozycji. Poświecenie w dół wiele nie dało, światło ginęło pochłaniane przez wszechobecną ciemność. Zorientowałeś się jednak, że w dół nie prowadziło dosłownie nic, żadna drabina, żadne schody. Nawet nie lina.

- To miejsce, w którym byłeś... Ono istnieje naprawdę. I lepiej żebyś nigdy w rzeczywistości się w nim nie znalazł. To zaś co tutaj widzisz, to jedna z żył prowadząca do niego. Możesz tam wejść, jeśli chcesz. Może nawet uda ci się wrócić... Drugiej takiej szansy nie dostaniesz.
Woah, w końcu udało mi się wytrącić tą ostoję spokoju. Mi samemu, a nie jakimś czynnikom zewnętrznym które wcześniej spowodowały już u niej łzy i inne takie, dobrze... Bardzo dobrze, skoro dało się ją zdenerwować to w końcu bym też wytrąciłbym ją z równowagi na tyle że bym wymusił na niej jakieś inne działania. Zresztą tak ja teraz, mnie też ona irytowała, nazywanie mnie gościem, gość może wyjść kiedy chce. Mnie tu więziła i niech nie próbowała temu zaprzeczać, bliżej już było mi do intruza, tyle że nie 'włamałem' się tu z własnej woli.

-Już odpowiedziałaś mi na najważniejsze pytania, dzięki.-
Odpowiedziałem z lekkim uśmieszkiem, właśnie poznałem odpowiedź na najważniejsze pytanie, czyli 'czemu'. Jak się okazała Illiria tego nie wie, nie tyle co ona, co sama jej Pani może tego nie wiedzieć. Wie że to wszystko nie jest przypadkiem, ale też nie wie czemu to się stało, a stały się rzeczy których prawdopodobnie Rosphan nie chciała nawet by się stały... Sam zresztą bym nie chciał by ktoś grzebał w moich wspomnieniach. To samo by się tyczyło mojej obecności 'tam', nie była ona zbytnio pożądana z tego co mówi ceranka. Zresztą miałem też podobne wrażenie gdy przez większość czasu ignorowano mą obecność... A skoro to wszystko nie działo się za pośrednictwem planu tych wiedź, to gdzie indziej powinienem szukać odpowiedzi, nie mam więc już powodu by dłużej siedzieć w tej zasranej wieży...

-Cóż, w takim razie chyba dołączę do tych sekretów... Mam jakąś gwarancję że wpadając tam nie połamie sobie nóg?-
Odpowiedziałem i zadałem pytanie siadając na krawędzi klapy. Jeśli nie miałbym dostać żadnej konkretnej odpowiedzi, to bym zrzucił tam świecący kamyk i liczył do momentu aż ten nie spadnie na sam dół obserwując i wysłuchując go. Tu już niczego się nie dowiem, nie od Illirii... Za to tam, gdzie indziej szukać odpowiedzi jak nie w miejscu zbrodni? Niewiele mam do stracenia, a zawsze to jakaś alternatywa od bycia uwięzionym w tym miejscu po wsze czasy, przecież wiem że po tym tygodniu by mnie tak po prostu nie wypuścili. A tutaj? Może w 'Labiryncie Minotaura' odnajdę inne wyjście, inne możliwości...

A właśnie, co bym prawie zapomniałem, chciałem się chwilę też skupić na ty czy wyczuwam stamtąd jakiś ruch powietrza, może źródło chłodu w tej piwnicy, bądź prostu jakikolwiek po prostu jego ruch.
- Jedynie moje słowo - odpowiedziała ci Illiria ze złośliwym uśmieszkiem zakładając ramiona na piersi i prostując się - To jak, wybierasz wiedzę czy niewiedzę... Burjanie? - zapytała ceranka, gdy ty obserwowałeś, jak świecący kamień spada w ciemność, aż jego blask w końcu niknie pochłonięty przez nieprzeniknioną czerń pod wami. Nie usłyszałeś żadnego dźwięku uderzenia o podłoże, jak gdyby to cholerne świecidełko zawisło gdzieś w powietrzu w tych ciemnościach.

Tak więc wybór wydawał się być pozorny. Czy naprawdę skoczyłbyś w nieprzeniknioną pustkę, ciemność bez dna? Czy byłeś aż tak zdesperowany, by poznać wreszcie jakieś odpowiedzi? Illiria w końcu powiedziała, że nie dostaniesz drugiej szansy na to. A właśnie, jeśli o cerankę chodziło, wycofała się pod ścianę, opierając się o nią i przyglądając tobie bacznie. Szkoda, że wyrzuciłeś właśnie wasze jedynie źródło światła, bo bez niego ciężko było ci cokolwiek dojrzeć.
Więc mam jedynie jej słowo, a kamień wydawał się spadać tak długo że zniknął mi z oczu... Bez żadnego dźwięku, bez uderzenia we dno tej dziwnej dziury, zresztą, tu wszystko było dziwne. Od wszystkich tych dziecio-kobiet, magii, czy nawet kwiatów które wydawały się móc wyrosnąć ze wszystkiego. Decyzja była prosta, prostsza niż wszystko inne odkąd się obudziłem w tej drzewnej wieży...


Czy byłem aż tak zdesperowany by poznać jakieś odpowiedzi, byłbym wstanie dla nich zeskoczyć do tej dziury? W życiu, nie będę ryzykować życia dla tych odpowiedzi których równie dobrze może tam nie być...
-Słowo to za mało, ale wypadałoby odzyskać twój kamyczek Illirio, więc...-
Wypowiadając ostanie słowo podniosłem otwartą dłoń w stronę ceranki na znak pożegnania się i natychmiastowo zsunąłem się do otchłani. Odpowiedzi nie były tego warte, ale być może jedyna szansa na ucieczkę z tego miejsca o własnej woli to co innego. Nawet jeśli była to pułapka, jeśli miała po prostu mnie dość, a na dole czekała mnie tylko śmierć... Kto nie ryzykuje ten nie wygrywa, przynajmniej cokolwiek się nie stanie wyjdzie na moje. Nie będę już w tym cholernym kwiacianym domku Illirii, może trafię do gorszego miejsca a może nie, ale przynajmniej nie tam.

Ceranka dała mi w końcu słowo, może wyjątkowo mówi prawdę tak samo jak wcześniej, przy odrobinie szczęścia odzyskam też jej świecący kamyk... Z pewnością mi się tam na dole przyda, jeśli trafię do tego samego miejsca to tym razem będę miał przynajmniej ze sobą jakieś światło. Mam nadzieje że prócz tego kamyczka faktycznie będą mnie tak czekać jakieś odpowiedzi bądź cokolwiek innego wartego wskoczenia do tej zasranej ciemności... Mam też nadzieje że ta czerń mnie nie 'wypluje' z powrotem do piwnicy Ilirii, byłoby to niezwykle irytujące i chyba nawet możliwe.
Nie mając w sumie zbytniego wyboru, jako że siedzenie w więzieniu, nie ważne jak wygodnym, średnio ci odpowiadało, wskoczyłeś do ciemnej dziury. W sumie uczucie nie przypominało spadania, a jeśli już - to taki spowolnione, jakbyś wpadł do wody i powoli opadał na dno. Ciemność otulała cię gęstą, przytłaczającą kołdrą a złote drobiny wirowały wokół twojego ciała. Zobaczyłeś jeszcze nad sobą, jak Illiria zamyka klapę, zanim zapadła kompletna ciemność, w której widoczny był jedynie ten cholerny pyłek, pyłek, który mimo że błyszczał, niczego nie oświetlał.

Stron: 1 2